Gorące tematy

Żołnierze, lekarze czy biznesmeni okazali się internetowymi oszustami. "Tak pięknie się do mnie zwracał"

Gorące tematy

Autor:
Luiza
Bebłot

Podają się za żołnierzy na misji ONZ lub zamożnych biznesmenów. Używają kradzionych zdjęć. Wcześniej czy później pojawia się prośba o pieniądze. W ten sposób bezwzględni oszuści wykorzystują kobiety, które w Internecie szukają miłości. Przez kilka miesięcy ze scammerami korespondowały dziennikarki programu "Uwaga! TVN". Sprawdziły, jak działają wyłudzacze w sieci.

Jak działają scammerzy

Scammerzy zdają sobie sprawę, że wykorzystują kobiety, które długo czekają na miłość.

- Nie brałam pod uwagę tego, że to może być nieprawdziwy człowiek. Dlatego, że tak pięknie się do mnie zwracał. Te słowa, które gdzieś tam on do mnie wypowiadał… ja nigdy ich nie słyszałam od najbliższej osoby – opowiada jedna z ofiar scammera.

- To było takie wciągające. Gdy się budziłam, zawsze była jakaś wiadomość. Pisał, że mnie kocha, że za mną tęskni. Wysyłał mi filmik, jak gra na gitarze, jak śpiewa. Mam córkę z zespołem Downa i po prostu chciałam, założyć jej normalną, prawdziwą rodzinę – dodaje inna kobieta.

- Będąc w związku, mając szczęśliwą rodzinę, łatwo jest oceniać kogoś, kto jest przez wiele lat sam. [A te kobiety – red.] nagle dostają komplement, po wielu latach. I ten komplement nie jest jeden, a jest ich dziesięć. Oszuści wiedzą, że kiedy osoba z niskim poczuciem wartości nagle dostaje zastrzyk energetyczny, to trochę jest jak na haju – tłumaczy Katarzyna Kucewicz, psycholog i terapeutka.

Jednak za czułymi słowami w sieci czai się bezwzględność scammera. Oszuści zwykle nie polują na zamożne panie, nawet, jeśli wiedzą, że ich ofiara jest w życiowych tarapatach, to nie skłania ich to od odstąpienia od ich zamiarów.

Wspólne życie i pomoc

Mąż pani Alicji, jednej z ofiar scammera, miał ciężki udar, a po nim komplikacje. Scammer obiecywał wspólne życie i wybudowanie domu opieki, w którym mógłby mieszkać także chory mąż kobiety.

- Moja mama też była chora, mieszkaliśmy wszyscy razem. I było tak, że nie spałam nocami, dlatego weszłam w Facebooka. Pisałam, a on mówił, że będzie nam pomagał – opowiada.

Zawsze, wcześniej czy później, pojawia się prośba o pieniądze.

- Przysłał mi weksel, że był w ministerstwie. Ma do odebrania dwa miliony dolarów i musi ponieść opłaty. No i zaczęło się. Były to opłaty za uaktywnienie konta bankowego. To wyglądało, tak jakby z banku pisali do mnie, że już konto jest aktywne, „tylko musi pani jeszcze wpłacić to i to, do końca uaktywnienia tego konta” – przywołuje ofiara scammera.

Kobieta, żeby zdobyć pieniądze, zapożyczała się. - Jak mój mąż był jeszcze sprawny, zapytał: „A jak oni nas oszukają”. A ja mówię: „My nie oszukujemy, to oni nas nie oszukają” – przywołuje kobieta. Oszust szedł w zaparte.

- Powiedział: „Pożycz, zaraz oddamy, zaraz wszystko oddamy, to tylko parę dni”. Te parę dni ciągle się przesuwało. Straciłam pół miliona plus resztę, dużo, które jeszcze pożyczyłam od ludzi. Teraz zostaję bez mieszkania, bo zostaje mi zabrane. Jeszcze umarł mój mąż, straciłam wszystko – przyznaje kobieta.

Żołnierz

Nasze reporterki, co pokazaliśmy także w pierwszej części reportażu, wcieliły się w role pań szukających drugiej połówki, by dokładnie prześledzić, w jaki sposób scammerzy manipulują kobietami.

W pewnym momencie scammer przestał pisać do jednej z dziennikarek, wcześniej zapowiadając, że wybiera się do niebezpiecznej bazy. Po dobie milczenia wysyłał dramatyczne zdjęcia i informację, że na bazę ONZ, w której rzekomo przebywa, napadli talibowie. Sprawdziliśmy fotografie. Okazało się, że są ściągnięte z sieci. Przedstawiają działania wojenne w Syrii, Iraku, a nawet ofiary zeszłorocznej eksplozji saletry w Bejrucie.

- W końcu napisał mi tak: „Kochanie, naprawdę nie wiem, co teraz zrobić, bo jestem zdezorientowany i przestraszony. Nie chcę tu umrzeć”. A dalej: „Kochanie błagam o pomoc, skontaktuj się z moim generałem w sprawie zastępstwa za mnie tutaj” – przytacza reporterka Joanna Bukowska.

Scammer napisał też dziennikarce, co ma wysłać rzekomemu generałowi.

- W tym wypadku jest taka sekwencja, która bardzo wzmaga uległość i doskonale działa. Chodzi o ułożenie komunikatów w taki sposób, że najpierw mamy zagrożenie, on mówi, że wyjeżdża do niebezpiecznej bazy, nie odzywa się, a później mamy przyczynę i wtedy wysyła zdjęcia, na których są ranni, urwane nogi, a on ledwo uszedł z życiem. A na końcu mamy rozwiązanie. I taka kolejność, czyli najpierw zagrożenie, a potem jak uniknąć takiej sytuacji, bardzo wpływa na uległość ofiar – tłumaczy Ada Maksim, psycholog społeczny.

Reporterka dostała też cennik od rzekomego generała: doktor w Wielkiej Brytanii - 8 200 euro, lekarz z USA - 10 000 euro, lekarz z Hiszpanii 5 120 euro, niemiecki lekarz: 3 900 euro.

Mężczyzna napisał, że trzeba wybrać jednego z powyższych lekarzy, wówczas poinformuje, jak przelać pieniądze. Maile napisane były naiwnie, w dziwny sposób.

- Te ataki projektowane są tak, żeby trafić na osoby, które są łatwowierne, które mają niskie kompetencje techniczne. Chodzi o to, żeby na etapie czytania tej wiadomości odsiać osoby, które na pewno się na to nie nabiorą – tłumaczy Maciej Broniarz z Centrum Nauk Sądowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Oszust po ujawnieniu się dziennikarki, dalej szedł w zaparte, że jest osobą, za którą się podawał.

Pieniądze w misiu

Druga z naszych reporterek przekonała oszusta, że nie ma konta w banku, zatem nie może przelać pieniędzy na rzekome konto ONZ. Scammer znajduje oryginalne rozwiązanie. Napisał, żeby pieniądze wysłać w pluszowym misiu. Wysłał adres w Szwecji.

Adres oraz nazwisko, które nasza dziennikarka dostała od oszusta zaprowadziły nas do 57-letniej kobiety z okolic Sztokholmu. Udało się nam z nią skontaktować. Okazuje się, że kobieta nieświadomie koresponduje z kilkoma scammerami, w tym z jednym, który używa zdjęć niemieckiego publicysty, Dirka Kreutera. Nie chciała uwierzyć, kiedy pisaliśmy, że na zdjęciu jest publicysta.

- Rozmawiam z kobietami, które do mnie piszą i ostrzegam, że rozmawiają z oszustem, a one są w stanie mi powiedzieć, że zazdroszczę i nie chcą mnie słuchać – opowiada pani Hanna, która po przygodzie z oszustem założyła stronę ostrzegającą przed internetowymi naciągaczami.

- Spotkałam się z tym, że kobiety same znajdowały dowody na oszustwo, a mimo to próbowały sobie to wytłumaczyć na swoją korzyść. W obawie przed rozpadem psychicznym, na zasadzie, że innych oszukiwał, a we mnie zakochał się naprawdę. Znam historię, że kiedy ofiara scammingu zdała sobie sprawę, co się wydarzyło, to popełniła samobójstwo – mówi Katarzyna Kucewicz.

Polska policja nie prowadzi statystyk oszustw na żołnierza, traktując je na równi z innymi wyłudzeniami. Niewykluczone, że niektóre oszukane w ten sposób kobiety wstydzą się zgłosić przestępstwo.

Cały reportaż można obejrzeć na stronie Uwaga! TVN

Zobacz także:

Autor:Luiza Bebłot

Pozostałe wiadomości