Styl życia

"Cierpią na tym nie tylko nasze portfele, ale i uroda". Jak inflacja zmieniła branżę kosmetyczną?

Styl życia

Autor:
Justyna
Piąsta

Inflacja wpływa właściwie na każdy aspekt naszej codzienności. Droższa benzyna, produkty spożywcze czy kosmetyki to dopiero początek. Koszty życia wzrosły, więc wzrosły też ceny usług. W branży kosmetycznej więcej płacą nie tylko klienci, ale i przedsiębiorcy. Kobiety opowiedziały nam, ile muszą teraz zapłacić za wizytę u fryzjera czy kosmetyczki.

Inflacja a uroda

Matylda od lat korzysta z usług manikiurzystek na warszawskiej Ochocie. Odwiedziła wiele salonów, w których ceny za manicure hybrydowy jeszcze kilka miesięcy temu wahały się od 60 do około 85 zł. Teraz za hybrydę musi zapłacić od 90 do 120 zł.

Jak dbać o włosy?

Jak ukryć siwe włosy?
Jak ukryć siwe włosy?Dzień Dobry TVN
wideo 2/5

- Nie stać mnie na to, żeby co 2,5-3 tygodnie wydawać około 100 zł na paznokcie. To zdecydowanie za dużo. Wcześniej chodziłam jeszcze na przedłużanie rzęs i co jakiś czas na zabieg do kosmetyczki, ale teraz musiałam z tego zrezygnować. Paznokcie, rzęsy i zabieg na twarz to obecnie koszt ponad 500 zł. Przyjmując, że miałabym korzystać z tego dwa razy w miesiącu, to musiałabym wydawać ponad 1 tys. zł wyłącznie na "urodę". A 1 tys. zł to niespełna jedna czwarta mojej pensji - wskazuje Matylda.

Przez wzrost cen nasza bohaterka nie może zadbać o siebie tak, jak by tego chciała. - Ładne paznokcie, rzęsy, zadbana cera czy włosy to coś, co pomaga mi podnieść samoocenę, przez co czuję się lepiej. Pracuję jako przedstawiciel handlowy, mam ciągły kontakt z klientami, więc chociażby z racji wykonywanego zawodu, muszę dobrze wyglądać i odpowiednio się prezentować. Mój wizerunek wpływa na to, jak odbierają mnie przedsiębiorcy - tłumaczy Matylda.

- Inflacja podniosła ceny nie tylko jedzenia czy paliwa, ale też wielu usług - np. w branży budowlanej, odzieżowej czy kosmetycznej. Cierpią na tym nie tylko nasze portfele, ale i uroda. Mężczyźni zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że my, kobiety, by ładnie wyglądać, musimy wydać na to mnóstwo pieniędzy. Przecież oprócz robienia paznokci czy rzęs, chodzimy też do fryzjera, gdzie za farbowanie i modelowanie trzeba zapłacić kilkaset złotych. Odwiedzamy kosmetyczki, by zrobić depilację, hennę, oczyszczanie twarzy, zabiegi z kwasami itd. To są ogromne koszty, na które mnie, ale też i wiele moich koleżanek, obecnie po prostu nie stać. Trzeba wybierać, czy w tym miesiącu pójdę do fryzjera, czy jednak na paznokcie - mówi z żalem Matylda.

Z kolei Joanna z powodu podwyżek cen zrezygnowała z korzystania z usług branży beauty. - Musiałam zredukować koszty, bo mam na głowie kredyt. Nie chodzę już do kosmetyczki, nie chodzę na paznokcie. U fryzjera podcinam sobie tylko końcówki, a farbuję się sama w domu, farbą z drogerii. Przy tej drożyźnie nie podołałabym finansowo, żeby płacić raty, rachunki, robić zakupy i jeszcze wydawać tyle pieniędzy na paznokcie czy włosy. Niestety, skończyły się czasy, kiedy było mnie stać na przyjemności - wyznaje Asia.

Wzrosły ceny, klienci odchodzą

Z jednej strony klientki narzekają na wysokie ceny usług branży beauty, a z drugiej strony są fryzjerzy, kosmetyczki czy manikiurzystki, chcący utrzymać się na rynku. Jak mówi nam Natalia, która ma swój salon fryzjerski w Warszawie, sytuacja zmusiła ją do podniesienia kosztów usług.

- Nasza branża bardzo dostała w kość przez pandemię. Ludzie szybko zapomnieli, przez ile miesięcy byliśmy całkowicie zamknięci i nasze biznesy nie zarabiały. Jakoś zaczęliśmy wychodzić z tego kryzysu i znów kłody pod nogi. Wiele salonów po prostu musiało podnieść ceny, bo wzrosły koszty produktów, wzrosły opłaty za rachunki, wzrosły składki. Skutkiem tego są wyższe ceny za nasze usługi - wyjaśnia Natalia, która od 4 lat prowadzi własny salon

Ewelina prowadzi salon fryzjerski w Kołobrzegu. W mniejszym mieście ceny usług nie są tak wysokie, np. w porównaniu do tych w stolicy. Jeszcze do niedawna Ewelina brała 30 zł za podcięcie włosów. Teraz ta usługa kosztuje już 50 zł.

- Wszystko poszło w górę przez tę inflację. Opłata za wynajem salonu wzrosła mi o 300 zł miesięcznie. Od prawie pół roku płacę większe rachunki za prąd. Są wyższe ceny rękawiczek, produktów do dezynfekcji, półproduktów kosmetycznych, ale i samych kosmetyków do pielęgnacji włosów. To powoduje, że im my, przedsiębiorcy, musimy podnosić ceny, żeby w jakikolwiek sposób utrzymać się na powierzchni i nie popaść w długi - tłumaczy nam Ewelina.

Skutkiem podniesienia cen jest niestety mniejsza ilość klientów w salonie Eweliny. - Mam wiele klientek, które przychodzą do mnie od lat, więc rozumieją moją sytuację i wciąż, mimo podwyżki cen, podcinają i farbują u mnie włosy. Ale prawda jest taka, że bez nich salon świeciłby pustkami. Kilka miesięcy temu w ciągu dnia panie przewijały się cały czas. Nawet jeśli nie były umówione, to wpadały i zapisywały się na wizytę. Jedne klientki wchodziły, drugie wychodziły. Teraz są dłuższe przerwy, takie okienko potrafi trwać nawet 2-3 godziny. Jeśli siedzę bezczynnie, to nie zarabiam - mówi zawiedziona fryzjerka.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie.  Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Justyna Piąsta

Źródło zdjęcia głównego: Guido Mieth/Getty Images

Pozostałe wiadomości