Parenting

"Moje dziecko wpadło w złe towarzystwo". Jak rozmawiać z nim skutecznie, aby się nie zbuntowało? 

Parenting

Autor:
Patrycja
Sibilska
W jakim towarzystwie dorasta moje dziecko?
W jakim towarzystwie dorasta moje dziecko?Dzień Dobry TVN
wideo 2/7

Między troską o bezpieczeństwo dziecka, a kontrolą prowadzącą do ubezwłasnowolnienia jest cienka granica. O tym jak rozmawiać z dzieckiem, kiedy i jak ingerować, aby nie blokować jego rozwoju, powiedziała w Dzień Dobry TVN psycholog dziecięcy i terapeuta Paulina Mierzejewska.

Zaufanie pod kontrolą

Rolą matki i ojca jest wskazywanie dziecku odpowiednich wyborów, które dotyczą także grup, z którymi się spotyka. - Naszym zadaniem, jako rodziców, jest zbudowanie fajnej relacji i więzi z dziećmi, dzięki którym powiedzą nam, co się dzieje w grupach rówieśniczych, przyjdą z problemem, pokażą nam co jest niefajne... To co możemy zrobić, to (...) rozmawiać z naszym dzieckiem. Zobaczyć, dlaczego wybiera akurat taką grupę rówieśniczą, bo każda z nich spełnia jakąś funkcję, coś mu daje - tłumaczyła Paulina Mierzejewska.

Jednak nie zawsze dzieci przychodzą do nas ze swoimi dylematami, często dokonują wyborów na własną rękę i robią to zupełnie świadomie. Dotyczy to głównie nastolatków, które poszukują na pewnym etapie życia swojej własnej tożsamości i chcą przynależeć do danej grupy. Co jednak zrobić, kiedy zachowania osób, z którymi spotyka się nasza pociecha niepokoją nas? - Możemy wtedy powiedzieć: "ok, wychodzisz z daną grupą rówieśniczą, ale jeśli zauważę, że dzieje się, to, to i to, ja się na to nie zgadzam. To jest nasza umowa" - poradziła psycholożka.

Zdaniem specjalistki należy zacząć od rozmowy z dzieckiem, a nie od wyliczanki, co nam się nie podoba w jego relacjach ze znajomymi. Jeśli jednak nasza pociecha odpowiada zdawkowo lub arogancko, przekracza normy społeczne, a my czujemy, jakbyśmy odbijali się od ściany, to wtedy należy postawić granicę.

Największy błąd i argument "nie bo nie"

Kiedy dzieci wchodzą w okres dojrzewania, rodzice zwiększają kontrolę, a to - według Pauliny Mierzejewskiej - duży błąd. Potrzeba niezależności wynika z naturalnego rozwoju dziecka. Jeżeli jednak rodzice wcześniej nie dawali latorośli coraz większej swobody, a tym samym nie pozwolili jej na budowanie samodzielności, to w fazie dojrzewania pociechy zderzą się z tą właśnie potrzebą, a kiedy zabraknie argumentów wytoczą ten jeden jedyny, który powoduje największy sprzeciw - "nie bo nie".

- Nie róbmy tego, nie mówmy " nie bo nie" - zaapelowała Paulina Mierzejewska.

Wychowanie to przygotowanie do samodzielnego życia. Kontrola, ingerencja i siłowe argumenty nigdy nie przyniosą pożądanych rezultatów, a jedynie pogłębią bunt i doprowadzą do narastania konfliktu.

Zobacz także:

Autor:Patrycja Sibilska

Źródło zdjęcia głównego: Jerzy Dudek/East News

Tagi:
Prowadzący:
Tagi:
Prowadzący:
Pozostałe wiadomości