Gorące tematy

Pożar w jednym z warszawskich bloków i wielkie serca sąsiadów. Poszkodowana: "Jesteśmy pozostawieni sami sobie"

"Wielkie serca sąsiadów w pożarze" 

Gorące tematy

Pożar w jednym z warszawskich bloków i wielkie serca sąsiadów. Poszkodowana: "Jesteśmy pozostawieni sami sobie"

"Wielkie serca sąsiadów w pożarze" 

W nocy z 15 na 16 października przy ul. Górczewskiej w Warszawie wybuchł pożar. Mieszkańcy nad ranem musieli uciekać na ulicę. Dzięki życzliwości osób mieszkających w pobliżu, mieli, gdzie spędzić najbliższe godziny, a niektórzy nawet tygodnie.

Pożar przy ul. Górczewskiej w Warszawie

Obudził nas wybuch. To była 5 rano. Nie wiedziałam za bardzo, co się dzieje. Poczułam dziwny zapach. Nie było prądu. Wyszłam na balkon. Unosił się wielki, czarny dym

- wspominała w reportażu tę straszną noc Aneta Ciechanowska, mieszkanka osiedla.

Krzyknęłam do mojego partnera, by wstawał, bo coś się pali. Zadzwoniłam pod 112, kazali mi się ewakuować. Wzięliśmy trzy głębokie wdechy i tyle, ile się dało staraliśmy się, zbiec z piątego piętra w bezdechu. Kompletnie zdezorientowani. Po ciemku potykaliśmy się o własne nogi. W tych piżamach wybiegliśmy

- dodała.

Na zewnątrz mieszkanka zobaczyła wozy straży pożarnej, mieszkańców w piżamach z małymi dziećmi. Usiadła na krawężniku i łzy popłynęły jej po policzku.

W tej całej ewakuacji przypomnieliśmy sobie, że nasz kot został w mieszkaniu. Nie mogliśmy już po niego wrócić. W szpitalu wzięli nas pod tlen. Na grupie sąsiedzkiej zapytałam, czy jest możliwość, by wrócić po kota. Później dowiedziałam się, że osoba, która uratowała mojego kota i wszczęła całą akcję pomocy jest reporterką Dzień Dobry TVN

- odetchnęła Aneta.

Relacja sąsiadki przy ul. Górczewskiej

Z kolei Agnieszka Ignatowicz, mieszkanka osiedla pamięta, jak tej feralnej nocy, ktoś zaczął walić w drzwi. Wówczas jej mąż wyszedł na klatkę, a tam było już... pełno dymu.

Kiedy zakładaliśmy buty, dym już był w domu. Mój mąż i córka, którzy mają astmę, strasznie kasłali. Praktycznie się dusili. Wyszliśmy z latarkami w duszącym dymie

- opisywała.

W pożarze na warszawskiej Woli spłonęło kilkadziesiąt samochodów, ewakuowano 150 osób. Osiedle na Górczewskiej to kilka bloków połączonych wielkim garażem podziemnym. Po pożarze jeden z budynków został wyłączony z użytkowania. W innych do dzisiaj nie ma energii elektrycznej lub wody. Wiele osób skutki wybuchu będzie odczuwać jeszcze długo.

Złote serca sąsiadów

Nie tylko kot został uratowany, mieszkanka osiedla poinformowała, że wiele osób zaoferowała swoją pomoc. Na facebookowej grupie osiedlowej pojawiły się liczne ogłoszenia, gdzie ludzie zapraszają na herbatę, piszą, że przewiozą rzeczy, etc.

Wszyscy sąsiedzi się zjednoczyli. Wymieniali się numerami telefonów. Ktoś miał ciepłą wodę i prąd, napisał, że można przyjść, podładować telefon, jeśli by ktoś potrzebował wolnego pokoju, to też zaprasza

- powiedziała Aneta.

I tak 4-osobowa rodzina zamieszkała wraz ze zwierzakiem u sąsiadów.

Zaoferowaliśmy wraz z żoną pomoc, żeby z nami zamieszkali. Brak prądu, więc przy świeczce siedzieliśmy. Całe szczęście, że chociaż zimna woda była

 - oświadczył Kazimierz Rogalski, mieszkaniec osiedla.

Sąsiedzi zorganizowali również patrole, by nikt podejrzany nie kręcił się po budynkach. Inni z kolei dokarmiali zwierzęta, które zostały na zewnątrz, wyprowadzali psy.

Ta solidarność sąsiedzka to coś niesamowitego. Dawało poczucie, że nie jest się w tym wszystkim samemu. Rzeczy materialne można odkupić, można w jakiś sposób odzyskać, ale zdrowia i życia się odzyska

- oświadczyła ze łzami w oczach Aneta.

Poszkodowana mieszkanka: "Jesteśmy pozostawieni sami sobie" 

Gośćmi w naszym studiu była poszkodowana w pożarze przy ul. Górczewskiej 181 Olga Zygmuntowicz wraz z córką Karoliną oraz Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

Pani Olga obecnie mieszka u sąsiadów. Niedługo przeprowadzi się do rodziny. Okazuje się, że przyczyny pożaru nie udało się jeszcze ustalić, a prokuratura prowadzi dochodzenie.

Tak naprawdę jesteśmy pozostawieni sami sobie. Opieramy się na wsparciu sąsiadów. To oni nam pomagają. To oni mówią, co i jak. Lokali zastępczych nie dostaliśmy. Miasto może dać kilka lokali, a nas jest 48 rodzin

Na tę chwilę pani Olga nie wie, czy będzie mogła wrócić do mieszkania. Czeka na wynik ekspertyzy.

Ubezpieczenie a pożar

Sytuacja niektórych mieszkań jest dramatyczna. Zastępca Rzecznika Finansowego poinformował, co mogą zrobić osoby, które nie ubezpieczyły swojego lokum.

Sprawa, jak widać, jest bardzo złożona i skomplikowana. Musimy sobie zdawać sprawę, że ubezpieczenie, którym dysponuje wspólnota mieszkaniowa, nie do końca musi mieć taką klauzulę, która umożliwiłaby wypłacenie odszkodowania mieszkańcom lub zapewnienie lokalu zastępczego. To wymaga dokładnego sprawdzenia. Dlatego Biuro Rzecznika Finansowego zwróciło się do poszkodowanych. Stworzyliśmy adres mailowy, na który poszkodowani mogą zgłaszać swoje problemy i postaramy się indywidualnie pokierować, przekazać informację, które mogą im pomóc w kolejnych etapach dochodzenia swoich praw

- poinformował Andrzej Kiciński.

Okazuje się, że większość mieszkańców przy Górczewskiej ma mieszkania na kredyt, a raty wciąż muszą regularnie płacić. W internecie jest zorganizowana zbiórka dla poszkodowanych z Górczewskiej 181.

Jakie ubezpieczenie mieszkania jest najlepsze? Dowiesz się o tym z naszego materiału wideo:

Zobacz też:

Kary za strajk kobiet? Wytyczne Prokuratura Krajowego 

Trójwymiarowe przejście dla pieszych - czy faktycznie jest bezpieczniejsze?

Sprzeciw lekarzy wobec decyzji TK. "Protestujemy przeciwko odbieraniu kobiecie prawa do godności"

Reporter: Bianka Zalewska
Co sądzisz o tym artykule?
72
7
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0