"Siła jest kobietą". Alicja Zell krzewi kulturę polską w Wiedniu: "Uświadomiłam sobie, że nieważne skąd jesteś, możesz osiągnąć wszystko"

Alicja Zell
Archiwum prywatne
Alicja Zell od trzech lat działa na rzecz Polonii w Wiedniu. - Jestem pełna podziwu, że z taką upartością przeciera nowe szlaki – podkreśla Monika, która zgłosiła swoją siostrę do cyklu "Siła jest kobietą".

Siła jest kobietą: Każda jest inna. Każda wyjątkowa. Każda ma różne cele i marzenia, inną historię do opowiedzenia. Łączy je jedno. Bohaterki tego cyku udowadniają, że siła jest kobietą.

Alicja Zell w wieku 6. lat zakochała się w tańcu i folklorze. Swoją pasją postanowiła dzielić się w… Wiedniu. Założyła tam Stowarzyszenie Tańca i Folkloru "Mazurek". Dzięki temu Polonia poznaje kroki tradycyjnych tańców i nie zapomina o swojej tożsamości. Instruktorka na co dzień pracuje też w muzeum i prowadzi bloga , a kilka miesięcy temu wystąpiła w programie "Jestem z Polski" TVN Style.

Polka krzewiąca polską kulturę w Wiedniu

Dominika Czerniszewska, dziendobry.tvn.pl: Od ilu lat mieszkasz w Wiedniu?

Alicja Zell: Od prawie trzech, ale wcześniej przez rok studiowałam tutaj w ramach programu "Erasmus". Pewnego dnia dość spontanicznie Hania, koleżanka z kursu tanecznego zaproponowała, żebym przeprowadziła się do Austrii i poprowadziła zajęcia. Odparłam, że na spokojnie to przemyślę. To był czas, kiedy kończyłam dwuletni kurs instruktorki w Krakowie. Miałam tydzień na podjęcie decyzji. Wyszłam z założenia, że skoro nie znalazłam dla siebie miejsca w Polsce, to może najwyższy czas stworzyć je samemu, a Wiedeń wiele oferuje. Na miejscu jest duża Polonia, więc widziałam potencjał w nauczaniu tańców ludowych. Dodatkowo znam język niemiecki. Spakowałam się więc i wyjechałam.

Jak na tę decyzję zareagowała Twoja rodzina?

Pochodzę z Gorzowa Wielkopolskiego, więc do Wiednia jest dość daleko. Bliżej byłoby do Berlina (śmiech). Natomiast moja rodzina nie była zaskoczona. Wcześniej dużo podróżowałam, więc wiedzieli, że nie usiedzę w jednym miejscu. Ucieszyli się, ponieważ w Polsce trudno jest się utrzymać z pracy związanej z kulturą – przynajmniej w średniej wielkości mieście czy małej instytucji – a byli świadomi, że chcę to robić. Szukałam perspektyw rozwoju, więc było mi bez różnicy, w którym kraju to będzie.

Postawiłaś wszystko na jedną kartę. Jak wyglądały Twoje początki w obcym mieście?

Będąc na studiach, obcowałam z bardzo twórczym i ambitnym środowiskiem międzynarodowym. Wcześniej nie czułam się pewnie, pochodząc ze średniej wielkości miasta w Polsce, a tutaj poznałam osoby z każdego zakątka świata, które nie przejmowały się tym, skąd są. Nie zastanawiały się, co wolno obcokrajowcowi. Po prostu robiły swoje. Zaczęłam obserwować ich z podziwem i uczyć się od nich tej swobody. To był moment, kiedy uświadomiłam sobie, że nieważne skąd jesteś, możesz osiągnąć wszystko. Gdy powróciłam tutaj, pomogli mi znaleźć mieszkanie, oswoić się.

I co było dalej?

Przyjechałam do Wiednia, by prowadzić zajęcia tańca ludowego dla dzieci, a potem dla dorosłych. Hania zauważyła, że brakuje takiego miejsca. Po burzy mózgów postanowiłyśmy założyć zespół. W styczniu 2019 ogłosiłyśmy pierwsze zajęcia otwarte "Mazurków". Nasz repertuar zaczęłyśmy od Górnego Śląska i Kaszub. W przypadku tańców narodowych jako pierwszy był krakowiak. Później zawiązałyśmy Stowarzyszenie Tańca i Folkloru "Mazurek", któremu przewodzę. Wspiera ono nie tylko taniec, ale i wychodzi działaniami poza inne sfery.

Jakie konkretnie? Mogłabyś podać przykład?

Przede wszystkim podczas zajęć pielęgnujemy j. polski. Gdy rozmawiam z mediami niemiecko- lub anglojęzycznymi, opowiadam o tym, co robię, o tańcu, polskiej kulturze. Podczas świąt narodowych śpiewamy piosenki, podkreślamy naszą "polskość", ale też to, że jesteśmy mieszkańcami Wiednia. Ważną częścią jest integracja z całą Polonią. Jeśli mówi się o tym, skąd się jest, to się promuje samo przez się. Nie faworyzuję jednak kultury polskiej, tylko staram się być częścią środowiska, miasta, w którym jestem i jednocześnie być Polką, czyli łączyć swoje korzenie z innymi kulturami. To właśnie taniec ludowy pomógł mi odkryć swoją tożsamość. Gdy należałam do Zespołu Tańca Ludowego "Mali Gorzowiacy", dużo podróżowaliśmy. Zaczęłam spotykać różnorodne osoby, obserwować inne kultury. Mogłam dostrzec różnice i podobieństwa, ale i zrozumieć siebie.

Czy Polonia również chce pamiętać o swoich korzeniach? Ochoczo zapisuje się na zajęcia?

Polonia w Wiedniu obchodzi narodowe święta, pamięta historię. Co do zajęć, to przed pandemią miałyśmy 3 dziecięce grupy po około 10 uczestników, a grupa dorosłych liczyła 15 osób. Przez lockdown przez 7 miesięcy musiałyśmy organizować zajęcia online. To było szalone, ale dużo nam dało. Podczas kursu zachowana była regularność. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, ale i opowiadałam o folklorze, historii i strojach. Dla mnie ważne jest to, żeby nie tylko ruszać rękami, nogami, tylko wiedzieć, po co się to robi. Dzieci, które zostały w grupie, bardziej się zintegrowały. To widać gołym okiem. Obecnie mamy grupę 10-osobową, a ta dla dorosłych buduje się od nowa. Niestety, ale pandemia pokrzyżowała nam plany, bo przez nią porozpadały się grupy. Wszyscy pozamykali się w domach. Teraz od września mamy wrócić do normalnego funkcjonowania. Jest nabór i otwieramy wszystkie możliwe grupy, czyli: dla dzieci od 2,5-roku do 13 roku życia, dla dorosłych, a także seniorów. Polki w wieku emerytalnym uznały, że chcą tańczyć i poprosiły o utworzenie specjalnej grupy dla nich.

Czyli przetrwałyście kryzys?

Tak, ale nie było łatwo. Jestem szefową stowarzyszenia, więc odpowiadam za koleżankę, którą zatrudniam. Ona dostaje wynagrodzenie za swoją pracę, a ja świadomie postawiłam siebie na drugim miejscu. Przez te dwa lata nie było stać nasze stowarzyszenie, by zatrudnić dwie osoby, dlatego nie zarobiłam ani centa za prowadzenie zajęć. Musiałam tak postąpić, bo inaczej ten pomysł okazałby się klapą. Uznałam, że trudno byłoby znaleźć osobę, która chciałaby pracować dla samej idei, bez wynagrodzenia. Moja współpracowniczka jest bardzo zaangażowana i pomocna, więc nie chcę byśmy obie działały charytatywnie. Poza tym założenie było takie, że zespół folklorystyczny mają prowadzić profesjonaliści, dla których jest to praca zawodowa. Dlatego warto w to inwestować. Wiedziałam o tym od początku. Chciałam się rozwijać i spełniać. Muszę jeszcze poczekać, aż zespół będzie wystarczająco duży. Wiem, że takie doświadczenie, jak moje, czyli tańczenie od 20 lat, ukończone kursy, są warte godnego wynagrodzenia. Natomiast to wszystko zależy ode mnie, czy dobrze rozwinę zespół.

W tym roku dostaliśmy dofinansowanie na działalność od Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Dzięki temu będziemy mogli nasze oszczędności przeznaczyć na pierwsze elementy stroju. Dotychczas wynajmowaliśmy je z Polski lub występowaliśmy w naszych strojach zespołowych, czyli w spódnicach w kwiaty i koszulkach.

Archiwum prywatne

Z czego zatem się utrzymujesz?

Pracuję w muzeum, obsługuję turystów, którzy przychodzą do Belwederu. Przez ostatnie pięć miesięcy byłam też asystentką fotografa. Przede wszystkim obrabiałam zdjęcia dzieł sztuki i przygotowywałam do archiwizacji.

Nie żałujesz skoku na głęboką wodę?

Zdecydowanie nie. My kobiety, bardzo często się ograniczamy. Nie robimy czegoś, choć możemy. Taniec towarzyszy mi od dziecka. Chciałam występować, a nie uczyć. Marzyłam, by dostać się do zespołu "Mazowsze" lub "Słowianki", ale jestem za niska. Mam tylko 161 cm wzrostu. Dlatego nigdy nie brałam pod uwagę, by zawodowo zająć się tańcem. Wiedziałam też, że nie utrzymam się z tego. Dlatego wzięłam udział w rekrutacji do linii lotniczych. Niestety nie udało się. I tak stanęło na Wiedniu. Jednak nic w życiu nie jest przypadkowe. Wszystkie moje dotychczasowe zajęcia sprowadziły do tego, by związać swoją przyszłość z tańcem ludowym.

Chciałabym przekazać kobietom, by działały i się spełniały. Moje założenie jest takie, że nie czekam na innych. Nie czekam, aż ktoś mi pozwoli, zmotywuje, poklepie po plecach czy zaaprobuje mój pomysł. Nie czekam, aż zaakceptują mnie i dadzą chwilkę na zabranie głosu. I tak polecam działać. Realizować swoje plany i marzenia. Nie oglądać się na innych, jeśli nie chcą z tobą iść tą drogą. Tak było z wyjazdem do Wiednia i szukaniem miejsca w folklorze. Nie czekałam w nieskończoność, aż ktoś się zlituje i zaprosi mnie do zespołu, czy da parę godzin pracy. Postanowiłam działać na własną rękę. Tak samo z podróżami. Nie czekam, np. aż znajomi w końcu wezmą urlop i zdecydują się na wyjazd. Jeśli mam wolne i chcę zobaczyć kawałek świata, jadę sama. Tak naprawdę wtedy, w tych działaniach samodzielnych, spotyka się ludzi, którzy doceniają to, co robisz i kim jesteś.

Pozycja kobiet

Poprzez swoją postawę inspirujesz i zachęcasz do działania. A jak wygląda pozycja kobiet w Austrii?

W Wiedniu bardzo stawia się na kobiety. W przestrzeni publicznej jest miejsce na ich głos. To widać i czuć. I trzeba z tego korzystać! Powstało nawet Ministerstwo Kobiet. Najważniejsze jest to, by kobiety chciały i realizowały się, a nie blokowały: "nie powinnam", "to męska domena". To od nas zależy, czy będziemy się spełniały.

Podpisuję się pod ostatnim zdaniem. Jednak postać kobiety w kulturze ludowej pozostawia wiele do życzenia.

Oczywiście. W kulturze ludowej kobieta miała rolę opiekunki, matki. Można nawet powiedzieć, że była służalcza wobec mężczyzny. Natomiast w tańcu ludowym też jest ograniczana. Musi być skromna. Nie może wykonywać pewnych ruchów. To mi zawsze nie pasowało, a nadal się tym zajmuję. Dlatego podczas kursu, staram się wyjaśnić, skąd to się wzięło. Mówię wprost, że my dzisiaj tylko to odtwarzamy, ale rola kobiety się zmienia. Mam nadzieję, że w przyszłości w tańcu też się zmieni. Będzie, chociażby więcej solistek.

Jesteś przedstawicielką kultury polskiej za granicą. Jak dalej wyobrażasz sobie swoją przyszłość? Planujesz wrócić do kraju?

Nie planuję. Zostanę tutaj, by rozwinąć zespół. Miałam przyjechać na 5 lat. Jestem już 3 i wiem, że przedłużę swój pobyt. Choć zdaję sobie sprawę, że zapewne nie jest to moje miejsce docelowe. Myślę, że będę jeszcze mieszkała w niejednym kraju. Nie spieszę się. Chcę się przygotować. Jak już rozwinę ten projekt, który założyłam, mogę iść dalej. Wiem, dokąd zmierzam. Chcę mieć pozycję, która realnie wpłynie na życie kulturalne w Wiedniu. Jak Polki się już czegoś podejmują, to są w tym dobre i chcą się rozwijać. I my tutaj też się wspieramy!

Masz ciekawą historię do opowiedzenia? Chcesz zostać bohaterką cyklu Siła jest kobietą? Napisz do mnie: dominika_czerniszewska@discovery.com

Zobacz także:

Zobacz wideo: Jestem z Polski | Nowy sezon | Zwiastun

Autor: Dominika Czerniszewska

podziel się:

Pozostałe wiadomości