UWAGA! Sąsiedzki konflikt wymknął się spod kontroli. Skończyło się na bombie pod domem

Uwaga! TVN. Sąsiedzki konflikt wymknął się spod kontroli
Uwaga! TVN. Sąsiedzki konflikt wymknął się spod kontroli
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W Szaflarach pod jednym z domów doszło do eksplozji ładunku wybuchowego. Prokuratura nie wyklucza, że motywem mogło być samodzielne wymierzenie sprawiedliwości. Poszkodowana rodzina znana jest z tego, że kłóci się ze wszystkim wokół oraz próbuje przejmować majątek innych mieszkańców. Reportaż programu Uwaga! TVN.

W połowie stycznia Polskę obiegła wiadomość o wybuchu bomby podłożonej pod jednym z domów jednorodzinnych w Szaflarach. W budynku mogło przebywać wtedy kilka osób. Na szczęście, nikt nie zginął ani nie został ranny. Sprawców zatrzymano, ale do tej pory nie ustalono dokładnie, jakie były ich motywy.

Rodzina skłócona z sąsiadami

Ustaliliśmy, że poszkodowana rodzina Janusza i Andrzeja Ł. jest skłócona niemal ze wszystkimi bliższymi i dalszymi sąsiadami. Tłem tego konfliktu jest spór o majątek, a argumentami często są pięści i kije.

- Przyszedł Janusz, złapał mnie za szyję i zaczął dusić. Andrzej przyszedł z… i przywalił mi w głowę. Miałem 12 szwów – opowiada Wojciech Gał.

Członkowie rodziny Ł. mieli dotkliwie pobić dwóch mieszkańców. Poszło o dużą działkę na obrzeżach wsi. Do zdarzenia doszło podczas wizji lokalnej, na którą przyjechali urzędnicy, aby dowiedzieć się, do kogo należą sporne tereny.

Z aktów notarialnych wynika, że całość ma 16 współwłaścicieli, którzy z dziada pradziada użytkują ten duży obszar. Natomiast pan Janusz ze swoim ojcem twierdzą, że wszystko, a przynajmniej większość, należy do nich, bo tak się kiedyś dogadali z dziadkami czy pradziadkami.

- Mam akt notarialny, gdzie jestem m.in. ja i siostry, a on w sądzie podał, że jest jedynym właścicielem tych działek. Złożył wniosek o zasiedzenie, że on tam ponad 30 lat pracuje, kosi i że to jest jego – denerwuje się Wojciech Gał.

Kilkunastu innych właścicieli musi teraz udowadniać w sądzie, że działka jest również w ich posiadaniu, a o tym, że Janusz i Andrzej Ł. chcą ją przejąć, dowiedzieli się przypadkiem.   

- Zorientowałem się w ten sposób, że pojechałem do gminy w Szaflarach zapłacić podatek od swoich działek i pani mi pokazała, że posiada to już Janusz. Dowiedziałem się, że za parę dni jest sprawa o zasiedzenie – mówi jeden z mieszkańców Szaflar.

Mieszkańcy próbowali wyjaśnić sprawę z rodziną Ł., ale każde spotkanie kończyło się awanturą.

- To, co robią, to jest tragedia. Najbardziej szkoda starszych ludzi, którzy boją się iść zeznawać. On wszczyna bójki, a potem donosi, że to on jest pokrzywdzony – mówi nasz rozmówca.

- Oni są skonfliktowani prawie z połową Szaflar. A powodem jest właśnie próba zasiedzenia działek – wskazuje pan Wojciech Gał.

Pan Wojciech razem z innym mieszkańcem Szaflar złożyli zawiadomienie w sprawie pobicia do prokuratury. Mimo upływu sześciu miesięcy, nikt dotychczas nie usłyszał zarzutów. 

- Nie jest prawdą, że nie ma reakcji, bo postępowanie się toczy – stwierdza Jacek Tętnowski z Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu.

Częste są interwencje policji.

- W przeciągu czterech lat w miejscowości Szaflary na samej ulicy… przeprowadziliśmy 61 interwencji – mówi st. asp. Łukasz Burek z Komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu.

Uwaga! TVN. "Robią zdjęcia na nieswoich działkach"

Jeden z mieszkańców pokazał nam ogrodzenie, które miał postawić Ł., na działkach, które mają należeć do różnych osób.

- On chce to zasiedzieć i powiedział, że to będą jego działki. Oni robią zdjęcia, jak to orzą i przedstawiają to sądowi – mówi Wojciech Piszczór.

Andrzej Ł. nie ma sobie nic do zarzucenia, twierdzi, że to cała miejscowość jest przeciwko rodzinie. Kiedy byliśmy na miejscu, jego syn nie wyszedł z nami porozmawiać. Pojawiła się natomiast jego żona, która wezwała policję.

Zasiedzenie działki. Opinia prawnika

Zapytaliśmy adwokata, czy można zagrodzić czyjeś pole, blokując dostęp prawowitemu właścicielowi, który ma akt notarialny.

- Nie można, ale to się dzieje. Mogłoby się wydawać, że prawo powinno chronić słabszego w sporze z silniejszym, podczas gdy często jest tak, że w sprawach dotyczących konfliktów sąsiedzkich, zagarnięcia czyjegoś gruntu, prawo chroni tego, kto demonstruje swoją siłę – mówi adwokat Wojciech Rudzki.

- Prawo w krótkoterminowej perspektywie chroni przede wszystkim osobę, która jest posiadaczem gruntów, a posiadaczem gruntów jest ten, kto zachowuje się tak, jakby był jego właścicielem. Chodzi o wszystkie fizyczne przejawy tego, że ktoś traktuje ten grunt, jakby był jego właścicielem. Jest posiadaczem, ale nie jest właścicielem. Ten stan posiadania, mimo że jest sprzeczny z prawem, podlega sądowej ochronie. I to może budzić zdziwienie tak zwanego zwykłego człowieka – przyznaje mecenas Wojciech Rudzki.

Praktyka jest taka, że dopóki sąd nie wyjaśni czyja jest działka, a wyjaśnienie często trwa latami, posiadacze korzystają ze spornej działki.

- Nie mam określenia na tych ludzi. Nie ma mowy o dogadaniu, ani nic, choć dużo ludzi, źle się z tym czuje – mówi Wojciech Piszczór.

Reportaże "Uwagi!" można oglądać na Player.pl.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/MK
Reporter: Tomasz Patora