Styl życia

Żeglował ze swoją kotką po całym świecie. "Jesteśmy ze sobą bardzo związani"

Styl życia

Autor:
Sabina
Zięba
Ma kota na punkcie żeglarstwa
Ma kota na punkcie żeglarstwa Dzień Dobry TVN
wideo 2/7

Andrzej Placek to prawdziwy wilk morski, który podczas samotnego rejsu zwiedził kawał świata. W podróży towarzyszyła mu jedynie kotka o imieniu Tosia. Jak przebiegała ich wyprawa? O tym żeglarz opowiedział w Dzień Dobry TVN.

Miłość do żeglarstwa

Andrzej Placek pochodzi z Pabianic. W 1969 roku skończył Szkołę Rybołówstwa Morskiego w Świnoujściu, a przez następnych 40 lat pływał po całym świecie zdobywając kolejne stopnie (od młodszego rybaka, przez rybaka, starszego rybaka, po bosmana). 20 lat poświęcił na rybołówstwo dalekomorskie (praca dla szczecińskiego przedsiębiorstwa "Gryf"), a 20 lat pływał na kontraktach pod obcą banderą. Jego rejsy na różnych statkach trwały z reguły pół roku. W międzyczasie ukończył kurs oficerski w Wyższej Szkole Morskiej oraz w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.

Żeglowanie to jego największa pasja i od zawsze o tym marzył. W końcu udało mu się kupić własny jacht z lat 60. podobny do tego, którym płynął jego znajomy, Leonid Teliga (to on zaraził Andrzeja samotnym żeglowaniem dookoła świata). W 2004 roku Placek wyjechał do Anglii za chlebem i po 4-letnim pobycie, w 2008 roku wypłynął w rejs szlakiem właśnie Leonida Teligi. Miał wtedy 63 lata. Skąd pomysł, żeby udać się w taką podróż na emeryturze?

- A co miałem robić? Siedzieć w domu z pilotem? To nie w moim stylu - wyznał Andrzej Placek w Dzień Dobry TVN.

Rejs z kotką śladami Leonida Teligi

Mężczyzna samotnie odwiedził Anglię, Francję, Hiszpanię, Portugalię, Teneryfę, Wyspy Zielonego Przylądka, Barbados i Guadeloupe. 6 miesięcy mieszkał na Martynice, 2 lata na Grenadzie i 8 lat na Teneryfie, gdzie pływał na katamaranach. To właśnie tam pewnego dnia na parkingu przed zatoką spotkał kotka, którego przygarnął. Tosia towarzyszy mu od 10 lat i zwiedziła z nim kawał świata.

- Przyplątała mi się na parkingu. Jeszcze była malutka, a że ja kocham zwierzęta, to ją zabrałem ze sobą, żeby się nie plątała po ulicy. (...) Jesteśmy tak ze sobą związani, że prawie 8 lat pływamy ze sobą. (...) Nie bałem się, że za burtę mi wyleci, bo wszędzie były siatki, a w czasie rejsu raczej nie wychodziła na pokład - siedziała tylko w kokpicie koło moich nóg. Na Atlantyku, gdzie porządnie zaczęło wiać, to siedziała w środku - opowiadał Andrzej Placek w naszym programie.

Andrzej Placek wrócił do Polski jesienią 2019 roku, ponieważ zaczął podupadać na zdrowiu - dopadła go typowa dla żeglarzy choroba, czyli rwa kulszowa. Równocześnie psuł się jego jacht. Finalnie dogadał się z pewnym Francuzem, żeby wyciągnął jego jacht na ląd. Łódka stoi tam do dziś. Przyjaciel z kolei pokrył koszty powrotu Andrzeja do kraju. Obecnie 71-latek nie może kontynuować swojej podróży ze względów finansowych – ma za małą emeryturę. 

Zobacz także:

Autor:Sabina Zięba

Źródło zdjęcia głównego: Jerzy Dudek/East News

Tagi:
Prowadzący:
Tagi:
Prowadzący:
Pozostałe wiadomości