Newsy

Była żona podejrzanego o zabicie 11-letniego Sebastiana przerywa milczenie. Opowiedziała o zdarzeniach sprzed lat

Newsy

Fot. Mike Whitby / EyeEm/ Getty Images

Śmierć 11-letniego Sebastiana, o którego zamordowanie jest podejrzany Tomasz M., wstrząsnęła całą Polską. Okazuje się, że mężczyzna ma już na koncie uprowadzenie innego chłopca. Doszło do tego w 2008 r. W chwili tego czynu 41-latek mieszkał z żoną i dwójką małych dzieci. Kobieta postanowiła zabrać głos w sprawie tamtych wydarzeń.

Śmierć 11-letniego Sebastiana

Tomasz M., jak miał zeznać, porwał Sebastiana prosto z ulicy. Wciągnął chłopca do auta, gdy ten wracał do domu z placu zabaw. Mężczyzna po rzekomym zamordowaniu, ukrył ciało dziecka, a potem miał zamiar je zamurować na budowie swojego domu.

41-latek już wcześniej był oskarżony o atakowanie dzieci. 13 lat temu, 9-letni Dawid poszedł do sklepu i na wiele godzin zaginął bez śladu. - Syna nigdzie nie było. Pod sklepem spotkałam panią, która widziała, jak z samochodu wysiada mężczyzna i ciągnie małe dziecko za rękę. Mój syn miał wtedy 9 lat – powiedziała reporterowi Uwagi! TVN Monika Klimczak, matka porwanego 13 lat temu chłopca. Kobieta zgłosiła zaginięcie na policji. Po kilku godzinach Dawid wrócił do domu.

Za uprowadzenie dziecka spod sklepu, robienie mu roznegliżowanych zdjęć oraz posiadanie pornografii dziecięcej, Tomasz M. został skazany jedynie na dwa lata w zawieszeniu.

Okazuje się, że w tamtym czasie mężczyzna był żonaty i mieszkał z dwójką małych dzieci. Brat 41-latka, Daniel M., zdradził w rozmowie z Faktem, że nie rozumie, dlaczego ówczesna partnerka Tomasza M. wybaczyła mu tak okropne czyny.

- Do dziś mnie to dziwi. Sam jestem ojcem i nie wyobrażam sobie, jak można zrobić coś tak potwornego - powiedział dziennikowi. Dodał także, że brat zataił przed nim powód skazania. Prawdę poznał natomiast z plotek krążących po mieście i wtedy zdecydował się na zerwanie kontaktów z Tomaszem M.

Żona Tomasza M. odniosła się do porwania z 2008 r.

Jak czytamy w Fakcie: "po publikacji wywiadu z Danielem M. do redakcji zwróciła się była żona Tomasza M., która była z nim w związku w 2008 r.", gdy doszło do uprowadzenia 9-latka. Kobieta przekonywała, że nie wiedziała, czego dopuścił się jej ówczesny mąż.

- Nie wiedziałam o tych zdarzeniach, to znaczy nie wiedziałam, co tak naprawdę zaszło w tamtym dniu. Owszem, do mojego domu przyszła policja, Tomasz zakuty był w kajdanki. Ja miałam 20 lat i dwójkę malutkich dzieci, przy których nikt mi nie pomagał nawet trochę. Pytałam policję, co się stało, dlaczego on jest zakuty, dlaczego robią przeszukanie. Ale nie otrzymałam żadnych informacji - napisała w mailu przesłanym do redakcji Faktu.

Dodała również, że "po zatrzymaniu męża dzwoniła do różnych osób, by dowiedzieć się, co się stało". - Usłyszałam tylko, że pan Tomasz kategorycznie zakazał udzielania komukolwiek informacji i nic nie wiedziałam. Wersją oficjalną, jaką usłyszałam z jego ust, było to, że został zatrzymany w związku z posiadaniem nielegalnego oprogramowania na komputerze - napisała kobieta. Twierdziła, że Tomasz M. został wypuszczony po dwóch dniach.

- Gdyby było to coś poważnego, to na pewno zostałby aresztowany - tak każdy by pomyślał. A skoro został wypuszczony, to nic "złego" nie mogło się przecież wydarzyć. Niestety okazało się, że prawda była zupełnie inna i prawdę o tamtych wydarzeniach dokładnie poznałam dopiero teraz - stwierdziła.

"Kobieta dodała też, że w tamtym czasie o przestępstwie Tomasza M. nie informowały żadne media. Stwierdziła, że wbrew temu, co mówi Daniel M., nie słyszała żadnych plotek czy pogłosek na temat swojego męża" - czytamy w dzienniku.

Zobacz wideo: "Nie możemy dawać szansy pedofilom". Minister sprawiedliwości zapowiada zaostrzenie kar

Zobacz także:

Sąd zabrał matce dziewięcioro dzieci z powodu zdalnych lekcji? "W domu jest słaby zasięg"

Jeszcze przed końcem roku szkolnego uczniowie wrócą do klas. Zapadła decyzja

Koniec roku szkolnego. Czy planowana data może się jeszcze zmienić? Jest wypowiedź MEN

Autor: Iza Dorf

Źródło: Fakt.pl

Pozostałe wiadomości