Parenting

13-latka choruje na depresje. "Była wzorowym uczniem, teraz ma siwe włosy"

Parenting

Autor:
Patrycja
Sibilska
Zawstydzony chłopiec zasłania twarz podczas rozmowy z mamą

Na tę rozmowę szłam z walizką pakowaną o świcie po tym, jak wróciłam do domu ze szpitala psychiatrycznego, w którym został mój syn. Co czułam? Ten sam strach, który towarzyszy mi od lat. Ten sam, który czuje moja rozmówczyni. Ten sam, który będzie z nami do momentu, aż wszystko się skończy. Jak? Tego właśnie nie wiemy i tego boimy się najbardziej.

Niekończący się koszmar

Wychodząc w piątek z redakcji, czułam instynktownie, że spokój, jaki panował przez ostatnie tygodnie właśnie się kończy. Całą drogę do domu czułam niepokój. Wspominałam o tym w jednym z wcześniejszych wpisów, czułam, że "to" nadciąga. Tym razem byłam w pracy, z dala od domu, nawet nie widziałam go rano, kiedy wychodziłam, a jednak czułam każdą komórką, że jeszcze dziś stanie się coś złego.

Problemy nastolatków

Tajemnica mózgów nastolatków
Tajemnica mózgów nastolatków Dzień Dobry TVN
wideo 2/6

On w tym czasie pakował w domu plecak. Zadzwonił, że jedzie do znajomych i że nie będzie go przez weekend. Ostre, krótkie zdania, pytanie o pieniądze. Ten moment, kiedy wejście w dyskusję nie ma sensu, pozostaje wtedy tylko mieć nadzieję, że to jeszcze nie ten raz, że nie stanie się nic, czego nie będzie się już dało naprawić.

O 3:00 nad ranem zadzwonił. Płakał i krzyczał, że chce umrzeć, że chce skończyć ze sobą, że jego życie nie ma sensu ani teraz, ani w przyszłości. Że ludzie, których nazywa przyjaciółmi, wcale nimi nie są, że jest zmęczony ćpaniem, piciem i przerażony. Wiedziałam, że gdyby naprawdę chciał to zrobić, to już by go nie było, dlatego podtrzymywałam rozmowę, jednocześnie instruując starszego syna SMS-ami, jak go zlokalizować i jakie służby wezwać.

Krzyczał bezustannie, był na zmianę agresywny i bezbronny. Nie miał nic, czym mógłby sobie zrobić krzywdę, więc postanowił skoczyć z dachu prywatnej posesji. Wdrapał się po elewacji na dach domu jakiejś kobiety, próbował stłuc szybę, wciąż krzycząc. W tym czasie w drodze były dwa radiowozy, dwa wozy strażackie i karetka pogotowia. Ja dojechałam chwilę później. Strażacy przekonali go, żeby zszedł, po 2 czy 3 godzinach. Karetka zawiozła go do szpitala, lekarz podjął decyzję, że zatrzyma go na oddziale.

Od sobotniego świtu zamknięty jest w izolatce. Białe ściany, łóżko, metalowe drzwi z wizjerem. Od niemowlęcia cierpi na lęk separacyjny, izolatka nie pomaga. Wczoraj powiedział mi, że śruba, która wystaje z kaloryfera i kable klimatyzacji mogłyby ułatwić mu zakończenie tego koszmaru, ale nie chce tego zrobić, bo gdyby naprawdę chciał, nie dzwoniłby do mnie wtedy w nocy. Powiedział jednak co innego: "Mamo, pomóż mi".

Kasia - mama narkomana

Kasia słyszała te słowa wielokrotnie. "Mamo pomóż mi", "zrób coś", aby zaraz później usłyszeć, że nie, jej syn nie przestanie ćpać, że nie ma zamiaru przestać, że chce i lubi.

Zastanawiasz się czasem dlaczego? Doszukujesz powodu?

Tak, wiele razy. Wydaje mi się, że brak akceptacji rówieśników i ojca są główną przyczyną. On miał zawsze długie włosy, koledzy wymyślali piosenki, wyzywali go od gejów, podchodzili i całowali. Do tego brak ojca, on był, ale go nie było. Nie angażował się w jego wychowanie.

Ile twój syn ma lat?

- 15, tyle samo co Twój - mówi mama uzależnionego od narkotyków nastolatka. - Problemy mojego syna zaczęły się w piątej klasie podstawówki, wtedy przyszło pierwsze załamanie. Nie chodził do szkoły, bo tam był wyzywany. Mimo tego, że wcześniej był liderem, to potem był pośmiewiskiem. Jakoś udało się to zażegnać, później zaczął jeździć na deskorolce. Znalazł sobie nową pasję, poznał nowych kolegów i tak się zaczęło. Miał 13 lat, kiedy zauważyłam, że coś jest nie tak.

Dziś mogę wskazać miejsca, gdzie działają dilerzy. Na przykład znana galeria handlowa w centrum i schodki to jest wylęgarnia ćpunów, tam można kupić wszystko, dosłownie wszystko. Ja się dziwię, że policja nic z tym nie robi. O tym, że bierze narkotyki dowiedziałam się, włamując się na jego portal społecznościowy. Zrobiłam mu testy. Zrobiłam awanturę w szkole, ponieważ nie informowała mnie o tym, że syn nie pojawia się na lekcjach. Mało tego, w elektronicznym dzienniku widziałam, że syn ma obecności, a syna w szkole nie było. Wracałam z pracy po 16:00, on kończył lekcje po 17:00, a jego plecak był w domu. Pytanie jak? Jak do tego doszło? Okazało się, że nauczyciele kopiowali obecności, nie sprawdzając ich. Jak już był w szkole, spał na lekcjach. Zapytałam wychowawczynię, dlaczego ja o tym nie wiedziałam, powiedziano mi, że jak spał, to nauczyciele mieli spokój. Szkoła nie zgłosiła nieobecności do sądu, nie zrobili nic. Sama zgłosiłam na policji, że syn nie wypełnia obowiązku szkolnego. W międzyczasie uciekł z domu. Nie chciał się spotykać z ojcem. Ojciec go pobił, potem syn przestał do niego jeździć zupełnie.

Te sytuacje miały miejsce po waszym rozwodzie?

- Rozwiedliśmy się 10 lat temu. Córka nie miała dwóch lat, kiedy się rozstaliśmy. Zostałam sama bez pracy, w wynajętym mieszkaniu, dwa razy wylądowałam z dziećmi na ulicy. Poradziłam sobie, dostałam mieszkanie od miasta. Były mąż poniżał mnie przy dzieciach, były świadkami. Walczyłam o to, żeby dzieci tam nie nocowały, bo ojciec znęca się nad synem psychicznie - wyśmiewał go, poniżał, przy dzieciach uprawiał seks z nową partnerką, one to słyszały. Prokuratura umorzyła śledztwo, sąd oddalił mój wniosek, twierdząc, że nie dopatrzył się znamion przestępstwa, nawet mimo tego, co mówiły one same. Tak samo jest, kiedy wiozę syna na psychiatrię. Ma pocięte całe ciało, wyskoczył z okna, a oni mówią: "to jeszcze nie ten stan". Ja się pytam: jaki to ma być stan? To jest chore, cały ten system jest chory.

Jakie działania podejmowałaś, żeby go z tego wyciągnąć?

- Załatwiłam mu MOS. Nie przyjęli go tam, bo był uzależniony od narkotyków. Musiałam załatwić ośrodek odwykowy. Udało się, po tygodniu wiozłam go już do Gdańska. Syn uciekał stamtąd trzykrotnie. Zmienialiśmy ośrodek. Był przez tydzień w Sopocie i też uciekł. Nic nie wyniósł z tych pobytów, chociaż terapeutka, z którą pracował, robiła naprawdę sensowną robotę. Terapia tam to głównie praca fizyczna. Dzieci nie dostają paczek, które wysyłają rodzice. Uciekał, ciął się, pisał listy. Ja w tym czasie przeszłam załamanie nerwowe, byłam poł roku na zwolnieniu. Jestem pod opieką psychiatry, chodzę na terapię. Mam kryzysy, myśli samobójcze. To jest ciężkie, walczę już drugi rok, tracę nadzieję. Syn teraz jest w innym ośrodku, dzwoni do mnie, że nie chce tam być, że nie chce się leczyć. Ja mam dwie wizje, albo wyjdzie z tego, albo...

Czego się boisz najbardziej?

- Że umrze, że odbierze sobie życie.

Próbował?

- Tak, trzykrotnie.

Co bierze?

- Wszystko. Ostatnio brał mefedron, ale była też: amfetamina, klony, kryształki, heroina dożylnie w wieku 13 lat. Był uzależniony od opioidów, wciągał wszystko, co się da. Na początku była trawka, potem wciągał. Ja się powoli dowiadywałam z Instagrama, co i walczyłam. Jest między 3 a 4 stopniem uzależnienia, 4 to koniec.

Jak znosi to twoja córka?

Ma 13 lat i depresję. Leczy się, od roku chodzi na terapię. Choruje przez sytuację w domu. Była wzorowym uczniem, teraz ma jedynkę z matematyki, to był przedmiot, z którego jeździła na konkursy. Ma siwe włosy, zaburzenia osobowości, chodzi w męskich ubraniach, bardzo przytyła. Kiedy syn trafił do ośrodka, ona spała w jego łóżku, powiedziała, że jest chłopcem. Chodziła do szkoły w piżamie, później przestała chodzić wcale.

Twoim zdaniem jest jakieś wyjście, sposób, żeby go z tego wyciągnąć? System, lekarze, nauczyciele, terapeuci, odwyki, ośrodki - to iluzja?

- System jest chory. Ja muszę przekonywać lekarza, że jest zagrożenie życia, kiedy przyjeżdżam z synem karetką po próbie samobójczej. Wystarczy, że powie, że on wcale nie chciał się zabić i lekarz odsyła nas do domu. Leczenie w ośrodku? Dziecko musi wyrazić zgodę. Ja rozumiem, że musi chcieć, żeby terapia była skuteczna, ale jak 15-latek, który ma sieczkę w głowie od narkotyków, ma decydować o swoim życiu? To jest iluzja! Absurd.

Jak funkcjonowałaś w pracy?

- Ja nie funkcjonowałam w pracy. Nie mogłam pracować. Kto znał sytuacje, to rozumiał, ale inni nie. Powiedziałam o wszystkim kierownikowi, powiedział mi wtedy, żebym poszła na zwolnienie, że chce mieć zdrowego pracownika, żebym leczyła siebie i dzieci. Nie mogłam pracować, kiedy córka dzwoniła do mnie z płaczem, krzycząc: "On za mną biega z nożem, bo nie chce mu dać pieniędzy". Byłam na zwolnieniu ponad pół roku, potem bardzo przeżyłam to, że zamknęłam dziecko. Teraz uciekam w pracę. Nie chcę znowu iść na zwolnienie. W tym miesiącu byłam 2 dni. Ja nie mam życia. Nie mam tu też rodziny, jestem z tym sama.

Masz jakiekolwiek wsparcie?

- Kiedy miałam załamanie nerwowe, koleżanka z pracy przychodziła. Ja nie wstawałam z łóżka, nie mogłam. To trwało ponad miesiąc, nic nie jadłam. Był okres świąteczny, kierownik wysłał mi jedzenie, żeby cokolwiek było na stole. Przez pobyty syna w ośrodku zabrali mi 500 plus. Walczyłam i odzyskałam te pieniądze. 26 maja - taki prezent na Dzień Matki.

Jak pomóc? Bo to, że to wołanie o pomoc, to oczywiste.

- Mam w głowie taką myśl cały czas, że to się źle skończy. Nie wiem, jak pomóc. Może położyć się z nim, być w tym ośrodku? Może o to chodzi, żeby nie był sam. W szpitalu na odwyku leżałam razem z nim. Tzn. przyjeżdżałam na 8:00, o 13:00 wychodziłam ugotować córce obiad i wracałam do szpitala, siedziałam do 20:00 i wracałam do domu i tak przez 12 dni. On prosi o pomoc, mówi, że chce żyć normalnie, że od dwóch lat jest tylko ośrodkach. Przechodzi przez odwyki w bólach, ma zespoły odstawienne. Wychodzi z odwyku i wraca do ćpania. Jak był w MOS'ie cały się pociął, ma wszędzie blizny, one chyba już nie znikną. Tak jak mój koszmar, będzie trwał całe życie. Nawet jakby przestał, lęk, że do tego wróci, będzie zawsze. Zadzwonił wtedy do mnie powiedział: "pomóż mi, ja nie wiem, co się ze mną dzieje, słyszę głosy, źle się czuję, mam kilka osobowości". Pojechaliśmy do Konstancina, ale usłyszałam, że go nie przyjmą, bo ma wolę życia. To jest życie na bombie, jestem nim zmęczona.

Masz sposoby na odreagowanie? Odpoczynek?

Poszłam do szkoły, miałam urlop od życia - tydzień sama z koleżanką nad morzem, kiedy syn był na obozie z ośrodka, a córka u ojca. Jeszcze ucieczki do lasu. Czasem, jak tak siedzę i jest tak cicho, spokojnie, to myślę sobie, że nie wrócę już. To wszystko.

Uważasz, że rodzice, media nie reagują wystarczająco?

Tak, to też. Dziwię się rodzicom, którzy nic nie robią, kiedy ich dziecko choruje w taki sposób. Zamiatają pod dywan, udają, że nie ma problemu. Ich dzieci umrą, jeśli nie zaczną reagować. Ja nie potrafię stać bezczynnie, przyglądać się i czekać, aż się zaćpa. Dlatego apeluję do wszystkich rodziców: reagujcie! Metro Politechnika, Pola Mokotowskie - to miejsca, w których się spotykają, zaopatrują. Idźcie tam, wzywajcie policję. Ja już się nie wstydzę. To choroba, moje dziecko jest chore, a ja je ratuję. Media też wciąż za mało o tym mówią, a powinny krzyczeć! To jest ogromny problem.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Mam na imię Patrycja, jestem częścią internetowej redakcji TVN. Mój syn jest uzależniony od marihuany, ma za sobą kilka prób samobójczych. Cykl "Kartki z pamiętnika" powstał dla was i dla mnie. Przeczytacie tu historię moją i mojego syna. Historię kobiety i matki wyjątkowego nastolatka. Chcę, aby była to nasza wspólna droga do domu pełnego miłości i spokoju. Ufam, że tę drogę znajdziemy razem, dzięki doświadczeniom, rozmowom i spotkaniom ze specjalistami, lekarzami i terapeutami, które codziennie będę opisywała na kartkach tego pamiętnika, z ciepłą myślą o was.

Jeśli jesteś w podobnej sytuacji i chcesz o tym porozmawiać, opowiedzieć nam swoją historię - napisz do mnie na adres redakcji: ddtvnonline@tvn.pl

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Centrum Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Fundacja TVN buduje Centrum Psychiatrii Dzieci i Młodzieży. Jest to jedno z działań podjętych w kierunku kompleksowej aktywności zmierzającej do poprawy sytuacji dzieci i młodzieży zmagającej się z problemami. Jeśli chcesz ją wesprzeć, możesz:

  • wysłać SMS o treści "Pomagam" pod numer 7356 (koszt SMS 3,69 zł z VAT);
  • wysłać przelew na Telefon BLIK na numer 509 559 966;
  • dokonać wpłaty na konto PL 25 1140 1010 0000 2581 1800 1001;
  • bezpośrednio na stronie Fundacji TVN; na Facebooku i Instagramie Fundacji, klikając przycisk "przekaż datek".

Zobacz także:

Autor:Patrycja Sibilska

Źródło zdjęcia głównego: Boy_Anupong/Getty Images

Pozostałe wiadomości