Styl życia

Niepełnosprawna finalistka "Mam Talent" przebranżowiła się w czasie pandemii. "Marzę o tym, żebym nie musiała się martwić"

Styl życia

Autor:
Sabina
Zięba
finaliści programu "Mam talent" na scenie z Marcinem Prokopem i Szymonem Hołownią

Katarzyna Błoch w 2018 roku wzięła udział w 11. edycji programu "Mam Talent", w którym dotarła aż do finału. Wraz z pełnosprawnym partnerem tańczyła na wózku i zrobiła ogromne wrażenie na widzach. Ze względu na pandemię, by zapewnić sobie środki do życia, musiała się przebranżowić. Czy na dobre porzuciła swoją taneczną pasję? O tym opowiedziała w rozmowie z redaktorką mody serwisu dziendobry.tvn.pl, Sabiną Ziębą.

Katarzyna Błoch w "Mam talent"

Kasia Błoch i Marek Zaborowski kilka lat temu wzruszyli jurorów i widzów "Mam Talent". Marcin Prokop patrząc na ich pokaz stwierdził wówczas: "Chyba nigdy wcześniej nie widziałem niczego podobnego". Para zaprezentowała bowiem na scenie niezwykły pokaz tańca. Agnieszka Chylińska po występie wstała i długo klaskała razem z całą publicznością zgromadzoną na castingu, a Kasia i Marek dostali się do finału.

Taniec

Wpływ tańca na rozwój dziecka
Wpływ tańca na rozwój dziecka Dzień Dobry TVN
wideo 2/9

Na wszystkich ogromne wrażenie zrobił fakt, że Marek jest pełnosprawnym mężczyzną, natomiast Katarzyna od lat cierpi na wrodzoną łamliwość kości i jeździ na wózku. Kości nóg miała złamane ponad 50 razy i przeszła 11 operacji. Na co dzień pracowała wtedy jako stylistka paznokci w jednym z poznańskich salonów kosmetycznych. Wolne chwile poświęcała jednak pasji i tańczyła. Wraz z Markiem startowała w licznych konkursach i zdobyła nawet mistrzostwo Europy. Kilka miesięcy temu jednak znalazła się w ciężkiej sytuacji i nagle musiała się przebranżowić.

Rozmowa z Kasią Błoch

Sabina Zięba: Jak wspomina Pani udział w "Mam Talent''?

Katarzyna Błoch: Na pewno wspominam to jako największą przygodę telewizyjną, bo rzeczywiście jest to program zrobiony z dużym rozmachem. Pamiętam, że rzecz, która mnie rozśmieszyła, to fakt, że scena wydawała mi się w telewizji o wiele większa, natomiast fizycznie w programie okazała się dość małym placem do zatańczenia - przynajmniej dla wózka, bo on jednak potrzebuje trochę przestrzeni. Ale daliśmy radę, było bardzo sympatycznie.

SZ: Czy nadal Pani tańczy?

KB: Nie, nie tańczę. Na razie zrobiliśmy sobie przerwę, a z taką karierą turniejową skończyliśmy na dobre. Może wrócimy do jakichś pokazów tanecznych, ale obecnie nie ma żadnych propozycji.

SZ: Dlaczego zrezygnowała Pani ze swojej pasji?

KB: Troszkę ze względu na stan zdrowia i jestem już turniejowo wypalona. Irytuje mnie też, że tam się nic nie zmienia i cały czas jest ten sam skład sędziowski. Okazał się to bardzo niesprawiedliwy sport pod względem tego, kto ze sobą tańczy na parkiecie. Par jest zdecydowanie za mało na świecie, żeby można było to podzielić na więcej kategorii niż dwie, jakie są do tej pory. Niesprawiedliwe jest, że ja - osoba o tak niskim wzroście i stosunkowo małej sprawności ruchowej - tańczę z kimś, kto np. nie ma tylko stopy. Jest to nie do porównania - jego sprawność góry ciała i przede wszystkim prostego kręgosłupa, a mojej ogromnej skoliozy i bardzo dużych ograniczeń. Po prostu wiadomo, że ile by się nie ćwiczyło, nie ma szans nawet w jakikolwiek sposób dorównać do takiej osoby.

SZ: Obecnie brakuje Pani tańca?

KB: Wpadłam w związku z przebranżowieniem w ogromny wir pracy i wychodzę z zakładu wieczorami, więc fizycznie bym teraz nawet nie dała rady się przygotować do turnieju. Po prostu byłabym zmęczona. Tę lukę zapełniłam sobie pracą, ale wiadomo, że nie da się tego porównać - taniec to była jednak adrenalina, występy... Zupełnie coś innego. W jakimś stopniu na pewno mi brakuje - może nie turniejów, ale na pewno pokazów i występów przed publicznością.

SZ: Chyba przez długi czas pracowała Pani jako stylistka paznokci. Zrezygnowała Pani z tego zajęcia?

KB: 12 lat pracowałam jako stylistka paznokci, ale życie to zweryfikowało. Branża beauty była tyle razy zamykana, że dawało mi to praktycznie zerowy dochód. Zamknięcie salonów kosmetycznych spowodowało, że nie było żadnej możliwości zarobku, dlatego musiałam szybko coś wymyślić. Po prostu wpadłam na pomysł, żeby się przebranżowić.

SZ: Czym teraz się Pani zajmuje?

KB: Obecnie zajmuję się szyciem kreatywnym. Tworzę różne rzeczy - torebki, nerki, plecaki, fartuszki dla rozmaitych branż, jak gastronomia czy fryzjerstwo. Mam liczne materiały, więc wiele branż w te fartuszki obszywam. Praktycznie wszystko, co ludziom przyjdzie do głowy, to można przedyskutować i spróbować uszyć.

SZ: Długo uczyła się Pani szycia? Miała Pani wcześniej jakieś podstawy?

KB: Wiadomo, że jako osoba niska i z defektami fizycznymi musiałam sobie wcześniej radzić ze skróceniem spodni i praktycznie każdej bluzki, którą sobie kupowałam w sklepie, ale to były podstawy. Natomiast bardziej w ten świat zagłębiła mnie wykwalifikowana krawcowa, Justyna, która przez całe moje taneczne życie szyła mi sukienki i stroje estradowe. Ona mi pokazała, jak się za to wziąć, jak sobie coś skroić i porobiła mi pierwsze wykroje na plecaki oraz torebki, żebym w ogóle mogła z tym ruszyć.

SZ: W ilu sztukach wykonuje Pani swoje projekty?

KB: Fartuszki mogą być szyte na dużą skalę, czyli nie powstają w jednym egzemplarzu. Natomiast torebki czy plecaki często zdarza się, że wytwarzam z tkanin recyclingowych, które mam w domowym zaciszu. To niezwykłe tkaniny i wtedy taka torebka jest unikatowa.

SZ: Skąd bierze Pani tak oryginalne materiały? Widziałam na Instagramie, że te tkaniny są całkiem inne i niezwykle kolorowe. Zdecydowanie się wyróżniają.

KB: Materiały zamawiam w Internecie i mam też troszkę sprawdzonych drukarni, które drukują na zamówienie różne tkaniny. Np. fartuszki we wzory japońskiej kuchni czy jakichś wesołych warzywek. Mam nadzieję, że nie jest tego aż tak dużo na rynku i dzięki temu chciałabym się przebić. 

SZ: Co najczęściej Pani wykonuje?

KB: Najczęściej teraz sprzedają się nerki. Panie szukają jasnych torebek do sukienek. Udało mi się też posprzedawać troszkę fartuszków branżowych do restauracji, jak branża gastronomiczna znów się otworzyła.

SZ: Może na koniec zapytam jeszcze - o czym Pani marzy?

KB: Może to banalne, ale pragnęłabym mieć dużo widzów na Instagramie, żeby moja marka się sama rozreklamowała, a także - przede wszystkim - żebym nie musiała się martwić. Obawiam się o sprzedaż - codziennie myślę, czy ktoś coś kupi. Przy dużej ilości obserwatorów myślę, że nie musiałabym się o to martwić, bo sprzedaż napędzałaby się samoistnie. 

Zobacz także:

Autor:Sabina Zięba

Źródło zdjęcia głównego: Mirosław Sosnowski/TVN

Pozostałe wiadomości