Gwiazdy

Monika Miller o śmierci ojca. "Nigdy nie przeżyłam nic gorszego. I wiem, że nigdy nic gorszego mnie nie spotka"

Gwiazdy

Kamil Piklikiewicz/East News

Pewne historie na zawsze pozostawią ból i pustkę. Monika Miller udzieliła niedawno szczerego i osobistego wywiadu dla jednego z portali. Podczas rozmowy wspomniała o śmierci ojca, żałobie oraz o surowym wychowaniu.

Monika Miller – szczere i osobiste słowa

Sierpień 2018 rok. W mediach przekazano wiadomość o samobójstwie popełnionym przez Leszka Millera Juniora. Po trzech latach od tragicznego wydarzenia Monika Miller udzieliła szczerego wywiadu. Jak przyznała, mimo upływu czasu, wciąż przeżywa żałobę.

- Myślę, że z żałobą zostaje się do końca życia. Ona ewoluuje, przeradza się w pamięć i zostaje do końca. I czasem cholernie boli, nawet jeśli już minęły prawie 3 lata. Zawsze będę pamiętać. 26 sierpnia, a tego dnia odszedł mój tata, mam imieniny. Więc okres od 10 sierpnia, czyli od urodzin, do 26 sierpnia jest bardzo trudny. Nigdy nie przeżyłam nic gorszego. I wiem, że nigdy nic gorszego mnie nie spotka – mówiła Monika Miller w rozmowie z dziennikarzem WP Kobieta.

Dziewczyna wróciła do przeszłości i opowiedziała także o emocjach, jakie towarzyszyły jej w tamtym czasie. Trudnej sytuacji nie ułatwiali dziennikarze, którzy opisywali w mediach wszelkie szczegóły. Jeden z tabloidów opublikował okładkę, której do dziś Monika nie jest w stanie rozumieć.

Nie wybaczę do końca życia. Nie zetknęłam się nigdy z takim okrucieństwem. Poczułam wtedy, że w tym kraju nie ma granic, współczucia, poszanowania dla czyjejś tragedii. To wszystko, to było dla mnie zbyt wiele

- powiedziała.

Szykanowanie przez rówieśników

Monika Miller opowiedziała także o swoim dzieciństwie. Dodała, że w szkole była obiektem żartów wśród rówieśników. Ci krytykowali jej nos oraz rzucali w jej stronę wyzwiska. Mała Monika niestety nie miała wsparcia wśród dorosłych.

- Będę niestety brutalna, ale rodzina mnie nie wspierała w tym czasie w ogóle. Byłam wychowywana na zimno, chłodno, z zasadami, w których nie było kompromisów. Mój dziadek był cholernie zajęty. A moja babcia była zajęta nim. Moi rodzice byli z kolei zajęci sobą. Prowadzili bardzo aktywny tryb życia. Byli pasjonatami zdrowego stylu życia, sportu. I mnie też do tego sportu zmuszali. Nawet gdy płakałam, nawet gdy nie chciałam, to musiałam. Tylko zdrowe jedzenie, zero słodyczy. Pamiętam głównie te twarde zasady. To, co bardzo zapadło mi w pamięć, to że do 13. roku życia jedyna słodkość, z jakiej mogłam korzystać, to woda z miodem - powiedziała.

Monika brak wsparcia uznawała za normę. Nie widziała, że może być inaczej. - Każde dziecko uznaje za normę to, co zna z domu. Nie narzekałam nigdy na to, bo nawet nie wiedziałam, że może być inaczej. Wszyscy zawsze kojarzyli moje nazwisko. Wiele razy słyszałam "to ona". Nigdy nie miałam zbyt wielu przyjaciół. Liczyły się zawsze zasady. Dlatego skupiałam się na nauce, bo to było coś, nad czym miałam kontrolę. Bo nad innymi rzeczami jej nie miałam - opowiadała Monika podczas wywiadu z WP Kobieta.

To, co jednak wykształciła przez lata to wewnętrzny krytyk. Jak przyznała, do tej pory nie przyjmuje pochwał innych, gdy sama nie jest zadowolona ze swojej pracy.

- I to z jednej strony jest dobre, bo się rozwijam, ale z drugiej – nie mam zbyt często satysfakcji. Wymagając od siebie zbyt wiele, wymagam często tego również od innych - podsumowała.

Zobacz wideo: Dzień Dziadka u Leszka i Moniki Millerów. "Gdybym miał jedną szczepionkę na COVID-19, to oddałbym ją Monice"

Zobacz także:

Autor: Nastazja Bloch

Pozostałe wiadomości