Dzieci w przedszkolu były krzywdzone przez syna dyrektorki? Relacje niektórych rodziców są wstrząsające

Uwaga! TVN
Dzieci, które uczęszczały do punktu przedszkolnego pod Łodzią, mogły być krzywdzone przez 16-letniego syna dyrektorki placówki. Tak twierdzą rodzice maluchów. Ich szokujące relacje ujawnili dziennikarze programu "Uwaga! TVN".

Miesiąc temu program "Uwaga! TVN" ujawnił szokujące relacje rodziców, którzy twierdzą, że ich dzieci zostały skrzywdzone w punkcie przedszkolnym, zorganizowanym w prywatnym domu w małej miejscowości pod Łodzią. W sądzie, w wydziale rodzinnym i dla nieletnich, od pół roku toczy się sprawa nastoletniego syna dyrektorki placówki. Po jej nagłośnieniu, minister Michał Wójcik zlecił analizę statusu punktów przedszkolnych w Polsce.

- Dziwi mnie, że organy dopiero na początku tego roku podjęły właściwe działania, które powinny być prowadzone od samego początku. Pierwsze pismo do ministra Wójcika zostało wysłane 29 czerwca 2020 roku, zawierało opis całej sytuacji – mówi mec. Jarosław Szkudlarek, pełnomocnik rodziców dzieci, które miały zostać skrzywdzone.

- Wysłaliśmy około 3-4 pism w tej sprawie. Nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi, zostały jedynie przekazane do właściwych sądów i prokuratur – dodaje.

Dzieci były nieodpowiednio traktowane?

Do redakcji "Uwagi! TVN" zgłosili się kolejni rodzice, których dzieci kilka lat temu chodziły do tego przedszkola. Ich matka twierdzi, że zauważyła wtedy nieodpowiednie traktowanie podopiecznych przez personel placówki.

- Pani dyrektor była bardzo nerwowa. Krzyczała na dzieci, popychała je. Pamiętam jedną taką sytuację do dziś, gdy pani dyrektor najbardziej niegrzecznego chłopca wyciągnęła z sali. To było dosłownie wyciąganie go na siłę, bo on płakał, nie chciał wyjść, trzymał się futryny. Potem zamknęła tego chłopca w kuchni. Mógł mieć 4-5 lat – opowiada matka dziecka, które kiedyś chodziło do przedszkola.

- Mój mąż pewnego razu pojechał wcześniej po dzieci i zastał je bez opieki. Na sali nie było nikogo, tylko dzieci – dodaje.

- Było widać po naszych dzieciach, że te sytuacje się na nich odbijały. Nie mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby one nadal w tym przedszkolu były. Gdy zobaczyliśmy "Uwagę!", zgłosiliśmy się do odpowiednich specjalistów, którzy mają obserwować nasze dzieci. Mam nadzieję, że nie doszło tam do najgorszego.

Konferencja prasowa z Krzysztofem Rutkowskim

Ku ogromnemu zdziwieniu do sprawy włączył się Krzysztof Rutkowski. Wystąpił na konferencji prasowej z dyrektorką placówki i jej synem oraz rodzicami, którzy wciąż posyłają swoje dzieci do tego przedszkola.

- Moim zdaniem to są wielkie oszczerstwa i kłamstwa rzucane w moją stronę. Ja przychodziłem do mamy do przedszkola jak do rodzeństwa, bo byłem sam w domu. Miałem 11 lat, jak mama otworzyła przedszkole. Oprócz tego, co się dzieje teraz, żaden z rodziców do tej pory nie ma żadnych zastrzeżeń, nie było żadnego doniesienia, że ja jakiemuś dziecku zrobiłem krzywdę – tłumaczył się 16-latek.

- Głowę stawiam, że mój … nie zrobił nigdy żadnemu dziecku krzywdy, ani żaden z członków mojej rodziny, ani ja – dodaje dyrektorka.

- Nasza córka uczęszcza do tego przedszkola od 2 lat i według mnie największą rekomendacją tego przedszkola jest to, że żaden z rodziców nie wypisał z niego dziecka przez okres całej tej sytuacji. Tam cały czas uczęszcza 25 dzieci – mówi ojciec jednego z podopiecznych placówki.

Po zakończeniu konferencji do naszej reporterki podeszli rodzice, którzy nadal posyłają swoje dzieci do placówki oraz dyrektorka i jej syn.

- Nie zgadzamy się z tym, że teraz jesteśmy hejtowani jak najgorsi rodzice. Gdyby coś się działo, to przecież wypisalibyśmy dzieci – mówili rodzice.

- Rodzice sobie nie wyobrażają zamknięcia tego punktu przedszkolnego. Może pani by zaczęła myśleć trochę – dodawał 16-latek.

- Jak można tak oczerniać moją rodzinę, mój punkt przedszkolny? Czy pani wie, co ja teraz przeżywam, co my przeżywamy? – krzyczała dyrektorka placówki.

Telefony z pogróżkami

Po ukazaniu się reportaży "Uwagi! TVN" detektyw, który zajmuje się sprawą przedszkola na zlecenie rodziców, twierdzących, że ich dzieci zostały skrzywdzone, zaczął odbierać dziwne telefony.

- Dostajemy telefony z pogróżkami. Ktoś dzwoni z Niemiec, ze Stanów Zjednoczonych. Ostatni telefon był w zeszłym tygodniu – opowiada Dariusz Korganowski z biura detektywistycznego Top Detektyw.

- Ktoś próbuje mnie poinformować, że głowa mi spadnie, jeśli nie odpuszczę tej sprawy przedszkola. My jesteśmy po stronie rodziców i nie ulega żadnej wątpliwości, że nie wywiera to na nas żadnej presji – dodaje detektyw.

Jest więcej pokrzywdzonych?

Rodzice dziecka, od którego zaczęła się cała sprawa, wciąż twierdzą, że ich zdaniem dzieci skrzywdzonych przez syna dyrektorki przedszkola, może być więcej. Jako pokrzywdzeni mieli prawo być obecni przy wszystkich przesłuchaniach innych podopiecznych, prowadzonych w tzw. Niebieskim Pokoju, czyli specjalnym pokoju do przesłuchań dzieci.

- Byliśmy na tym przesłuchaniu, ja to widziałem i słyszałem. Synek tych państwa, który też uczęszczał do tej placówki, powiedział, że był molestowany. Chłopiec mówił, że [16-latek – przyp. red.] kazał mu się rozbierać – mówi ojciec dziecka, które miało zostać skrzywdzone.

- Kładł się na nim, wiercił się, dotykał miejsc intymnych – dodaje matka dziecka, przywołując to, co usłyszała w Niebieskim Pokoju. – Chłopiec mówił, że tego nie lubił i że teraz jest starszy, więc już się go nie boi.

- Mecenas sprawcy po przesłuchaniu w Niebieskim Pokoju udał się do domu rodziców tego chłopczyka i zrobił nagranie w warunkach domowych. Na nagraniu dziecko zaprzecza temu, co powiedziało w sądzie – opowiadają rodzice.

Według naszych informacji, opinię na temat zeznań tego chłopca sporządził biegły psycholog na zlecenie sądu rodzinnego. Biegły przyznał, że zapoznał się z nagraniem wykonanym w domu, ale uważa, że wcześniejsze zeznania dziecka w Niebieskim Pokoju są wiarygodne.

Komputery i telefony

- Były zabezpieczone komputery i telefony należące do syna pani dyrektor. Złamali póki co, z tego, co jest w aktach, tylko laptopa, na którym wyszły m.in. treści pornograficzne o tematyce gejowskiej. "Dad and son", czyli ojciec z synem – mówi ojciec jednego z dzieci.

- To jest chłopak, który dojrzewa. Proszę zebrać komputery 10 innych chłopców w tym wieku i zobaczyć, co tam mają – tłumaczyła matka 16-latka podczas konferencji zwołanej przez Krzysztofa Rutkowskiego. Rodzice, którzy twierdzą, że ich dzieci zostały w przedszkolu skrzywdzone, mówią także, że zabezpieczono trzy telefony.

- Do żadnego nie podano PIN-u – mówi ojciec. Z relacji rodziców wynika, że dzieci mają wskazywać na biały telefon.

- Miał puszczać na nim filmy i nagrywać właśnie z tego telefonu – mówią rodzice i wskazują, że podejrzewają, że nagrywane było także krzywdzenie dzieci.

- Syn podał do swojego telefonu PIN – mówiła dyrektorka przedszkola podczas konferencji.

- Zarówno nieletni, jak i jego obrońcy nie przedstawili tych numerów PIN do telefonów. Stanowisko jednego z obrońców było takie, że nieletni nie ma obowiązku przedstawiać dowodów, które mogą go obciążyć – mówi mec. Adam Rogalski, adwokat z Grupy Top Detektyw.

Policja

Rodzice chłopca, którzy pół roku temu zawiadomili o całej sprawie policję, uważają, że funkcjonariusze zbyt długo zwlekali z podjęciem zdecydowanych działań. Ich zdaniem, powodem takiej sytuacji mogły być koneksje towarzyskie policjantów i właścicieli przedszkola.

- Dopiero po dwóch tygodniach było przeszukanie w punkcie przedszkolnych, w którym mieszkał nastoletni syn pani dyrektor. Miał czas, żeby zatrzeć ślady – uważa matka jego z dzieci.

- Doszliśmy do tego, że policja jest stronnicza. Są tam jakieś koneksje – dodaje.

- Widać to na Facebooku. Jest rodzic, mama-policjantka, która przyprowadza dziecko do przedszkola. Zna bardzo dobrze policjantkę, która przyjmowała nasze zgłoszenie. Poza tym, one bardzo dobrze znają się z policjantem z Pabianic, który przejął tę sprawę – twierdzą rodzice.

- Ja muszę powiedzieć, że do tego przedszkola chodzą dzieci policjantów, prokuratora – podkreślał Krzysztof Rutkowski podczas konferencji.

- Ta policjantka pisze komentarze pod zdjęciami syna pani dyrektor w mediach społecznościowych. Jesteśmy pewni, że to jest policjantka, której dziecko chodzi do przedszkola. Cytuje w tych komentarzach słowa Jana Pawła II i wspiera sprawcę – mówią rodzice.

O komentarz poprosiliśmy przedstawicieli Komendy Powiatowej Policji w Pabianicach. W przesłanej odpowiedzi rzeczniczka prasowa napisała m.in., że żaden z funkcjonariuszy, pracujących przy sprawie przedszkola, nie jest związany z placówką ani z jej personelem w jakikolwiek sposób, a dalece idące sugestie są niezasadne.

Kolejne postępowanie

Matka jednego z dzieci, które również powiedziało jej, że było krzywdzone w przedszkolu, nagrała, co jej syn mówi o 16-latku.

"Chciałbym, żeby … wyszedł na wolność, żebym mógł się z nim bić. No to tak jest, jak się kogoś nie lubi" – słyszymy na nagraniu.

Syn tej kobiety narysował również mężczyznę z penisem i wskazał na osobę dorosłą związaną z przedszkolem. Matka chłopca o wszystkim powiadomiła prokuraturę. Śledczy wszczęli kolejne postępowanie w sprawie przedszkola, tym razem w sprawie podejrzenia skrzywdzenia dziecka również przez osoby dorosłe.

- W śledztwie tym prowadzone są wszystkie czynności procesowe, które mają wyjaśnić okoliczności wskazywanych zdarzeń, zachowań. Są analizowane zarówno nośniki elektroniczne, zabezpieczone w toku postępowania, jak również prowadzona jest szeroko zakrojona akcja przesłuchania świadków – informuje prok. Jolanta Szkilnik z Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.

Cały reportaż można obejrzeć na stronie Uwaga! TVN.

Zobacz też:

Przechodzień odkrył w sadzie zwłoki noworodka. Policja szuka matki dziecka

Życie z socjopatą - jak wyglądają takie związki? "Zaczynasz śnić snami partnera"

Anna Wendzikowska szczerze o depresji. "Nawet dziecko nie dawało poczucia, że jest sens we wstawaniu rano z łóżka"

Autor: Luiza Bebłot

Źródło: Uwaga! TVN

podziel się:

Pozostałe wiadomości