Gorące tematy

Nieznane oblicze arcybiskupa Głódzia. W jego parafii mogła działać pralnia pieniędzy z przekrętów

Gorące tematy

Reporter:
Bertold Kittel
Źródło:
Superwizjer
Nieznane oblicze arcybiskupa Głódzia- Superwizjer
Nieznane oblicze arcybiskupa Głódzia- Superwizjer

Powiązania towarzysko-biznesowe o jakich wielu osobom się nie śniło. Tym bardziej, że w ich centrum pojawia się osoba duchowna. Reportaż Bertolda Kittela "Tajemniczy przyjaciel arcybiskupa Głódzia" obnaża kulisy wielomilionowych afer i przekrętów.

Znajomości arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia

Wieloletni biskup polowy Wojska Polskiego Sławoj Leszek Głódź stał się nieformalnym patronem Krajowej Administracji Skarbowej. To on jako metropolita gdański poświęcił sztandar nowej służby, kierowanej wówczas przez Mariana Banasia. Przewodnikiem w świecie zakulisowych powiązań jest Wiesław P. ps. "Wicek". W jego układzie towarzysko-biznesowym stykały się światy mafii, polityki, duchowieństwa oraz wojska, w tle zaś były największe afery ostatnich dziesięcioleci.

Dziennikarze "Superwizjera" dojeżdżają do niewielkiej osady Bobrówka Piaski. Przed kilkoma miesiącami jej sołtysem został arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Ale nie do niego jadą reporterzy - szukają rezydencji Wiesława P., biznesmena z branży nieruchomości.

- Sześć lat temu zbudowałem taki dom – mówi mężczyzna. Wiesław P. był zamieszany w głośne afery, miał też związki z najbardziej znanymi polskimi przestępcami. Przewijał się w postępowaniach operacyjnych, śledztwach, raporcie NIK, a nawet w postępowaniu prokuratury wojskowej.

W latach 80. XX w. zetknął się Bogusławem Bagsikiem. Był to początek długiej znajomości. - Z Bagsikiem to zawsze byłem zakumplowany, jak jeszcze nie miał pieniędzy. On grzeczny, ta matka go dobrze wychowała, ona go wzięła z domu dziecka – opowiada Wiesław P. – Jak to się tak złachudrzył i w tym może kryminale, się zrobił potem już inny człowiek. Ja wiem, czy to Art-B było mu potrzebne? Moim zdaniem nie – dodaje.

Afera Art-B i system oscylatora

W 1989 roku Bogusław Bagsik zostaje prezesem firmy Art-B. Spółka, którą założył z Andrzejem Gąsiorowskim, zarabia setki milionów złotych. Założyciele Art-B rozpracowują przestarzały system bankowy. Odkrywają, jak w prosty sposób naciągnąć banki. - Można dać łapówkę pracownikowi banku i on potwierdzi czek, mimo że na rachunku nie ma pieniędzy. I my z tym czekiem potem idziemy do kolejnego banku, i tam zakładamy rachunek bankowy, i wypisujemy kolejny czek – wyjaśnia prokurator Marek Łopuszański.

Kontynuuje: - I idziemy do kolejnego banku, tego samego dnia zakładamy trzeci rachunek. Wystawiamy na ten sam milion złotych czek. Ważne, żeby przed godziną 16 wrócić do pierwszego banku, z którego wzięliśmy pierwszy czek z fałszywym pokryciem wystawionym przez bank. Pieniądze zrobiły kółko i z zera złotych zrobił się nagle milion.

Następnego dnia można zrobić to samo, ale nie w czterech bankach, tylko w czterdziestu.

Dzięki systemowi, który później nazwano oscylatorem, pieniądze płyną do Art-B szerokim strumieniem. Bogusław Bagsik wymienia tracące na wartości złotówki na dolary. W tych operacjach pomaga mu "Wicek". – Ja Bagsikowi wiozłem duże sumy pieniędzy. I Bagsik mówi: "Słuchaj, tu cię Andrzej będzie ochraniał" – zdradza Wiesław P.

Człowiekiem, który ochraniał Wiesława P. podczas transportowania pieniędzy, jest Andrzej K. ps. "Pershing". Według ustaleń prokuratury w wyniku afery Art-B z systemu bankowego wyprowadzono ponad 400 milionów złotych. W tamtym czasie była to niewyobrażalna fortuna.

- Moja pierwsza pensja to była kwota milion sto tysięcy starych złotych, czyli po denominacji to by dzisiaj było 110 złotych – zwraca uwagę prokurator Marek Łopuszański. – Starczyło mi to na przeżycie od pierwszego do pierwszego – dodaje.

Właściciele Art-B uciekają do Izraela

Latem 1991 roku właściciele Art-B zniknęli. Prokuratura wystawiła za nimi listy gończe. Afera Art-B nie schodziła z pierwszych stron gazet. – Potem (Bagsik - przyp. red.) zadzwonił do mnie z Izraela, czy mogę przyjechać – opowiada Wiesław P.

Do ukrywających się w Izraelu szefów Art-B miał przylecieć Andrzej K. ps. "Pershing". Był już w tym czasie jednym z liderów świata przestępczego. – Boguś prosił, żebym go obwiózł, obwiozłem go i to tyle. A, że tam do restauracji go zaprosił? Byłem przy tym – przyznaje Wiesław P.

- "Pershing" był już wtedy wskazywany jako jeden z liderów grupy pruszkowskiej – przypomina były zastępca Komendanta Głównego Policji Adam Rapacki. Na początku lat 90.  policja nie radziła sobie ze zwalczaniem przestępczości. – Wśród liderów Pruszkowa pojawił się pomysł, żeby kontrolować całą działalność przestępczą na terenie kraju. Wszystkie grupy przestępcze część zysków z działalności miały odprowadzać do Pruszkowa – twierdzi.

W kraju wybuchła krwawa wojna gangów. Gangsterzy podkładali bomby i w biały dzień strzelali do siebie na ulicach. – W kluczowym okresie mieliśmy ponad 200 zdarzeń rocznie z użyciem materiałów wybuchowych – przyznaje Adam Rapacki.

"Wicek" i "Pershing" w Izraelu. Spotkania z Bagsikiem

"Pershing", jeden z liderów polskiej mafii, odwiedza ukrywających się w Izraelu byłych szefów Art-B. W aktach jednego ze śledztw dziennikarze odnaleźli niepublikowane wcześniej fotografie z jego pobytu w Izraelu. Odnalezione przez reporterów "Superwizjera" fotografie pozwalają zobaczyć jednego z najgroźniejszych polskich przestępców w czasie beztroskiej wycieczki po Izraelu - "Pershing" i "Wicek" zwiedzają Stare Miasto w Jerozolimie, Ścianę Płaczu i dzielnicę żydowską.

Zdjęcia pokazują, jak bliska więź łączyła obu mężczyzn. "Pershing" był w tym czasie symbolem najbardziej bezwzględnej przemocy - na swoje rozkazy miał zabójców i brutalnych egzekutorów. Ale "Wicek" zachowuje się w jego towarzystwie zadziwiająco swobodnie. Mężczyźni siłują się na rękę, poklepują po plecach i okazują sobie przyjaźń.

- Może było przytulenie jakieś. Napici byliśmy. Ja mu życie uratowałem. Skoczył z tamy koło hotelu Daniel. Porwał go (nurt) i zaczęło kręcić. Skoczyłem za nim w ubraniu. I potem nie dał mi za to krzywdy zrobić – przyznaje Wiesław P.

Ale pobyt w Izraelu to nie tylko zwiedzanie zabytków. "Pershing" intensywnie spotykał się z właścicielami Art-B. Nie wiemy, jakie interesy omawiali. Jednak zdjęcia z tych spotkań pokazują, jakie relacje łączyły szefa polskiej mafii z dwoma uciekinierami. Pozycja, w której siedzi Andrzej K., wyraźnie pokazuje wyższość, jaką okazywał swoim gospodarzom.

W 1995 roku Wiesław P. zostaje aresztowany. Prokuratura oskarża go o torturowanie przestępców, którzy rok wcześniej napadli na jego dom pod Puławami. To nie pierwsza sprawa "Wicka". Wcześniej został dwukrotnie skazany za drobniejsze przestępstwa. Ale mimo problemów, ma na oku kolejny interes. Przejmuje znane zakłady futrzarskie w Kurowie pod Lublinem. Przyznaje, że kupił te zakłady od państwa. – To jest 1999 rok – precyzuje.

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź i festyny w Kurowie

W przejętych przez "Wicka" zakładach odbywają się festyny. Dziennikarze dotarli do byłego posła SLD, który był na jednej z takich imprez. – Była taka sytuacja, że stoi świętej pamięci Krawczyk i P. Jakoś tam Krawczyk mnie zaprosił: "Pan poseł, zapraszamy" – wspomina anonimowo były poseł.

Do Kurowa przyjeżdżają gwiazdy i politycy. Festyny relacjonuje lokalny "Tygodnik Powiśla". Zdjęcia posła w towarzystwie "Wicka" wywołują skandal. – Ja nie bardzo rozumiem, dlaczego mam sobie nie zrobić zdjęcia, skoro jestem wybrańcem narodu. Jeżeli jest powód, to zamknijcie tego, zamknijcie ich i mnie też zamknijcie – dodaje były poseł SLD.

Reporterzy "Superwizjera" spotykają się z byłym komendantem głównym Żandarmerii Wojskowej generałem Jerzym S. On także był jednym z gości, którzy uczestniczyli w imprezach u Wiesława P. – Oni tam robili od czasu do czasu tak zwane festyny – przyznaje. Sugeruje, że Krzysztof Krawczyk się przyjaźnił bardzo z P. i mógł ich łączyć alkohol. – Jak byłem na jakimś festynie, no to potem się pijaństwa odbywały. Ja nie jestem zwolennikiem szczególnym alkoholu. Głódź był zawsze na tych uroczystościach – zdradza.

- Był Głódź? To by wszyscy powiedzieli, że był. Przede wszystkim, ja nie piłem alkoholu, czyli nie byłem partnerem dla nich. Ja wszedłem, przywitałem się, krzyż na drogę i to wszystko – relacjonuje były poseł SLD.

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź był biskupem polowym Wojska Polskiego. Otrzymał jeden z najwyższych stopni wojskowych - został generałem dywizji. Należał do najbardziej wpływowych osób w państwie.

- Głódź był głównym kadrowym. On decydował, kto będzie generałem, kto będzie na jakimś stanowisku, i tak dalej. Niech sobie pan wyobrazi: człowiek, który wszystko może. Który jest na ty z prezydentem, ministrem obrony, marszałkiem Sejmu, Senatu. Przed nim otwierane były wszystkie drzwi - zwraca uwagę były komendant głównym Żandarmerii Wojskowej. – Głódź był osobą wpływową w tym czasie, że mógł wszystko – podkreśla.

Były komendant główny żandarmerii ujawnia kolejne szczegóły dotyczące relacji Wiesława P. z wojskowym biskupem. – Jeżeli ktoś się wiąże z człowiekiem takim jak P., z określonego poziomu, wykształcenia, środowiska i innych powiązań, to mogą być dwa powody. Pierwsze, pieniądze, a drugie, wóda – wyjaśnia.

- P. to nie jest tylko prosty człowiek, ale to jest człowiek ani wykształcony, ani komunikatywny, nadużywający alkoholu. I tutaj ten wątek, to jest przyjaźń z biskupem. Oni piją ostro, obydwaj. Proszę sobie wyobrazić, że w tej Bobrówce P. wybudował willę koło Głódzia – dodaje generał Jerzy S.

Słowa generała potwierdzają się - ciągle nieukończona rezydencja Wiesława P. znajduje się zaledwie kilkaset metrów od posiadłości arcybiskupa. Doskonale widać to na zdjęciach z lotu ptaka. Przejeżdżając obok domu arcybiskupa, dziennikarze zauważają, że brama wjazdowa jest otwarta. Postanawiają sprawdzić, czy duchowny jest dziś w domu. Okazuje się, że jest w głębi ogrodu.

Gdy reporter informuje, że przygotowuje reportaż na temat P. Sławoj Leszek Głódź odpiera, że nie udziela żadnych wywiadów. – Panie, a co to? Przesłuchanie jakieś na moim terenie? – rzuca. Arcybiskup nie chciał z dziennikarzami rozmawiać, a Wiesław P. wszystkiego się wyparł. – Ja nie wiem, czy arcybiskup pije wódkę. Ja z ekscelencją nigdy nie piłem wódki. To jest bardzo porządny człowiek, on tę Bobrówkę zrobił. Zrobił kościół. Nie mogę powiedzieć o kimś źle, jak ja nie miałem kontaktu bliskiego z kimś – tłumaczy "Wicek".

Afera z dostawami kurtek dla wojska

W 1999 roku, krótko po wyjściu z aresztu, prezesem Zakładów w Kurowie zostaje Bogusław Bagsik. Firma zostaje dostawcą kurtek dla wojskowych pilotów. Po ujawnieniu, że kontrakt zawarto bez przetargu, wybucha afera. Kontrola NIK wykazała, że wojsko mogło stracić kilkaset tysięcy złotych. Sprawą zajmuje się wojskowa prokuratura, która mimo wykrycia poważnych nieprawidłowości, umarza sprawę.

Afera z dostawami kurtek dla wojska nigdy nie została wyjaśniona, a akta sprawy zostały zniszczone. - Kiedy się dokumenty sprawy niszczy? Jeżeli dzieją się pewne rzeczy i dokumenty są niszczone, to znaczy, że w tych dokumentach było wiele rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego – ocenia generał Jerzy S.

Czy śledztwo zostało umorzone dzięki znajomościom Wiesława P.? W aktach spółki dziennikarze znajdują dokument, w którym pojawiają się nazwiska generała S. i jego dwóch synów. – Chciałem, żeby ktoś był w tej radzie nadzorczej wykształcony – tłumaczy "Wicek". – Żandarmeria to też ludzie, nie? – pyta retorycznie. Generał Jerzy S. zapewnia, że nie otrzymał złotówki wynagrodzenia. – I moi synowie, i ja zrezygnowaliśmy – podkreśla.

"Wicek" kupuje mieszkanie w Alei Róż od Bagsika

Tymczasem po ucieczce szefów Art-B, polska prokuratura szukała majątku, który mógłby pokryć straty spowodowane przez oscylator. Okazało się, że Bogusław Bagsik miał w Warszawie mieszkanie. Czy państwo zdołało je przejąć? Reporterzy spotykają się z Pawłem Reszką, w latach 90. dziennikarzem "Rzeczpospolitej".

- Opisywaliśmy z Rafałem Kasprówem historie kamienicy przy alei Róż w Warszawie – wspomina Paweł Reszka. – Historia tej kamienicy to była historia Polski w pigułce – uważa. Kamienica w Alei Róż pod numerem 7 to jedna z najpiękniejszych i najbardziej eleganckich kamienic w Warszawie. Została wybudowana tuż przed wybuchem wojny dla żydowskiego przedsiębiorcy.

– To była tak zwana dzielnica niemiecka w czasie wojny, więc ta kamienica ocalała. Następnie przejęli ją komuniści, aparatczycy dostali tam mieszkania. Potem była prywatyzowana. Za 50 złotych, równowartość 30 półlitrówek, kupił tam mieszkanie Ireneusz Sekuła, wówczas poseł i szef Głównego Urzędu Ceł. Następnie sprzedał to Bogusławowi Bagsikowi, a Bogusław Bagsik, będąc już w Izraelu, sprzedał to Wiesławowi P. – mówi Paweł Reszka.

Wiesław P. przyznaje, że kupił mieszkanie w Alei Róż od Bogusława Bagsika. – Potem je sprzedałem, bo te państwowe zakłady mi wzięli. Kredyt 6,5 miliona w PKO (miałem), jeszcze jak to było państwowe. Sprzedałem dwa mieszkania i spłaciliśmy ten kredyt – wyjaśnia.

Weksel Ireneusza Sekuły

W kamienicy splotły się interesy Bogusława Bagsika, Wiesława P. i Ireneusza Sekuły. W pierwszej połowie lat 90. Sekuła był jednym z najpotężniejszych ludzi w państwie. W PRL był wicepremierem, w 1993 roku został szefem Głównego Urzędu Ceł. Miał władzę, znajomości i dostęp do kluczowych informacji. Dla przestępczego półświatka był nieocenionym kontaktem.

- Był weksel na milion dolarów. I ten Irek zawsze mi zadzwonił i: "Wiesiu, Wiesiu, i co z tymi moimi dokumentami, bo ja dałem prawie 680 tysięcy dolarów, a nie dostałem tego weksla". Boguś go chciał wykorzystać do jakichś szantażów, czy tam do czegoś chcieli ten weksel. Bo ktoś ode mnie ten weksel chciał, żebym ja go oddał – opowiada "Wicek". – Ale ja go nie miałem w Górze (Puławskiej) tylko w Warszawie, w Alei Róż – dodaje.

Wiesław P. dysponował dokumentami, dzięki którym trzymał w garści ważnego urzędnika państwowego. – W Grandzie taki klub był na górze. Tam poszliśmy, umówiłem się z Irkiem i wziąłem ten dokument, ten weksel, jeszcze Bagsikowi nic nie powiedziałem, mówię: "Po co mają temu człowiekowi krzywdę zrobić?". Wzięliśmy ten weksel, spaliliśmy go w popielniczce. Jeszcze wziął od Marysi ściereczkę z wodą i (patrzył) jak ten tusz się zachowuje, czy on się rozlewa, czy to oryginał. Spaliliśmy go i ten człowiek odżył – wspomina Wiesław P.

Bagsik i piramida finansówa Digit Serve

W 1994 roku Bogusław Bagsik został zatrzymany w Szwajcarii. W 2000 roku warszawski sąd skazał go na 9 lat więzienia za wyłudzenie ponad 400 milionów złotych. Na wolność wyszedł w 2004 roku, przed końcem kary, i już niedługo rozkręcił nowy przestępczy biznes. Żeby poznać szczegóły tej historii, dziennikarze jadą do Niemiec. Spotykają się z Edwardem Obarą, polskim inżynierem od lat mieszkającym w okolicach Frankfurtu. W 2006 roku Obara zainwestował 100 tysięcy złotych w atrakcyjny, jak sądził, biznes.

Edward Obara twierdzi, że w sumie miał zarobić 46 tysięcy, z czego 19 tysięcy miało iść jako podatek. Zarejestrowana w Wielkiej Brytanii firma Digit Serve oferowała zamożnym klientom inwestycje na rynku forex. Żeby wejść w interes trzeba było włożyć minimum 100 tysięcy, jednak wielu klientów zainwestowało znacznie więcej. Szybko okazało się, że to piramida finansowa. Oszukanych zostało ponad sto osób, które straciły ponad 30 milionów złotych.

- Poszedłem do kafejki internetowej i wytypowałem Digit Serve i tam już "Puls Biznesu" napisał, o co chodzi, że za tym stoi Bogusław Bagsik – mówi Edward Obara. – Znałem historię firmy Art-B. Wiedziałem o tym przekręcie na ogromną skalę i pomyślałem sobie, że ten człowiek widocznie może dalej bezkarnie działać – dodaje.

Siedziba piramidy mieściła się w mieszkaniu Wiesława P. przy ul. Madalińskiego na warszawskim Mokotowie. Pokrzywdzeni przez Bogusława Bagsika nigdy nie odzyskali pieniędzy. Na piramidzie zarobił za to "Wicek". Oszukańcza firma kupiła od niego nieruchomość. Wiesław P. przyznaje, że kupiono od niego nieruchomość w centrum Kurowa.

Bogusław Bagsik aresztowany, pralnia pieniędzy w diecezji Głódzia

Mimo ogromnej skali oszustwa były prezes Art-B nie trafił do aresztu. Wpadł dopiero kilka lat później. W 2014 roku został aresztowany w związku z wyłudzeniem niemal 2 milionów 800 tysięcy euro z francuskiego koncernu zbrojeniowego. Bagsik próbował przejąć wyłudzone pieniądze w niewielkim oddziale banku BZ WBK w Warszawie.

Pieniądze zostają zatrzymane, a sprawę przejmuje prokuratura. Szybko okazuje się, że to nie jest zwyczajna sprawa. Dziennikarze "Superwizjera" kontaktują się z informatorem, który brał udział w śledztwie. – Tam było dużo ludzi z Pruszkowem związanych, wysoko postawionych – twierdzi informator. – Bagsik był słupem w tej sprawie, bo gdyby był kluczową osobą, to by zwerbował jakieś inne osoby do tego, a nie poszedł sam. Jedna z najciekawszych spraw, jakie w życiu prowadziłem, i powiem szczerze, to jest jedna z tych spraw, w których naprawdę się zacząłem w pewnym momencie bać. Jak zobaczyłem, z kim mam do czynienia – dodaje.

Wiesław P. przyjaźnił się z najpotężniejszymi ludźmi w Polsce: z szefem mafii pruszkowskiej Andrzejem K. ps. "Pershing", a następnie z arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głódziem. W tym czasie jego kolejny przyjaciel, Bogusław Bagsik dokonuje seryjnych przekrętów na wielomilionową skalę. Reporterzy postanowili ustalić, co stało się z wyłudzonymi pieniędzmi.

W latach 90. to "Wicek" pomagał wymieniać Bagsikowi wyłudzone złotówki na dolary. Dziennikarskie śledztwo prowadzi do Gdańska, do diecezji, którą do niedawna rządził arcybiskup Głódź. W 2014 roku policja odkryła, że w podległej arcybiskupowi parafii mogła działać wielka pralnia pieniędzy z przekrętów Bogusława Bagsika. Ksiądz proboszcz odmawia komentarza w tej sprawie.

Na początku 2014 roku wszczęto śledztwo. W aktach są dowody wskazujące na pranie pieniędzy i usiłowanie wyłudzenia miliona 250 tysięcy euro. Ale w grudniu 2014 prokuratura na prawie pięć lat zawiesiła sprawę. Do dziś nikt nie usłyszał zarzutów.

Aktywne życie towarzyskie w Bobrówce

Tymczasem w Bobrówce Piaskach, blisko posiadłości arcybiskupa Głódzia, trwa budowa rezydencji Wiesława P.

Właściciele obu posiadłości prowadzą aktywne życie towarzyskie. – P. w tym światku przestępczym, on tam nie był nikim ważnym, ale był. On jeździł do Głódzia. Głódź też do mnie wydzwaniał, żebym tam do niego przyjechał. Ja z Głódziem nie mam żadnych kontaktów. Aktualnie sołtys podobno – mówi generał Jerzy S.

Kilkanaście dni temu dziennikarze "Superwizjera" pojechali do Bobrówki nagrać rezydencję arcybiskupa Głódzia. Po tej wizycie Wiesław P. przysłał smsa, w którym napisał, że jeśli będziemy nachodzić jego przyjaciół, to pozwie reporterów do sądu.

Zobacz także:

Obejrzyj wideo:

Tajemniczy przyjaciel Głódzia
Tajemniczy przyjaciel GłódziaKim są przyjaciele, którymi otacza się arcybiskup? Reportaż Bertolda Kittela. Superwizjer

Reporter: Bertold Kittel

Źródło: Superwizjer

Pozostałe wiadomości