Styl życia

"Plażę traktują jak szalet". Mieszkańcy nadmorskich kurortów latem przeżywają koszmar

Styl życia

Autor:
Justyna
Piąsta
ludzie na plaży

W lipcu i sierpniu miejscowości nad Bałtykiem pękają w szwach. Turyści przyjeżdżają na urlop, by się zrelaksować i wypocząć, ale niestety, niektórym puszczają hamulce. Jak opowiadają mieszkańcy nadmorskich kurortów, śmieci, porozrzucane gdzie popadnie, nie są największym problemem. Podali przykłady najbardziej irytujących zachowań.

Wakacje nad polskim morzem

Szum fal, piękne plaże i urokliwe zachody słońca - to w dużej mierze co roku przyciąga turystów nad polskie morze. Poza tym można zjeść świeżą rybę, przespacerować się deptakiem, powdychać jod i wykąpać się w rześkiej wodzie, która będzie ukojeniem w upalny dzień. Jednak gorący, wakacyjny czas nad Bałtykiem ma też drugą stronę medalu. Szczególnie dostrzegają ją mieszkańcy, którzy przez cały rok żyją w nadbałtyckich kurortach. Jak wygląda lato z ich perspektywy?

Jak spędzić wakacje?

Uwaga TVN. Wojciech Ż. organizował wakacje na Zanzibarze
Uwaga TVN. Wojciech Ż. organizował wakacje na Zanzibarze
wideo 2/5

- Uwielbiam mieszkać nad morzem, ale kiedy zaczynają się wakacje, rzadko zaglądam na plażę. Ewentualnie wybieram miejsca, o których turyści nie wiedzą, bo są oddalone o kilka kilometrów od głównego deptaka przy molo - mówi nam Aleksandra z Kołobrzegu.

Ola ze swojego mieszkania nad morze może dojść w 10 minut spacerem. Rano, kiedy wychodzi na jogging z psem, musi bardzo uważać na to, co znajdzie pod nogami.

- Biegam w parku nadmorskim, na tzw. ścieżce zdrowia. Zwykle jestem tam w godzinach, kiedy turyści dopiero kończą swoją nocną imprezę na plaży i wracają o świcie do hotelu. Po takich zabawach w parku jest pełno opakowań po jedzeniu, butelek, nawet potłuczonych. Mój pies raz zranił się w łapę, bo wbiegł w szkło z butelki po piwie - opowiada - Znajduję porzucone klapki, ręczniki, a już notorycznie to trafiam na zużyte prezerwatywy - dodaje.

Kołobrzeżanka przyznaje jednak, że sytuacja wyglądała o wiele gorzej, gdy jeszcze kilka lat temu w czasie wakacji w mieście organizowano popularny, muzyczny festiwal, na który zjeżdżali się ludzie z całej Polski i z zagranicy.

- Wtedy to był koszmar. Na kilka dni przed festiwalem już był strach wyjść z domu. W mieście było mnóstwo przyjezdnych, krzyczeli, awanturowali się, pewnie byli pod wpływem alkoholu. Nie chciałam, żeby dzieci to widziały, a i ja sama czułam się niepewnie. Jednego dnia urządzano na plaży tzw. "afterparty", po którym na piasku zostawały butelki i plastikowe kubeczki. Był absolutny syf - przypomina sobie Ola. - Z jednej strony rozumiem, że ludzie przyjeżdżają do nas na urlop, chcą się wyluzować, odpocząć od wielkich miast. Nic dziwnego, że imprezują. Ale chciałabym, żeby pomyśleli też o nas, o mieszkańcach. Oni przyjadą, rozrzucą śmieci, załatwią swoje potrzeby w parku, bo nie chce im się przejść do toalety. Po kilku dniach wyjadą i już ich to nie obchodzi. A my tu zostajemy i dalej żyjemy. Chciałabym, żeby turyści to szanowali - podkreśla Aleksandra.

Jak zachowują się turyści nad morzem?

W Dźwirzynie, niewielkim nadmorskim miasteczku, turyści czują się bardzo swobodnie. Maciek, mieszkaniec, uważa, że czasami aż zanadto.

- Niektórzy zapominają, gdzie kończy się plaża, a gdzie zaczyna ulica i nasze domy. Tabuny turystów w strojach kąpielowych paradują nie tylko w okolicach morza, ale też i o wiele dalej. To mnie denerwuje. Co i rusz można natknąć się na wczasowiczów w samych majtkach. Byłem świadkiem, jak pan markecie robił zakupy i miał na sobie jedynie kąpielówki, a na głowie kapelusz. Jaki to jest problem, żeby coś na siebie zarzucić? - pyta Maciek.

Drogi na plażę prowadzą przez nadmorski las. Z opowieści Maćka wynika, że dochodzi tam do dantejskich scen.

- Po zachodzie słońca ludziom puszczają hamulce. Turyści w lasku załatwiają swoje potrzeby, wymiotują, nawet plażę traktują jako szalet. Kiedy zwróci się im uwagę, to są oburzeni, że przecież są na wakacjach i im wolno, im się należy, bo zostawiają u nas dużo pieniędzy. Ciekawe, czy w swoich miastach też się wypróżniają w środku miasta albo pod blokiem - mówi oburzony mieszkaniec Dźwirzyna.

Marlena z Mielna skarży się, że w wakacje, nie ma szans, żeby znaleźć miejsce do parkowania.

- Mam takie poczucie, że kierowcy w czasie urlopu mają gdzieś jakiekolwiek zasady ruchu drogowego. Po ulicach jeżdżą jak wariaci, zostawiają samochody gdzie popadnie, zastawiają bramy wjazdowe mieszkańcom. W zeszłym roku turysta wjechał na moją posesję. W ostatniej chwili go złapałam i pytam, co tutaj robi. Odpowiedział, że "chciał tylko na chwilę wyskoczyć na rybkę do baru" - opowiada.

Mieszkanka Mielna prowadzi kawiarnię. Z jakimi sytuacjami się spotyka? - Przede wszystkim turyści w lokalu siadają do stolika i zaczynają otrzepywać buty i stopy z piachu. Nie mogą tego zrobić na zewnątrz, robią to w środku. Ciągle trzeba zamiatać, bo na podłodze jest tyle piasku. A jak ja miałabym to wytłumaczyć, gdyby przyszedł sanepid? Że klienci przynieśli plażę ze sobą? Poza tym uporczywe jest targowanie. Cennik jest w menu, jest też wielkimi literami nad ladą. Mimo to co trzeci, czwarty klient prosi o "rabacik", o dodatkową polewę za darmo albo o darmowy wafelek dla dziecka. Ogólnie rzecz biorąc, zwykle mierzę się z postawą roszczeniową ze strony turystów - podsumowuje Marlena.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Justyna Piąsta

Źródło zdjęcia głównego: Antagain/Getty Images

Pozostałe wiadomości