Gwiazdy

Agata Młynarska docenia przyjaźń z Anną Korcz. "Tata był jej wielbicielem"

Gwiazdy

Autor:
Berenika
Olesińska
Agata Młynarska
Fot. Kamil Piklikiewicz/DDTVN/East NewsAgata Młynarska przyjaźni się z Anną Korcz

Prawdziwych przyjaciół poznaje się... wtedy, kiedy wychodzą z własnej strefy komfortu, by pomóc. Czy takie sytuacje są możliwe w show-biznesie? Agata Młynarska twierdzi, że tak, choć rzadko. W rozmowie z Bereniką Olesińską z serwisu dziendobry.tvn.pl opowiedziała o dwóch zjawiskach w środowisku dziennikarskim - interesowności i szlachetności oraz o swojej relacji z Anną Korcz.

Altruizm w show-biznesie? Agata Młynarska ocenia medialne środowisko

Agata Młynarska od lat zmaga się z chorobą Leśniowskiego-Crohna, czyli nieswoistym zapaleniem jelit i innymi współistniejącymi schorzeniami, które sprawiają, że bywa częstą pacjentką oddziału gastrologii. Codzienność dziennikarki okupiona jest bólem. Trudność w funkcjonowaniu sięga maksymalnego stopnia nawet podczas przyziemnych czynności - wchodzenia po schodach czy trzymania kubka w ręku.

Prezenterka w jednym z wywiadów wyznała, że choroba, którą kiedyś określała jako koniec świata, stała się z perspektywy czasu darem od losu, dzięki któremu życie samo wyznacza priorytety. Miłość, rodzina, odpoczynek - te wartości stanęły wysoko nad pracą i karierą. Dziś Agata Młynarska docenia ludzi, którzy trwają przy niej zawsze, wszędzie i pomimo. Jedną z takich osób jest Anna Korcz, która nie po raz pierwszy wyciągnęła do dziennikarki pomocną dłoń.

Dziennikarze TVN

Krótka piłka z Anitą Werner
Krótka piłka z Anitą WernerDzień Dobry TVN
wideo 2/7

Berenika Olesińska: Warszawa, Teatr Polonia, poniedziałkowy wieczór, wybiła godzina 20. Rozpoczęło się piękne, muzyczne spotkanie: “A kiedy przyjdzie także po mnie…”. Na plakatach widniało Pani nazwisko. “Koncert poprowadzi Agata Młynarska” - głosiły napisy.

Agata Młynarska: Od dawna wiedziałam, że będę częścią tego wydarzenia, że je poprowadzę. Jestem zaangażowana w projekt doktora Darka Wasilewskiego, psychiatrę mojego taty, od samego początku. Pogodne Koncerty, których był inicjatorem, odbywały się przez 14 lat. Wiele z nich prowadziłam. Szczególnie w tym roku, po śmierci Darka, chciałam tym koncertem podziękować mu za pracę i ogromny wkład w leczenie osób borykających się z problemami psychicznymi.

Ale Agaty Młynarskiej jednak na koncercie nie było. Dlaczego?

Przyszedł SMS od pani doktor z terminem badań, na które długo czekałam. Ale nie spodziewałam się, że będą akurat w ten poniedziałek.

Spędziła Pani cały dzień w szpitalu, a koncert musiał poprowadzić ktoś inny. Do kogo zadzwoniła Pani w pierwszej kolejności, by poprosić o pomoc?

Do Joanny Kurowskiej. Nawet nie ja zadzwoniłam, tylko organizatorzy, bo dałam im kilka propozycji, kilka nazwisk. Asia zgodziła się od razu. Dopiero później uświadomiła sobie, że tego dnia wraca po południu samolotem ze zdjęć na planie serialu. A co by było, gdyby samolot nie doleciał? Gdyby zdjęcia się przedłużyły, bo jakaś scena byłaby dłużej nagrywana? Zdała sobie sprawę, że to duże ryzyko.

Zawiodły kwestie organizacyjne, ale liczą się chęci. Kto był następny na liście?

Zaczęły się poszukiwania. To nie jest takie proste - znaleźć osobę, która bezinteresownie, charytatywnie poświęci swój czas. Środowisko dziennikarskie, w którym jesteśmy, nauczyło mnie, żeby spodziewać się mniej niż więcej. Tam, gdzie jest blichtr, czerwony dywan, światła i pieniądze, łatwiej znaleźć zastępstwo. Ale na Pogodnym Koncercie nie było paparazzi i żadnych kamer. To ciężka, trzygodzinna praca za kulisami. Za darmo. Prosiłam wiele osób, ale każdy jest albo zajęty, albo nie ma czasu, albo jest zmęczony. A Ania jest i zajęta, i zmęczona, i nie ma czasu. A jednak się zgodziła.

Mowa o Annie Korcz. Spodziewała się Pani takiego szlachetnego gestu?

Nie, nie spodziewałam się. Ania poprzedniego dnia była w trasie. Przejechała pół Polski. Koncert w Teatrze Polonia trwał do późna, wróciła do domu o 23.30, a nazajutrz musiała opiekować się wnukiem. Zrobiła to z potrzeby serca. Zresztą tak napisała w wiadomości do mnie, kiedy jej dziękowałam.

"Zmęczona do granic, ale szczęśliwa" - zaznaczyła na Instagramie tuż po wydarzeniu. To miłe uczucie przeczytać takie słowa?

Bardzo miłe, więc postanowiłam jej oficjalnie podziękować, również na Instagramie. Miała jeden wolny wieczór, mogła odpocząć, a jednak podjęła się zadania. Tego typu zachowania warto pokazywać. Bo przecież nasze medialne środowisko nie jest tylko środowiskiem ludzi, którzy sobie zazdroszczą i czekają, aż komuś powinie się noga.

Wojciech Młynarski był wielbicielem Anny Korcz

Podjęła się zadania, mimo że zawód prezentera nie jest tożsamy z zawodem aktora. To inna działka, inna praca. Obawiała się, że nie podoła?

Pomagałam jej, ile mogłam. Dałam kilka wskazówek, ale nie chciałam też wywierać presji i niepotrzebnie stresować. Mówiła: "Jak ja za Ciebie wejdę na scenę? Ty to tak dobrze robisz…". Wtedy powiedziałam jej jedną rzecz: "Mój ojciec był Twoim wielbicielem, pomyśl, że robisz to dla niego".

Wojciech Młynarski rzeczywiście doceniał atuty Anny Korcz?

Doceniał. Szczególnie urodę. Zresztą ja też patrzę na Anię z podziwem. Uważam, że jej świadoma dojrzałość i naturalność są wielkimi atutami jako kobiety i aktorki.

Agata Młynarska docenia przyjaźń z Anną Korcz. Jakie były początki ich znajomości?

Czysto zawodowa relacja przerodziła się w prywatną, bliską więź. Długo pielęgnujecie tę siostrzaną przyjaźń?

Znamy się od dawna, ale nie mogę powiedzieć, że Ania należała do najściślejszego grona moich przyjaciół. Jednak na przestrzeni lat niektórzy ludzie nieoczekiwanie okazują się bardzo ważni. Między innymi ona.

Pamięta Pani moment, od którego wszystko się zaczęło?

Tuż po pierwszym poluzowaniu pandemicznych obostrzeń moja wnuczka Julia szła do Pierwszej Komunii. Zadzwoniłam do Ani i powiedziałam, że nie wiem, gdzie świętować tę okoliczność w wąskim, rodzinnym gronie, ale tak, by dzieci miały poczucie, że nie są zamknięte w czterech ścianach. Ania zaprosiła nas wtedy do siebie, do Zacisza Anny Korcz. Przygotowała wszystko. Jej syn Jasiek czekał na Julkę z bukietem kwiatów. Zrozumiałam, że ktoś, kto nie jest mi aż tak bardzo bliski, obdarzył mnie rzadkim w tych czasach gestem.

Na jednym spotkaniu ta znajomość się nie zakończyła. Wspólny urlop, wsparcie w chorobie…

To prawda. Wpadłam na pomysł, żeby nasze rodziny spędziły razem wakacje. My pojechaliśmy do Hiszpanii, oni dojechali do nas. Wypoczywaliśmy tak dwa tygodnie. Potem znów trafiłam do szpitala, a Ania tak zupełnie bezinteresownie mnie odwiedzała, przynosiła obiad… Jak wracałam do domu, to zadzwoniła i zaproponowała, że przywiezie mi z Zacisza świeże jaja od lokalnych kur. Drobny gest, a tak serdeczny.

Znajomość na dobre i na złe?

Mam nadzieję. Ania należy do grona osób z wielką klasą, wyczuciem i z ogromnym sercem. To jest kochany człowiek.

Zobacz także:

Autor:Berenika Olesińska

Źródło zdjęcia głównego: Fot. Kamil Piklikiewicz/DDTVN/East News

Pozostałe wiadomości