Szczury w domu influencerki
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:
Jesienią do szczecińskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zaczęły napływać zgłoszenia dotyczące możliwego znęcania się nad hodowlanymi szczurami w jednym z mieszkań w centrum miasta. Sprawa dotyczyła lokalu w zabytkowej kamienicy należącej do STBS, zamieszkiwanego przez młodą kobietę i jej ojca.
Niepokój wzbudziły nagrania publikowane przez kobietę w mediach społecznościowych, które ujawniały pseudohodowlę – początkowo składającą się z dwóch szczurów, a z czasem rozrastającą się do setek zwierząt. Internauci, poruszeni warunkami panującymi w mieszkaniu, zawiadomili TOZ, wskazując na chaos, zniszczenia i brak właściwej opieki nad gryzoniami.
We wrześniu inspektorki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami próbowały skontrolować mieszkanie, jednak nikogo nie zastały i pozostawiły informację z prośbą o kontakt. Wkrótce potem kobieta prowadząca konto na TikToku podczas transmisji na żywo groziła osobie, która zgłosiła sprawę do TOZ.
- Nie oddam szczurów. Możecie zapomnieć (...). Nie wpuszczę tych k**ew - mówiła młoda kobieta, odnosząc się do członków szczecińskiego TOZ. - Henia (szczura - red.) nigdy nie oddam, w życiu! Mojego Henia? Jak ktoś mi zabierze Henia (...), to wtedy Heniek się zapłacze (...). Wtedy wezmę psa i będę rozmnażała psy - słyszymy na nagraniu. Już wtedy gryzonie w mieszkaniu kobiety i jej ojca mnożyły się bez kontroli. Z zaledwie kilku zwierząt zrobiło się wkrótce kilkadziesiąt.
Pierwsza interwencja, podczas której przedstawicielom TOZ-u udało się wejść do mieszkania, miała miejsce w październiku.
Szczecin. Setki szczurów, dwie tony odpadów
Odławianie szczurów w mieszkaniu było wyjątkowo trudne ze względu na ogromne ilości odpadów, w których wolontariusze brodzili aż po kolana. Gryzonie ukrywały się w każdym zakamarku. Konieczna była ponowna interwencja z udziałem firmy sprzątającej. W ciągu dwóch dni zabezpieczono 128 szczurów oraz sześć gniazd, w których znajdowały się 52 oseski.
Stan lokalu był na tyle dramatyczny, że wezwano sanepid. Grzegorz Bućko, kierownik Oddział Higieny Komunalnej Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie, przekazał, że podczas kontroli pracownicy tej instytucji natknęli się na zalegające worki z odzieżą, puszki i butelki, porozbijane szkło, zniszczone sprzęty AGD i RTV oraz inne przedmioty. A szczury - i ich odchody - były dosłownie wszędzie. Podczas czyszczenia lokalu zebrano dwie tony odpadów oraz ponad 300 zwierząt.
Szczury dostały się do innych mieszkań
Szczury, które nie zostały odłowione, nadal rozmnażają się w kamienicy, głównie w stropach i pod podłogami. Ze względu na szybki cykl rozrodczy gryzoni, według szacunków TOZ w budynku może obecnie przebywać nawet około 300 szczurów, a ich liczba wciąż się zmienia. W poszukiwaniu pożywienia zwierzęta przedostawały się także do innych części kamienicy, w tym do mieszkań sąsiadów, co potwierdzają władze miasta.
Jak przekazał Urząd Miasta Szczecin, gryzonie wyrządziły liczne szkody, takie jak dziury w ścianach i podłogach, jednak nie zagrażają one stabilności konstrukcji budynku. Część zniszczeń w przestrzeniach wspólnych została już usunięta. Mimo starań TOZ, które od początku dążyło do humanitarnego rozwiązania, całkowite odłowienie szczurów okazało się nierealne. Coraz więcej wskazuje na to, że jedyną skuteczną metodą pozostanie deratyzacja.
Prokuratura umorzyła dochodzenie. Obrońcy zwierząt poszli do sądu
Prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie hodowli szczurów, jednak obrońcy zwierząt nie zgadzają się z tą decyzją i skierowali sprawę do sądu. Ich zdaniem kobieta odpowiedzialna za niekontrolowany rozród gryzoni dopuściła się rażących zaniedbań.
Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa trafiło do Prokuratury Rejonowej Szczecin-Śródmieście, która jednak dość szybko umorzyła w tej sprawie dochodzenie.
Jak poinformowała w odpowiedzi na pytania TVN24+ prokurator Julia Szozda, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, śledczy ustalili warunki lokalowe właścicielki zwierząt i przesłuchali świadków. Ustalili, że w mieszkaniu znajdowało się "co najmniej kilkadziesiąt zwierząt, nad którymi nie sprawowano profesjonalnej opieki z uwagi na ich ilość".
- Niemniej ustalono, że właścicielka zwierząt starała się opiekować szczurami w miarę swoich możliwości i posiadanej wiedzy. Nie podejmowała żadnych działań, których zamiarem byłaby chęć wyrządzenia krzywdy gryzoniom. Dlatego też postępowanie umorzono z uwagi na brak znamion czynu zabronionego - zaznaczyła prokurator Szozda.
Więcej przeczytasz na tvn24.pl
Zobacz także:
- Nietypowy przechodzień w Przemyślu. "Bliżej nam do Australii"
- Nowe owce u bacy w Szczawnicy. "Jak jest wykot, to trzeba 24 godziny być czujnym"
- Ekologiczne kosiarki pojawią się w Krakowie. Mają działać odprężająco na mieszkańców
Autor: Nastazja Bloch
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: GettyImages