Razem z Ukrainą

Skaleczone dzieciństwo. Ohmatdyt ratuje dzieci w czasie wojny. "Małej Marinie urwało nóżkę"

Razem z Ukrainą

Autor:
Nastazja
Bloch
Reporter:
Bianka Zalewska
Skaleczone dzieciństwo - Ohmatdyt ratuje dzieci w czasie wojny
Skaleczone dzieciństwo - Ohmatdyt ratuje dzieci w czasie wojny Dzień Dobry TVN
wideo 2/17

Ohmatdyt to największy szpital dziecięcy w Ukrainie. Każdego dnia jego pracownicy dokładają wszelkich starań, aby dbać o zdrowie najmłodszych. Na pytanie, czy się boją ostrzałów wroga, odpowiadają: "Tak, jednak odpowiedzialność za życie maluszka jest większa niż strach". Na miejsce pojechała reporterka Dzień Dobry TVN Bianka Zalewska.

Szpital dziecięcy w czasie wojny

Na terenie tej placówki przebywa około 700 pacjentów z różnych części Ukrainy. Lekarze zajmują się najtrudniejszymi przypadkami, m.in. wcześniakami, a także dziećmi z wadami wrodzonymi. W czasie wojny w Ohmatdyt pojawiły się także postrzelone dzieci wymagające pilnych operacji oraz amputacji kończyn.

W szpitalu pacjenci są przygotowywani do operacji i tam też dochodzą do siebie. W przypadku niektórych rekonwalescencja trwa bardzo długo. - Gdy są wybuchy, to musimy z nimi schodzić do schronu. To niebezpieczne cały czas je ruszać ze względu na skomplikowane leczenie. Czasem ryzykujemy i zostajemy tutaj, na korytarzach - przyznała Larysa Nikonova, lekarz neonatolog.

Lekarze przyznali, że w przypadku wybuchów mają swoje ustalone procedury. Wraz z pacjentami, których nie można przewozić do schronu, czas przeczekują na korytarzu.

- Gdy jest alarm, wyjeżdżamy z dzieckiem pod ścianę. W każdej sali gdzie leży dziecko są przy oknach worki z piaskiem, by osłaniać je od odłamków. Czy się boimy? Oczywiście, jesteśmy takimi samymi ludźmi jak inni, ale jak zajmujesz się dzieckiem, to nie myślisz o sobie. Odpowiedzialność za życie tego maluszka jest większa niż strach – powiedziała lekarka.

Szpitalne schrony i praca klauna medycznego

Pacjenci, którzy mogą się przemieszczać, w przypadku niebezpieczeństwa trafiają do piwnicznego schronu. Tam na najmłodszych czeka klaun medyczny, który, choć na chwilę odciąga ich myśli od wojny.

- Wszyscy się baliśmy, przybiegałam do dzieci, zaczynaliśmy tańczyć i bawić się w chowanego. Poprzez zabawę staram się dostosować dzieci do nowej rzeczywistości, której nie możemy zmienić, ale może obniżyć poziom stresu. Te dzieci widziały straszne rzeczy, niektóre widziały śmierć rodziców, niektóre były pod ostrzałem - powiedziała Olga Bulkina, klaun medyczny.

Wcześniej szpital leczył dzieci do 18. roku życia. Wojna to zmieniła. Teraz przyjmowani są dorośli, ranni, a także ci, którzy potrzebują przeszczepów. Najstarszy pacjent ma 83 lata.

- 25 lutego przyjechał do nas pierwszy pacjent ranny w wyniku ostrzału. Był w stanie śmierci klinicznej, na początku nawet nie wiedzieliśmy, jak się nazywa. Nazwaliśmy go "niewiadomy nr 1". Niestety to dziecko zmarło po kilku dniach. Wtedy zrozumieliśmy, że zaczęła się wojna. Trafił też do nas 14-latek z Buczy, ojca zastrzelili na jego oczach. Marina ma 6 lat, urwało jej nóżkę, uczy się chodzić na protezie. Trudno jej się z tym pogodzić, pracuje z nią psycholog – powiedziała Lidiia Dmytrashenko, rzeczniczka prasowa Ohmatdyt.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki oraz Dzień Dobry Extra znajdziesz na platformie Player.pl.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor:Nastazja Bloch

Reporter: Bianka Zalewska

Źródło zdjęcia głównego: Dzień Dobry TVN

Pozostałe wiadomości