Zwierzęta

Pies Brutus ratował ludzkie życie. Teraz sam potrzebuje pomocy

Zwierzęta

Autor:
Daria
Pacańska
Reporter:
Dagmara Kowalczyk
Brutus pomagał górnikom, dziś sam potrzebuje pomocy
Brutus pomagał górnikom, dziś sam potrzebuje pomocyDzień Dobry TVN
wideo 2/28
Dzień Dobry TVNBrutus pomagał górnikom, dziś sam potrzebuje pomocy

Magdalena i Alan Szydowie działają w Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej w Jastrzębiu-Zdroju. Mają dwa psy: Brutusa i Ebrę. W kwietniu zwierzaki zaginęły. Do domu wróciły pobite i skrajnie wychudzone. Właściciele proszą o wsparcie, by uratować łapę Brutusa.

Brutus potrzebuje pomocy

Brutus pojawił się w rodzinie Szydów w 2017 roku. Ma 6 lat i osiem miesięcy. Jest członkiem w Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej z Jastrzębia Zdroju. Ebra jest psem do szukania żywych ludzi na powierzchni.

- Ciężką pracę ma taki pies i ciężkie warunki, w których musi pracować. Mikroklimat, temperatura, zagrożenia gazowe, zagrożenia wstrząsami wtórnymi, które występują podczas akcji ratowniczych. Może zostać przysypany i wtedy musi się czołgać. Musi pokonywać przeszkody, których na powierzchni nie spotkamy - opowiadał pan Alan.

Nasz rozmówca jest ratownikiem górniczym od siedmiu lat. Założył też Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą. Szybko zorientował się, że Brutus ma wyjątkowe zdolności i można wykorzystać go do akcji ratowniczych. Pies przeszedł szkolenia, a swój pierwszy zjazd miał w maju 2018 roku, gdy doszło do tragicznego wstrząsu podziemnego w kopalni Zofiówka.

Czworonóg ma na swoim koncie aż 60 zjazdów do kopalni. Zlokalizował ciało ostatniego z górników z Zofiówki, brał też udział w poszukiwaniach 5-letniego Dawida z Grodziska Mazowieckiego.

Pod koniec kwietnia psy zostały wypuszczone z prywatnej posesji i zginęły. Właściciele są przekonani że to było czyjeś celowe działanie.

Brutus i Ebra - zaginięcie psów

Psy zaginęły pod koniec kwietnia w nocy. Po godzinie 1 jeszcze szczekały na podwórku. Kiedy pani Magdalena kwadrans przed czwartą rano wychodziła do pracy, brama była otwarta, a psów już nie było. Pana Alana obudził sąsiad wracający z nocnej zmiany. Mówił, że pod bramą leży przestraszona Ebra. Suczka była pobita. Brutus odnalazł się dopiero po pięciu dniach. Szedł do domu z jedną sztywną łapą. Kiedy zobaczył córkę Szydów, idącą do szkoły, położył się. To oznacza, że widząc jednego z domowników, wiedział, że jest już bezpieczny. Był wychudzony, stracił 10 kilogramów. 

- Zobaczyłam Brutusa i był strasznie chudy. Miał całą zakrwawioną łapę, poranioną. Ledwo się toczył do domu - wspomina córka pana Alana.

Weterynarz postawił diagnozę - podejrzenie uszkodzenia splotu barkowego. Pies dostał wiele leków i przeszedł szereg badań. 17 maja czeka go elektrodiagnostyka, która pokaże, czy nerw został przerwany. Jeśli spełni się ten najgorszy scenariusz, Brutusa czeka amputacja łapy. Opiekunowie zadbają o taką protezę, by powrócił do sprawności. Niestety Brutus już nigdy nie wróci do służby. Nawet jeśli uda się uratować jego łapkę, nie będzie już w pełni sprawny, żeby mógł pracować i ratować ludzi.

Psa czeka bardzo długie leczenie i rehabilitacja. W Internecie trwa zbiórka na ten cel. Pomóc można tutaj: Link do zbiórki.

Zobacz także:

Autor:Daria Pacańska

Reporter: Dagmara Kowalczyk

Źródło zdjęcia głównego: archiwum prywatne

Pozostałe wiadomości