Parenting

Kartki z pamiętnika matki. "Od tego się nie uzależnia, ludziom to na receptę przepisują"

Parenting

Autor:
Patrycja
Sibilska
Apteka

Kiedyś wspólnie doprowadzaliśmy się do szału, rozmawiając o uzależnieniu. Ja swoje, on swoje. "Nic nie rozumiesz" to mój nickname nadany przez syna. Dziś emocji w naszych dyskusjach jest mniej, a ja zaczynam rozumieć więcej. W ciszy znajduję wiele odpowiedzi.

Mogę przestać, ale nie chcę

Moi rodzice od zawsze podkreślali wagę komunikacji między bliskimi. Wyniosłam z domu absolutną potrzebę głębokiej analizy, każdego doświadczanego problemu. Spakowałam ją do plecaka, kiedy mając 19 lat wyjechałam na studia. Towarzyszy mi ona do dziś. Kiedyś skupiałam się na tym, co sama mam do powiedzenia, wydawało mi się logiczne, że jeśli wyrzucę z siebie wszystkie trapiące mnie myśli, to oczyszczę atmosferę i będziemy żyć dalej długo i szczęśliwie. Cóż... Zapomniałam, że powinnam słuchać, że rozmowa to prawo głosu dla każdej ze stron. Moje rozmowy z synem wyglądały jak walka, bez użycia broni, a jednak boleśnie kalecząca. Oboje nauczyliśmy się dobierać słowa tak, żeby dotykać tego, co słabe, nieosłonione, najbardziej wrażliwe. W ten sposób doszliśmy do momentu, gdzie "nic nie rozumiesz" zamykało dalszą dyskusję.

Problemy nastolatków

Tajemnica mózgów nastolatków
Tajemnica mózgów nastolatków Dzień Dobry TVN
wideo 2/6

- Mówisz tak, jakbym co najmniej koks wciągał! Jakie uzależnienie?! Jaki ćpun? Co Ty w ogóle gadasz? Od tego się nie uzależnia, ludziom to na receptę przepisują. Ja dzięki temu mogę normalnie spać i chociaż przez chwilę zapomnieć o wszystkim - mówi do mnie mój 15-letni syn, który zaledwie 2 lata temu uprawiał wyczynowo jazdę na rowerze i hulajnodze, przeznaczał wszystkie oszczędności na ulepszanie swoich ulubionych pojazdów. Ten chłopak, który jeszcze tak niedawno cieszył się z małych rzeczy, snuł plany, miał marzenia dziś chce o wszystkim zapomnieć, a hulajnogę i rower, stojące w garażu, przykryła warstwa kurzu.

- O czym zapomnieć?! Sprecyzuj to, nazwij jakoś, bo nie pojmuję - podniesionym już głosem żądałam wyjaśnień tu i teraz.

- To się bardziej postaraj, bo teraz faktycznie nic nie rozumiesz - nadchodził koniec dyskusji. - Mogę przestać w każdej chwili, ale nie chcę - dodał uśmiechając się w ten charakterystyczny sposób - niby jest to uśmiech, z ironicznie uniesionym kącikiem ust, ale w jego oczach zawsze wtedy dostrzegam łzy. Kiedy dotarło do mnie, że te setki odbytych rozmów,zawsze pozostawiają mnie z brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi, postanowiłam, że będę słuchać i obserwować. Milczenie jest bowiem pełne odpowiedzi.

Zrozumienie

Nie da się zrozumieć bez świadomości i akceptacji. Każda walka jest skazana na porażkę jednej ze stron. Nie chcę walczyć, chcę znaleźć odpowiedź i wskazać mojemu synowi drogę. Jedyną walką, do jakiej będzie musiało dojść, jest ta pomiędzy "nie jestem uzależniony", a "marihuana zabrała mi życie".

- Syn wydaje się być zaskoczony, zawsze kiedy nazywam rzeczy po imieniu. Szuka wsparcia, ale nie widzi powodu, dla którego miałby przestał palić. Podkreśla, że jest to problem jedynie dla rodziny, nie dla niego - powiedziała mi terapeutka podczas naszej ostatniej rozmowy. Wiem, że obie sprawdzamy grunt do dialogu z nim, tak jak sprawdza się stopą, jak głęboka jest woda w rzece i tak samo jak zmienne jest dno tej rzeki, tak zmienne jest nastawienie mojego syna. Obie jesteśmy bardzo ostrożne, ja intuicyjnie, ona czerpiąc z wielu doświadczeń.

Poszukując odpowiedzi na moje pytania otwieram głowę i serce. Nie zamykam się na żadną opinię, na żadne odmienne od mojego zdanie. Słucham, czytam, dyskutuję, emocje zostawiam dla siebie. Nie dla tego, że nie chcę się nimi dzielić, wręcz przeciwnie, ale zauważyłam, że emocje w przypadku rozmów o uzależnieniach nie sprzyjają dialogowi. Często niosą ze sobą ocenę, szyderstwo, pogardę, prowokację w obydwie strony. Nie tego szukam. Szukam prawdy, a tą znajduję w setkach historii które czytam na forach, w komentarzach pod publikacjami o uzależnieniu od kanabinoli oraz słyszę wśród rodziców takich jak ja. Każda z nich jest łudząco podobna. U mojego syna obserwuję to, co nazywam mechanizmem uzależnienia, to co odebrało radość z życia jemu i wielu osobom podobnym do niego. Nie twierdzę, że każdy kto pali marihuanę sięgnie po twarde narkotyki, nie forsuje opinii, że marihuana powoduje natrętne myśli samobójcze i depresję, że znacznie obniża motywację, dzielę się jednak tym co sama obserwuję i czego boleśnie doświadczam.

Narracja dotycząca skutków palenia marihuany trwa w najlepsze. Zwolennicy zalegalizowania usilnie wskazują argumenty za, przytaczając przykłady własne, brak odczuwalnych skutków fizycznych, brak agresji, spokój jaki osiągają dzięki paleniu, poprawę jakości snu, etc. Tak samo argumentuje zbawienny wpływ marihuany mój syn. Skąd zatem biorą się historie tych, którzy w pewnym momencie zdali sobie sprawę, że ich życie zatrzymało się na tym samym etapie na którym zaczęli palić, że wszystko co robią podporządkowują nałogowi, że ukrywają się przed światem z powodu stanów lękowych, natręctw i nerwic, że tracą zainteresowanie czymkolwiek innym niż godziną na haju, dla której poświęcają relacje z rodziną i bliskimi?

Marihuana jest substancją nielegalną ponieważ długotrwałe skutki jej palenia doprowadzają do tego iż nie jest już ona dodatkiem do życia, a staje się życiem. Niezwykle smutnym, uwięzionym w stagnacji, pełnym wyrzutów sumienia, wstydu i chorób natury psychicznej, często zwieńczonymi samobójstwami. Szczególnie kiedy wiek palącego jest znacznie poniżej granicy choćby formalnej dorosłości.

Terapeuci zalecają spisanie na kartce papieru wad i zalet palenia. Często tabela z "za" ma zaledwie dwa, góra trzy punkty, ta przeciw obejmuje znacznie większy zakres kartki papieru, o życiu nie wspominając...

Mam na imię Patrycja, jestem częścią internetowej redakcji Dzień Dobry TVN. Mój syn jest uzależniony od marihuany, ma za sobą kilka prób samobójczych. Cykl "Kartki z pamiętnika" powstał dla was i dla mnie. Przeczytacie tu historię moją i mojego syna. Historię kobiety i matki wyjątkowego nastolatka. Chcę, aby była to nasza wspólna droga do domu pełnego miłości i spokoju. Ufam, że tę drogę znajdziemy razem, dzięki doświadczeniom, rozmowom i spotkaniom ze specjalistami, lekarzami i terapeutami, które codziennie będę opisywała na kartkach tego pamiętnika, z ciepłą myślą o was.

Jeśli jesteś w podobnej sytuacji i chcesz o tym porozmawiać, opowiedzieć nam swoją historię - napisz do mnie na adres redakcji: ddtvnonline@tvn.pl

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Patrycja Sibilska

Źródło zdjęcia głównego: gettyimages/ Westend61

Pozostałe wiadomości