Dziecko

12-latka z autyzmem i ADHD zatrzymano na lotnisku. Procedury okazały się ważniejsze niż zaświadczenie lekarskie

Dziecko

fot. alexsl/gettyimages.com

W dobie koronawirusa podróżowanie nie zawsze jest łatwe. Przekonał się o tym 12-letni Callum, który choruje na autyzm i ADHD. Ojciec dziecka z pomocą członków personelu musiał fizycznie powstrzymać chłopca, by ten nie zrobił sobie krzywdy. Wszystko za sprawą testu na COVID-19.

Zaświadczenie zwalniające z testu na koronawirusa

Przykra historia spotkała rodzinę Hollingsworthów z Harlow w Wielkiej Brytanii. Na przełomie lipca i sierpnia wspólnie wybrali się oni samolotem na wycieczkę do Walencji. Towarzyszył im 12-letni Callum, który ma potwierdzony autyzm oraz ADHD. W rozmowie z BBC matka chłopca zdradziła, że ostatni test na obecność koronawirusa, jaki został mu wykonany w styczniu tego roku był prawdziwym "koszmarem", a nastolatek uspokoił się dopiero wtedy, kiedy powiedziano mu, że to "pierwszy i ostatni test".

Z tego powodu przed wylotem do Hiszpanii Hollingsworthowie postarali się o zaświadczenie od lekarza zwalniające chłopaka z obowiązkowego badania, co jest zgodne z prawem ustalonym przez brytyjski rząd odnośnie podróżowania osób niepełnosprawnych. Choć w drodze na upragnione wakacje obyło się bez komplikacji, gorzej było podczas powrotu.

Test na COVID-19 mimo zaświadczenia

Podczas odprawy 3 sierpnia pracownicy jednej z linii lotniczych poinformowali rodzinę, że Callum musi przejść kolejny test na COVID-19, choć ma zaświadczenie od lekarza, które powinno chłopca z niego zwolnić. Wówczas rozpętał się prawdziwy dramat. Ojciec dziecka z pomocą członków personelu musiał fizycznie powstrzymać nastolatka, by ten nie zrobił sobie krzywdy.

- Powiedzieli, że jeśli nie zrobi testu na COVID-19, nie będzie mógł wrócić do domu, więc nie mieliśmy wyboru. (...) Był załamany, myślał, że to jego wina. Najpierw zaczął uderzać w krzesło, potem zaczął bić sam siebie. Pracownicy linii byli bardzo niemili. Ignorowali nas i powtarzali, że to nie ich problem. (...) Callum próbował być odważny, ale skamieniał ze strachu. Nie pomogło to, że wcześniej powiedzieliśmy mu, że poprzedni test był tym ostatnim - powiedziała Katy Hollingsworth w rozmowie z BBC.

Teraz, po kilkunastu dniach od zaistniałej sytuacji, linie lotnicze postanowiły odnieść się do wydarzenia. Rzecznik popularnego przewoźnika wyznał, że przykro mu z powodu stresu, jaki odczuła rodzina Hollingsworthów, ale zapewnił, że linie lotnicze po prostu przestrzegają nieustannie zmieniających się unijnych i rządowych ograniczeń podróży.

- Nadal wprowadzamy ulepszenia i wdrażamy procedury, aby zapewnić zdrowie i bezpieczeństwo naszym pasażerom i załodze, przy jednoczesnym nieustannym przestrzeganiu wytycznych rządowych każdego kraju - podano w oświadczeniu.

Na to Katy Hollingsworth odparła, że nie oczekuje przeprosin, jednak ma nadzieję, że podobna sytuacja nie przydarzy się innym osobom z ukrytą niepełnosprawnością, które będą chciały przekroczyć granice. Dodała: "Gdyby moje dziecko poruszało się na wózku inwalidzkim lub miało coś, co można zobaczyć, nie sądzę, by potraktowali nas w taki sposób, jak zrobili to w tym przypadku".

Zobacz także:

Zobacz wideo: Co nam grozi za brak szczepienia?

Autor: Sabina Zięba

Pozostałe wiadomości