- Anita Werner podkreśla wyraźną granicę między pracą a domem
- Dziennikarka zdradza, co najbardziej ceni w Michale Kołodziejczyku
- Opowiada o hejcie i groźbach, z którymi mierzy się jako osoba publiczna
Życie prywatne Anity Werner
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:
Choć widzowie "Faktów" kojarzą Anitę Werner z pełnym skupieniem i zawodową dyscypliną, w życiu prywatnym dziennikarka stawia na wyraźne odcięcie się od newsroomu. Dom traktuje jak bezpieczną przestrzeń, w której nie ma miejsca na zawodowy chaos i emocje po intensywnym dniu pracy. W rozmowie z "Elle" zapewnia, że zadbać o równowagę, także w relacji z partnerem.
- Mam wyłącznik. Wracam do domu i zdarza się, że dyskutujemy z Michałem o czymś dotyczącym pracy, ale rzadko długo i inwazyjnie. Raczej zmywam makijaż, siadam na kanapie i ląduję na innej planecie - wyznaje dziennikarka.
- Pilnuję zdrowego podziału między pracą, która wymaga pełnej koncentracji, a domem, który - powiedzmy - jest spokojnym portem po dniu na wzburzonym morzu - dodaje.
Jak podkreśla, ten balans udało jej się zbudować wspólnie z Michałem Kołodziejczykiem, również dziennikarzem, który doskonale rozumie specyfikę medialnego zawodu.
Anita Werner o Michale Kołodziejczyku i cenie popularności
Relacja Anity Werner i Michała Kołodziejczyka od lat budzi zainteresowanie. Para chętnie dzieli się w mediach społecznościowych kadrami z podróży i codzienności, pokazując spójność i bliskość. Początki ich znajomości miały jednak zupełnie inny charakter. Jak się poznali?
- Śmiejemy się, że robiliśmy to dwa razy i że dopiero za drugim — skutecznie. Podeszłam do niego, powiedziałam, że nazywam się Anita Werner i... że jestem jego fanką. Michał był już wtedy rozpoznawalnym dziennikarzem sportowym, świetnie pisał. Bardzo lubiłam słuchać jego wypowiedzi nagrywanych dla telewizji. Ceniłam jego odwagę, bezkompromisowość i to, że mówił wprost, co myśli - wspomina Anita Werner.
- W domu trochę się różnimy. Ja działam od razu, on często odkłada coś na później, ale ostatecznie to robi. Woli np. pracować nad dużym materiałem w nocy, a ja wstanę wcześniej, by go skończyć. Podczas pisania książki wyglądało to podobnie — on pracował do późnej nocy, a ja wczesnym rankiem. Paradoksalnie ta różnica działa na naszą korzyść - zaznacza.
Anita Werner o groźbach
Popularność ma jednak także ciemną stronę. W wywiadzie dla lutowego wydania "Elle" dziennikarka nie ukrywa, że mierzy się z falą hejtu, który często przekracza granice krytyki i uderza w jej życie osobiste oraz zawodowe kompetencje.
- Dostaję komentarze, które naruszają moje dobre osobiste, wyzywają mnie, obrażają bez żadnego powodu, podważają mój dziennikarski warsztat. To jest czyste zło - ocenia.
- Zdarzają się też groźby śmierci. W takich przypadkach nie ma dyskusji - zgłaszam to na policję - przyznaje dziennikarka.
Słowa Anity Werner pokazują nie tylko siłę i świadomość osoby publicznej, ale też realną cenę rozpoznawalności, z którą muszą mierzyć się współcześni dziennikarze.
Zobacz także:
- Anita Werner i Michał Kołodziejczyk napisali kolejną książkę. "Historie o ludziach, życiowych traumach, cierpieniach"
- Anita Werner na archiwalnym zdjęciu. "19 lat młodsza"
- Anita Werner spełnia podróżniczy sen. "Jestem zachwycona"
Autor: Oskar Netkowski
Źródło: Elle
Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA