Utonął 14-letni chłopak, który rzucił się na pomoc żeglarzom. "Serce się ściska na tę niewyobrażalną tragedię"

Uwaga! TVN: Uwaga! nad Bałtykiem. „Plażowicze twierdzą, że mogą wszystko, bo zapłacili za wakacje”
Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło na rzece Pisie w Piszu. Żaglówka z sześcioosobową załogą zahaczyła o linię wysokiego napięcia. Dwóch mężczyzn wpadło do wody. Na ratunek poszkodowanym bez wahania ruszył 14-letni chłopiec, który widział zajście z brzegu. Nastolatek zginął, ratując innych. Okoliczności wypadku bada prokuratura.

Prokuratura rejonowa w Piszu wyjaśnia okoliczności tragicznego wypadku, do którego doszło we wtorek po południu na rzece Pisie w Piszu. 14-latek, który ruszył na pomoc żeglarzom, utonął. Władze miasta zdecydują, jak uhonorować chłopca.

Pisz. Nie żyje 14-latek, który rzucił się na pomoc żeglarzom

Prokurator rejonowy w Piszu Rafał Kulągowski poinformował PAP, że w środę (11 sierpnia) po południu odbędzie się sekcja zwłok 14-latka. - Chcemy poznać przyczynę śmierci chłopca. Na razie uważamy, że gdy był w wodzie został porażony prądem, ale czy na pewno tak było, da odpowiedź sekcja - powiedział prokurator Kulągowski. Dodał, że w środę będą wykonywane czynności na jachcie, który zahaczył o linię wysokiego napięcia, a na rzece, gdzie doszło do wypadku będą pracować energetycy, by mieć pewność, że linie nie stwarzają niebezpieczeństwa dla innych.

Z poczynionych już przez policję i prokuraturę w Piszu ustaleń wynika, że po godz. 17 we wtorek jacht z sześcioma dorosłymi osobami na pokładzie płynął rzeką Pisą do portu przy moście kolejowym. Na trasie jachtu znajdowały się dobrze oznaczone linie wysokiego napięcia ale załoga nie złożyła masztu. Łódź przepłynęła pod jedną z linii i gdy załoga zdała sobie sprawę z tego, że nie zmieści się pod drugą linią próbowała prawdopodobnie zatrzymać łódź. Nie udało się to i maszt zahaczył o linię, w efekcie dwóch porażonych prądem żeglarzy - w tym sternik łodzi - wypadli za burtę.

- Załoga jachtu zaczęła wzywać pomocy. W pobliżu szła grupa nastolatków. Jeden z chłopców widząc, co się dzieje rozebrał się i wskoczył do wody, by ratować dorosłych mężczyzn. Niestety, po chwili chłopiec zniknął pod wodą. Znaleziono go na dnie rzeki. Dla mnie ten chłopak zachował się jak prawdziwy bohater. Nastolatek, a chciał ratować dorosłych - powiedział PAP prokurator Kulągowski. Dodał, że z relacji kolegów chłopaka wynika, że nie zdawali oni sobie sprawy, że na jachcie doszło do porażenia prądem.

Podobnie jak Kulągowski ocenia zachowanie chłopca burmistrz Pisza Andrzej Szymborski. - W obecnych czasach pełnych chamstwa i znieczulicy chłopiec oddał za innych swoje młode życie. To, co zrobił zasługuje na najwyższe uznanie, na to, by każdy się na nim wzorował - powiedział Szymborski. Władze Pisza jeszcze w środę mają zdecydować o sposobie upamiętnienia chłopca, niektórzy mieszkańcy Pisza w mediach społecznościowych piszą, że w mieście powinna zostać wprowadzona żałoba.

Zmarły chłopiec był znany w lokalnym środowisku, grał w lokalnej drużynie piłkarskiej. Wiele osób nazywa go prawdziwym bohaterem.

- W mieście panuje nastrój przygnębienia, wszyscy są bardzo poruszeni, nie ma słów na opisanie tej sytuacji - powiedział burmistrz Szymborski i dodał, że "serce się ściska na tę tragedię nie do wyobrażenia".

Pisz. Jacht zahaczył o linię wysokiego napięcia

Prokurator Kulągowski powiedział PAP, że jachtem, który zahaczył o linię wysokiego napięcia płynęła załoga z Krakowa i okolic. 49-letni sternik jest jednym z tych, który wpadł do wody. - Załoganci, których przebadaliśmy byli trzeźwi, mówili, że na jachcie nie było pitego alkoholu - podał prokurator. Śledczy wstępnie zakwalifikowali tę sprawę jako nieumyślne spowodowanie śmierci chłopca i spowodowanie wypadku w ruchu wodnym.

Dyrektor szpitala w Piszu Marek Skarzyński powiedział PAP, że stan jednego z porażonych prądem żeglarzy jest bardzo ciężki, przebywa na OIOM. - Drugi przebywa na chirurgii, jest po zabiegu, jego stan jest nieco lepszy ale także poważny - powiedział Skarzyński.

Od wielu lat na Mazurach nie było wypadku, w którym jacht zahaczył o linię wysokiego napięcia. Przed laty takie wypadki się zdarzały ale energetycy zmodernizowali wiele linii, zawiesili na nich kule dla lepszej widoczności, wszystkie linie są oznakowane znakami na szlaku żeglownym.

Zobacz wideo: Uwaga! TVN nad Bałtykiem. "Plażowicze twierdzą, że mogą wszystko, bo zapłacili za wakacje"

Zobacz także:

Autor: Jola Marat

Źródło: PAP| x-news

podziel się:

Pozostałe wiadomości