Parenting

Ten błąd popełniło większość naszych rodziców. Dlaczego nie powinniśmy go powielać?

Parenting

Autor:
Sylwia
Wołoch
Teresa Short/GettyImagesNiegrzeczne dziecko

Większość rodziców dobrze zna taką sytuację: dziecko krzyczy na środku sklepu i nie reaguje na prośby, by się uspokoiło. Jak efektywnie komunikować się z maluchem? Jakie zachowania dorosłych są dziś nie do zaakceptowania przez specjalistów? O tym rozmawialiśmy z psycholog Agnieszką Zając.

Błędy rodziców w komunikacji z dzieckiem

Sylwia Wołoch, dziendobry.tvn.pl: Kiedyś do dzieci mówiło się "Nie becz, bo cię tu zostawimy", "Liczę do trzech i masz się uspokoić", "Zaraz do ciebie wstanę" albo "Jak będziesz się tak zachowywać, to przyjdzie pan i cię zabierze". Dziś specjaliści uważają, że ten sposób traktowania maluchów był niewłaściwy. Dlaczego nie powinniśmy zwracać się tak do naszych pociech?

Agnieszka Zając, psycholog: Przeżywanie emocji całym sobą to jedna z cech, odróżniająca dzieci od "wytrenowanych społecznie" starszych osób. Dzieci krzyczą i skaczą z radości, gdy dostają wymarzony prezent lub gdy rodzic wróci wcześniej z pracy. Te mniej przyjemne emocje pociechy przeżywają równie silnie. Gdy odczuwają złość lub gniew, demonstrują to ze wszystkich sił. Każdy napad złości dziecka poprzedzony tupaniem nóżkami i rzucaniem się na podłogę to nic innego, jak komunikat z prośbą o pomoc wysyłany w stronę dorosłych.

Dzieci nie są świadome, co się z nimi dzieje i nie wiedzą, jak mają opanować swoje odczucia. Robią to, co podpowiada im instynkt, czyli rozładowują swoje emocje w chwili ich pojawienia się. Kluczową rolę w takich momentach odgrywają rodzice i ich umiejętność panowania nad sytuacją. Ważne jest, aby dorośli nie dali się ponieść w takim momencie swoim emocjom. Jeśli zaczniemy krzyczeć, damy dziecku sygnał, że podniesiony głos i agresja to jedyny sposób radzenia sobie w trudnej sytuacji. "Cicho, cicho, przestań!" czy inne komunikaty jak: "Nic się nie stało", "Dziewczynki się nie złoszczą", "Chłopcy nie płaczą", to najgorsze rozwiązanie. To nic innego, jak uczenie dzieci wypierania i zaprzeczania emocjom. Z dziećmi, które od małego uczone są tłumienia emocji, trudniej się współpracuje. Więcej czasu zajmuje diagnoza ich potrzeb i problemów. Zablokowane emocje to zablokowana energia i ograniczona komunikacja. 

Jak komunikować się z dzieckiem?

SW: Jak powinniśmy reagować, gdy widzimy, że dziecko ma problemy z emocjami – często wpada w histerię, grymasi, jest niezwykle wrażliwe lub niespokojne?

AZ: Jessica Milbrun powiedziała: "Ludzie czasem obawiają się, że oferując pocieszenie dziecku, które się złości, mówią mu: "akceptuję Twoje zachowanie". A tym, co naprawdę mówią dziecku jest: "akceptuję Twoje emocje i jestem tu, by Cię wspierać". O wiele lepszym rozwiązaniem od próby stłumienia wybuchu emocji jest empatyczne towarzyszenie dziecku i rozmawianie o emocjach.

Zacznijmy od podkreślenia pewnego niezwykle ważnego faktu, że nie ma dobrych czy złych emocji. Można je podzielić na przyjemne i nieprzyjemne, ale i jedne, i drugie są równie ważne. Za każdą emocją stoi istotna dla dziecka potrzeba. I naszym zadaniem jest pomóc podopiecznym dotrzeć do tej aktualnie odzywającej się potrzeby. Wymaga to od dorosłego przyjrzenia się swoim własnym zachowaniom, myślom i sposobom radzenia sobie w sytuacjach stresowych. Od jakości naszego postępowania w dużym stopniu zależy jakość reakcji dziecka. Oczekiwanie od dziecka, że się uspokoi, gdy my jesteśmy zdenerwowani, jest z góry skazane na porażkę.

Tu bardzo ważna jest tzw. inteligencja emocjonalna rodziców, czyli m.in. umiejętność rozpoznawania i regulowania emocji u siebie i innych. Rolą rodzica jest rozpoznanie, co się stało, odczytanie, czego dziecko w danym momencie potrzebuje. Tylko wtedy można w miarę szybko wyregulować tę emocję, której doświadcza. Należy również okazać dziecku zrozumienie i wesprzeć je w trudnym momencie, bo inaczej emocje mogą się jeszcze nasilić.

Kiedy natomiast widzimy, że określone emocje stają się bardziej powtarzalne i niekorzystne, i obserwujemy, że dziecko wchodzi w jakiś schemat reagowania, wtedy warto bliżej się temu przyjrzeć albo poradzić się specjalisty – psychologa lub pedagoga. Ale oczywiście nie znaczy to od razu, że coś z dzieckiem jest nie tak. Często problemem jest tak naprawdę nieskuteczna komunikacja między rodzicem a dzieckiem.

SW: Jak rozpoznać, kiedy jest to prawdziwy problem, a kiedy dziecko próbuje wymusić coś na rodzicu głośnym płaczem? A może obie sytuacje to "prawdziwy problem"?

AZ: Przede wszystkim musimy na dane wydarzenie spojrzeć z perspektywy dziecka. To, co nam może wydawać się błahe, dla dziecka nie może być wielką tragedią. Dla małego człowieka sytuacja doświadczania tak silnych emocji sama w sobie może być trudna, nie rozumie, co się z nim dzieje. Organizm dziecka szybko próbuje rozładować odczuwane napięcia np. przez tupanie, krzyk lub płacz. Pociecha może przejawiać zachowania, które interpretujemy jako złość, ale może pod nią się kryć frustracja, żal lub strach.

Co dziecko może chcieć wyrazić poprzez złość?

  • próbuję dać znać o niezaspokojonej potrzebie,
  • jestem przytłoczony,
  • mój mózg nie rozumie twoich argumentów, gdy odczuwam tak wiele naraz,
  • potrzebuję, żebyś był spokojny i pomógł mi się uspokoić,
  • kocham cię, czuję się przy tobie bezpiecznie i mam poczucie, że mogę "wyrzucić" wszystko, z czym sobie nie radzę.

Dziecko wcale nie potrzebuje, żebyś spełnił każdą jego zachciankę, a jego zachowanie to po prostu sygnał "ZWRÓĆ NA MNIE UWAGĘ". I oczywiście nie chodzi o uleganie, jeśli wiemy, że dane zachowanie ma na celu wymuszenie czegoś. To rolą opiekunów jest wskazywać granice i ich przestrzegać. Ale powiedzmy sobie szczerze, my dorośli też często ulegamy różnym pokusom i pragnieniom, np. tzw. impulsom zakupowym i kupujemy sobie to, co nam właśnie wpadło w oko. Trudno się dziwić dzieciom, które są pobudzone przez kolorowe, grające i świecące zabawki.

Tyle tylko, że one nie mogą ich sobie kupić i są w pełni uzależnione od nas. Nasz sprzeciw wywołuje u nich frustrację. Dlatego najbardziej polecam zapobieganie takim sytuacjom. Aby uniknąć niepotrzebnych nerwów, warto się wcześniej umówić się z dzieckiem, że będzie mogło wybrać sobie jakąś jedną, małą rzecz lub doprecyzować budżet. A jeśli już dojdzie do takiej sytuacji to wykażmy się empatią i spokojem.

SW: Co w sytuacji, gdy w miejscu publicznym dziecko zaczyna nagle płakać i krzyczeć? Jak reagować, by nie powielać tych standardowych, nierozwiązujących problemów haseł?

AZ: Przede wszystkim, choć to bardzo trudne, odetnijmy się od otoczenia i skupmy się na sobie i swoim dziecku. Wyrzućmy z głowy presję pt. "Co ci ludzie sobie o mnie pomyślą?". Zastanówmy się, która z potrzeb dziecka jest zablokowana, niezaspokojona, że tak dotkliwie daje o niej znać lub też zastanówmy się, czy granice, które stawiamy dziecku, są właściwe. Otwarte rozmawianie o emocjach to najlepszy sposób, aby dzieci mogły je poznać i nauczyć się je kontrolować. Jeśli maluch wpada w furię i zaczyna krzyczeć, postaraj się spokojnym głosem poprosić go o nazwanie, co w danej chwili czuje.

Pierwsze próby nazywania emocji na pewno nie będą udane, ale pozwolą zrozumieć dziecku, że to, co czuje, jest dla nas ważne i chcemy o tym dyskutować. Gdy maluch już się uspokoi, warto powrócić do tematu świadomości własnych uczuć. Opowiedz mu, że dorośli tak samo, jak najmłodsi, odczuwają złość i gniew i że w pełni rozumiesz jego trudności z kontrolowaniem emocji.

Nie ma sprawdzonej recepty na samoregulację. Sposoby, które mogą odpowiadać jednej osobie, okazują się bezskuteczne dla kogoś innego. Dlatego tak ważne jest poszukiwanie rozwiązań szytych na własną miarę. Gdy my dorośli zaczynamy w zdrowy sposób radzić sobie z własnymi napięciami, automatycznie dajemy pociechom przyzwolenie na doświadczanie różnych stanów. To owocuje skuteczniejszą komunikacją i głęboką, bezpieczną relacją.

Zobacz video: (Od)wagi dzieciaki. Co dzieci wiedzą o piramidzie zdrowego żywienia?

Zobacz także:

Autor:Sylwia Wołoch

Źródło zdjęcia głównego: Teresa Short/GettyImages

Pozostałe wiadomości