"Syropkowi rodzice" szturmują przedszkola. "Ojej, nie tak ślinka poleciała? Zaraz przejdzie"

"Syropkowi rodzice" w przedszkolach - co to za zjawisko?
Pierwsze dni dzieci w przedszkolu
Źródło: Dzień Dobry TVN
Dzieci w wieku przedszkolnym, które pozostają w bezpośrednim kontakcie z rówieśnikami i nie mają jeszcze odpowiednio wykształconej odporności, nieustannie borykają się z rozmaitymi chorobami. Ryzyko zakażenia może wzrosnąć przez nieodpowiednie zachowanie dorosłych. Przedszkola alarmują: "Nie przyprowadzaj przeziębionego dziecka do placówki", ale tzw. syropkowi rodzice omijają zalecenia szerokim łukiem.

"Syropkowi rodzice" - co to za zjawisko?

Zamiast wziąć urlop i zostać z dzieckiem w domu, zawożą przeziębionego malucha do przedszkola i podają mu przed wejściem do placówki syrop powstrzymujący kaszel. Następnie pozostawiają pociechę w gronie zdrowych kilkulatków i z prędkością światła opuszczają miejsce, by nauczyciele nie zdążyli zauważyć symptomów choroby syna bądź córki. Tak zachowują się klasyczni "syropkowi rodzice", o których w swoim artykule wspomniała redaktorka serwisu edziecko.pl Justyna Fiedoruk.

Autorka wymieniła zasłyszane w przedszkolnej szatni, zabawne, a zarazem zaskakujące i przerażające teksty "syropkowych rodziców", którzy próbują maskować przed innymi matkami oraz ojcami przeziębienie swojego dziecka.

- Ojej, nie tak ślinka poleciała? Zaraz przejdzie - miała powiedzieć mama chłopca z mokrym i świadczącym o rozwiniętej chorobie kaszlem. - Ej, ty, naśladowca! Naśladujesz Natalkę, jak kaszle, nie rób tak! - stwierdziła inna z matek, która próbowała wmówić, że kaszel jej pociechy to wyłącznie wynik zabawy.

Dlaczego rodzice zostawiają w przedszkolach chore dzieci?

Nie jest żadną tajemnicą, że wymienione wyżej przypadki zdarzają się w polskich realiach bardzo często. Co może być przyczyną tego, że rodzice wolą narażać zdrowie obcych dzieci (rówieśników z przedszkola własnej pociechy), niż zająć się swoim chorym maluchem w warunkach domowych? Zwykle problemem bywa strach lub niechęć przed złożeniem wniosku urlopowego w pracy oraz brak możliwości zorganizowania innej całodniowej opieki dla przeziębionego dziecka.

- Musiałam dociągnąć w pracy do końca tygodnia, nie chcieliśmy brać zwolnienia, był czwartek i zaczął się katar. Nie jestem z tego dumna, ale w samochodzie pod przedszkolem daliśmy córce sprej do nosa, aby przechodziła do placówki do końca tygodnia. Nic fajnego, ale wszyscy tak robią - wyjaśniła jedna z czytelniczek serwisu edziecko.pl.

- Moje dziecko miało kaszel, ale nie mogło nie pójść do przedszkola danego dnia. Samopoczucie miało dobre, wszystko było ok, tylko pokasływało. U nas w przedszkolu dzieci są odsyłane jak raz, dwa razy kaszlną. Przed wejściem do budynku, w samochodzie kazałam mężowi dać mu syrop przeciwkaszlowy - przyznała inna mama.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także: