- Śmierć ojca była początkiem długiego okresu autodestrukcji i emocjonalnego chaosu w życiu Sebastiana Fabijańskiego.
- Relacja z ojcem była trudna, ale kluczowa dla tożsamości i ambicji aktora
- Fabijański mówi dziś o zakończeniu tego etapu i nowej świadomości siebie
Śmierć ojca jako moment graniczny w życiu Sebastiana Fabijańskiego
Od tego wydarzenia wszystko zaczęło się zmieniać. Śmierć ojca nie przyszła z natychmiastowym wybuchem emocji, lecz z ciszą, która z czasem okazała się znacznie groźniejsza. Sebastian Fabijański opisuje ten moment jako początek procesu, którego wtedy jeszcze nie rozumiał, a który ostatecznie doprowadził go do wewnętrznego rozpadu.
— Ostatnio podczas spowiedzi powiedziałem, że wciąż nie umiem zaakceptować tego, że moje życie na pewnym etapie wyglądało tak, jak wyglądało. I że cały czas jest mi za to wstyd. Tak to u mnie wygląda. Moje podejście do siebie jest tak samo spolaryzowane, jak opinia na mój temat. Jedno jest natomiast pewne — zakończyłem mój autodestrukcyjny lot, który zmierzał ku upadkowi. Ten etap mam już za sobą. Dziś moja percepcja nie jest już zaburzona żadnym stanem emocjonalnym, który powodowałby chaos i jakiś rodzaj pogubienia — mówi Sebastian Fabijański w rozmowie z "Plejadą".
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:
To właśnie odejście ojca uruchomiło mechanizmy, które przez długi czas pozostawały ukryte. Aktor przyznaje, że początkowo funkcjonował tak, jakby nic się nie stało. — Na początku leciałem na autopilocie. Dziwiłem się, że nie płaczę. Później pani doktor w szpitalu powiedziała mi, że z emocjami jest jak z ziemniakami, które się gotują. Możesz próbować przykryć je pokrywką, ale i tak wykipią. Tak też się stało w moim przypadku. Najpierw pojawiły się u mnie lęki. Zacząłem jednak brać leki i je zminimalizowałem, bo nie mogę powiedzieć, że zniwelowałem. Ale potem przeszły one w złość. Nie umiałem zrozumieć i zaakceptować, dlaczego coś takiego mnie spotkało.
Sebastian Fabijański o trudnej relacji z ojcem
Choć Fabijański wielokrotnie mówił o skomplikowanej relacji z ojcem, jego śmierć obnażyła siłę emocjonalnej więzi, na której zbudowane było całe dorosłe życie aktora. Konflikt, rywalizacja i potrzeba udowadniania własnej wartości okazały się fundamentem jego ambicji.
- Prawda jest taka, że wszystkie sukcesy osiągnąłem dzięki konfliktowi z moim ojcem. Żeby jemu, a jednocześnie sobie coś udowodnić. To było destrukcyjnie. Ale nie obwiniam go za to. Ten etap mam już za sobą. Wiem, że on był bardzo skrzywdzonym w dzieciństwie człowiekiem. Po prostu nie umiał inaczej. Nie mogę wymagać, żeby ktoś, kto nigdy nie był w szkole, powiedział mi, jakie jest rozwinięcie liczby Pi. I cóż… Okazało się, że byłem zbudowany na rywalizacji z ojcem. Przekładało się to na moje stosunki z rówieśnikami i wiele innych płaszczyzn.
Gdy ojca zabrakło, zniknęło nie tylko źródło bólu, ale też sens wewnętrznej walki. To wtedy aktor poczuł, że grunt usuwa mu się spod nóg. - Filar, ale też jednocześnie niestety… wróg. Po śmierci ojca konfrontacja stała się naturalnym stanem mojego umysłu. Zacząłem szukać wrogów wszędzie, bo ten najważniejszy odszedł.
Autodestrukcja Sebastiana Fabijańskiego
Żałoba nie przybrała u Fabijańskiego formy wyciszenia. Przeciwnie — zamieniła się w agresję, konflikty i publiczne gesty, które dziś sam ocenia jako wołanie o pomoc. Aktor przyznaje, że nie potrafił wtedy przyjąć współczucia, bo sam nie dawał sobie prawa do słabości.
- Niedawno przypomniałem sobie, jak z butą, agresją, złością i nienawiścią powiedziałem podczas wywiadu u Żurnalisty: Wiesz, kiedy wszyscy by mnie pokochali? Jakbym umarł. Dziś wiem, że to był efekt moich batalii z samym sobą. Cierpiałem i nienawidziłem świata i życia za to, że cierpię. Podświadomie, oczywiście. Nie rozumiałem, dlaczego ludzie nie są w stanie mi współczuć, podczas gdy ja po prostu nie dawałem sobie współczuć.
Ten okres zakończył się symbolicznie wraz z decyzjami, które dziś Fabijański określa jako moment przebudzenia. - Symbolicznie skończyłem się wraz z końcem moich wygłupów w federacji freak fightowej. Można powiedzieć, że przeżyłem śmierć kliniczną, po której ocknąłem się i zacząłem zastanawiać nad tym, gdzie jestem i co się wydarzyło, że podjąłem takie, a nie inne decyzje. Bo gdybyś kilka lat wcześniej powiedział mi, że moje życie potoczy się tak, a nie inaczej, niezbyt elegancko poprosiłbym cię, żebyś popukał się w czoło. A jednak się potoczyło…
Zobacz także:
- Sebastian Fabijański i Natalia Sikora połączyli siły. "Ten album to 'ANTHIDOTUM'"
- Sebastian Fabijański chce zaśpiewać na weselu. "Za darmo". Skąd ten pomysł?
- Sebastian Fabijański o filmie "Dziki". "Takich ról się w polskim kinie nie pisze"
Źródło: Plejada.pl
Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA