Gwiazdy

Hanna Śleszyńska i Emilian Kamiński wspominają Krzysztofa Kowalewskiego. "Straciliśmy wielkiego aktora i wielkiego człowieka"

Gwiazdy


Był nie tylko wspaniałym aktorem, ale także niezwykłym człowiekiem. Krzysztof Kowalewski odszedł zostawiając ogromną pustkę. Jednak wciąż będzie żył w pamięci osób, które z nim pracowały, przyjaźniły się i występowały. - Krzyśka wszyscy kochali - powiedziała Hanna Śleszyńska w Dzień Dobry TVN, - Ubyło brata - dodał Emilian Kamiński.

Wspomnienie Krzysztofa Kowalewskiego

Krzysztof Kowalewski zmarł 6 lutego w wieku 83 lat. Jego charakterystyczny głos i wspaniałe role na długo pozostaną w pamięci fanów i przyjaciół.

Krzysztof był takim aktorem, w którym wszyscy się zakochiwali. I widzowie, bo każdy miał swoją ulubioną rolę. Ale to aktor, który nie pozostawia nikogo obojętnym. Wchodził na chwilę, w jakiejś nawet małej roli i już człowiek się zakochiwał (…) Krzysiek Tyniec dobrze powiedział, że Francuzi mieli swojego Louisa de Funès’a, a my mieliśmy swojego Krzysztofa Kowalewskiego. W każdej roli zachwycał. O Krzysiu nikt nie mówi źle

- wspomina Hanna Śleszyńska.

Jaki był prywatnie? - Fantastyczny wspaniały kolega, wspaniały człowiek (…) Nigdy nie gwiazdorzył. To człowiek wielkiego formatu. Żal wielki, bo to wielka dziura w sercu – dodaje aktorka.

Emilian Kamiński znał Krzysztofa Kowalewskiego prawie pięćdziesiąt lat. - Ubyło brata. Bardzo długo znałem Krzysztofa, od 1971 roku, od Szkoły Teatralnej (…) Był niezmiernie ciepłym człowiekiem. Miał ogromne czułe serce i wielką kulturę (…) Przed spektaklem zawsze powtarzał rolę. Taki piękny stosunek do zawodu. Straciliśmy wielkiego aktora i wielkiego człowieka. Warto zostawić po nim pamięć i naśladować go – wyznaje.

Krzysztof Kowalewski – uwielbiany aktor i przyjaciel

Przyjaciele Krzysztofa Kowalewskiego wiedzą dokładnie, że uwielbiał żartować. Emilian Kamiński wspomina szczególnie jedną sytuację.

- Dużo pracowałem z nim w radiu i telewizji. Zawsze mieliśmy trochę czasu. Krzysiek był kawalarzem. Opowiadał anegdoty i robił psikusy. Wymienialiśmy się, kto i co komu zrobił. Pamiętam, jak Krzysiek powiedział, że przestraszył Dziada. Dziad to był Marek Bargiełowski, wspaniały kolega i aktor. On bardzo reagował, jak się go przestraszyło, wrzeszczał i uciekał. Krzysiek zrobił tak, że wyczaił, że Dziad codziennie kupuje "Express Wieczorny" w kiosku ruchu niedaleko Teatru Współczesnego. Umówił się z kioskarką, że się z nią zamieni, założył chustkę, czekał, obsłużył klientów. W pewnym momencie Dziad przyszedł, poprosił Express, a Krzysiek go wystraszył. Dziad zaczął wrzeszczeć i uciekać. To było wielkie zwycięstwo – opowiada.

Hanna Śleszyńska zauważa, że wszyscy uwielbiali słuchać Krzysztofa Kowalewskiego. Potrafił opowiadać tak, żeby zaciekawić słuchacza. I właśnie taki zostanie w pamięci najbliższych.

Zobacz też:

Dziennikarka i jej partner okazali się silniejsi od raka. "Jeżeli kochamy, to się w ogóle nad tym nie zastanawiamy, tylko działamy"

Najlepsze filmy lat 80. – przegląd klasyków światowego i polskiego kina

Pogodna rodzina Kowalewskich. "Najlepszy moment dnia - gdy wita mnie dziecko, żona i pies"

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Autor: Anna Korytowska

Pozostałe wiadomości