Gorące tematy

Nieustanny ból, cierpienie i strach. 34-letniej Marcie grozi śmierć. "Jej kręgosłup może się złamać"

Gorące tematy

Źródło:
Uwaga TVN
Uwaga! TVN: Ból nie pozwala normalnie żyć 34-letniej Marcie
Uwaga! TVN: Ból nie pozwala normalnie żyć 34-letniej Marcie
wideo 2/28

Marta Szwonder urodziła się z mózgowym porażeniem dziecięcym. Lekarze nie dawali jej wielkich szans na normalne funkcjonowanie. Jej rodzice nie poddali się i postanowili zawalczyć o normalne życie córki. 34-latka przeszła wiele operacji, ale niestety zmaga się z ogromnym bólem. Z powodu powikłań po zabiegu, młoda kobieta przestała chodzić, grozi jej paraliż, a nawet śmierć. Można jej jednak pomóc. Zapraszamy na reportaż programu Uwaga TVN.

Chcesz pomóc Marcie? Informacje znajdziesz na stronie siepomaga.pl.

Marta Szwonder przyszła na świat jako 30-tygodniowy wcześniak. Niedługo po narodzinach lekarze zdiagnozowali u niej mózgowe porażenie dziecięce. - Mówiono moim rodzicom, że będę roślinką, że nie będę mówić, ani chodzić. Że w najlepszym wypadku będę wykonywała pracę chałupniczą, coś na zasadzie skręcania długopisów – opowiada Marta.

Uwaga TVN. Marta Szwonder walczy z bólem

Jej rodzice nie poddali się i postanowili zawalczyć o normalne życie córki. - Ze wszystkich sił staraliśmy się dać ją do normalnego przedszkola. Udało się. Marta pięknie się w nim zaaklimatyzowała – opowiada Marzena Szwonder.

- Któregoś razu wychowawczynie, żeby zintegrować mnie z grupą dzieci chodzących, bo byłam dzieckiem podłogowym, na przedstawienie przebrały mnie za zajączka. I jako ten zajączek, gdzieś sobie czworakowałam po podłodze. Dostałam wtedy najgłośniejsze brawa – wspomina Marta.

- Nie chodziła do piątego roku życia. Zaczęła chodzić po pierwszym zabiegu ortopedycznym – mówi pani Marzena i podkreśla: "To był chyba najważniejszy moment w życiu".

Marta przechodziła kolejne zabiegi ortopedyczne, których łącznie było kilkanaście. - Chodziliśmy po górach, innym razem po plaży. To wszystko może było mniej sprawne, ale było. W końcu poszłam na studniówkę – przywołuje Marta.

- Trwało to do 21. roku życia. I zabieg, który w zasadzie miał poprawić estetykę chodu, zlikwidować koślawość kolan, nie wyszedł. W tym momencie Marta przestała chodzić – opowiada pani Marzena.

Ze względu na wysokie ryzyko i złożoność żaden z polskich lekarzy, u których była Marta, nie zdecydował się na przeprowadzenie operacji, która zniwelowałaby skutki nieudanej próby wyprostowania kolan. Zoperować Martę w swoim instytucie na Florydzie w USA zgodził się jednak doktor Dror Paley. Narodowy Fundusz Zdrowia odmówił natomiast dofinansowania operacji, której koszt oszacowano na blisko 380 tysięcy złotych.

Uwaga TVN. Marta Szwonder musi przejść operację. Zbiórka

- Zaczęliśmy organizować zbiórki. Z początku było bardzo trudno, później się przyzwyczailiśmy. Ludzie są różni. Większość poklepie, poda rękę i powie powodzenia. A niektórzy mówią, żebyśmy przestali żebrać, w takich sytuacjach łza się zakręci w oku – przyznaje Krzysztof Szwonder, ojciec Marty.

- Zbieraliśmy na to dwa lata. Staliśmy na różnego rodzaju koncertach z puszką, dosłownie żebrząc – mówi Marta. - W zbiórkach pomagała młodzież ze studiów Marty, pomagali też inni ludzie, wolontariusze. Zebraliśmy tę kwotę i w końcu Marta poleciała tam z mamą – mówi pan Krzysztof.

25 listopada 2015 roku Marta przeszła operację na Florydzie. - Trwała ponad 10 godzin. Z tego, co wiem z opowieści mamy, to w pewnym momencie wyszedł lekarz z sali operacyjnej, uściskał mamę i łamaną polszczyzną powiedział: "Chodzić, chodzić" – mówi Marta. - W dzień, kiedy zaczęła chodzić, szła z balkonem, obcy nam Amerykanie zaczęli klaskać. Bardzo było nam wtedy miło. To był drugi szczęśliwy moment w moim życiu – mówi pani Marzena.

"Kręgosłup może się złamać"

Radość Marty i jej rodziców trwała krótko. 6 lat życia z nieprawidłową postawą, zanim przeprowadzono operację korygującą w Stanach Zjednoczonych, doprowadziło do deformacji kręgosłupa 34-latki, a w konsekwencji bólu.

- Na tomografii komputerowej widać nieprawidłowe ustawienie kręgosłupa. Widzimy też, że śruby, które zostały tam wkręcone powoli się obluzowują. To oznacza, że stopniowo dochodzi do destabilizacji całego układu. Kręgosłup pani Marty w sytuacjach ekstremalnych może się złamać z powodu nieprawidłowych sił, które działają na niego – mówi neurochirurg dr Rafał Gorski.

- Otwieram oczy i mnie boli, zasypiam i też mnie boli. Boli mnie tak intensywnie, że mam przepisywane różnego rodzaju środki z morfiną. Ale nie znoszą całkowicie mojego bólu, tylko pozwalają mi przetrwać. Od dwóch lat przez to co się dzieje z kręgosłupem nie mogę się wyspać. Nie mogę normalnie położyć się w łóżku, jak to robią zdrowi ludzie. Śpię na jakiś dziwnych podwyższeniach, poduszkach, półsiedząco. Jeżeli chodzi o samo poruszanie się, to głównie jest to wózek – opowiada 34-latka.

Marcie mimo przeciwności losu udało się skończyć trzy kierunki studiów; logopedię, filologię klasyczną i dziennikarstwo. - To, co ona osiągnęła studiując, czy podejmując pracę, czy nawet w sferze sprawności fizycznej, to wszystko jest wielka, ogromna praca. Jest dla mnie niesamowitą osoba i ona się nie zasklepia w myśleniu jak ją boli, tylko stara się żyć normalnie – mówi z podziwem pani Krystyna, przyjaciółka rodziny.

- Moje koleżanki mają pierwsze dzieci, wybierają suknię do ślubu, wyjeżdżają poznawać świat, a ja cały czas muszę o siebie walczyć – ubolewa Marta.

Przeprowadzenia skomplikowanej operacji, która nie tylko złagodzi ból, ale również może sprawić, że Marta zacznie chodzić podjął się doktor Rafał Górski z Warszawy. - W jej przypadku jest to, tak zwana osteotomia trójkolumnowa, czyli muszę wyciąć fragment kręgosłupa pod nerwami, złamać kręgosłup i przestawić jego geometrię, jego ustawienia – opowiada neurochirurg i dodaje: - Te operacje należą do tych najtrudniejszych, najbardziej wymagających, niestety też najbardziej ryzykownych. Kłopot jest taki, że osoba, która jest kwalifikowana do takiej operacji nie ma specjalnego wyjścia, bo pozostawienie jej z tym kłopotem będzie generowało dodatkowy dramat, oprócz tego, który już przechodzi.

- Nie jest tak, że tej operacji nie można wykonać na NFZ. Można. Tylko, że termin, by ją wykonać to siedem lat, a ja niestety nie mogę tyle czekać – mówi Marta.

Tym sposobem los po raz kolejny zmusił Martę, by zbierała pieniądze na swój ratunek, ponieważ koszt takiej operacji to blisko 120 tysięcy złotych.

- Marzę o normalnym zwykłym życiu. Prozaicznym. Żeby móc się normalnie położyć, normalnie wyspać. Żeby mnie nie bolało, żebym mogła się poruszać – kończy Marta.

Chcesz pomóc Marcie? Informacje znajdziesz na stronie siepomaga.pl.

Cały materiał na stronie programu Uwaga TVN.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Źródło: Uwaga TVN

Źródło zdjęcia głównego: Dzień Dobry TVN

Pozostałe wiadomości