Kulisy viralowego tłumaczenia Donalda Trumpa. "Czasu na zabawę w głowie zupełnie nie było"

Tłumaczenia, które stały się viralem
Tłumaczenia, które podbiły internet
Źródło: Dzień Dobry TVN
Czy tłumacz powinien być niewidzialny jak lektor, czy też może oddawać emocje mówcy jak aktor? Magdalena Fitas-Czuchnowska i Michał Gałkowski opowiedzieli w Dzień Dobry TVN, jak wygląda praca tłumacza światowych polityków. Ostatnio sporo emocji wzbudziło wystąpienie Donalda Trumpa.
Kluczowe fakty:
  • Tłumaczenie polityków to balans między neutralnością a oddaniem emocji mówcy
  • Styl pracy tłumacza zależy od osobowości i rodzaju wystąpienia
  • Presja i odpowiedzialność mogą wpływać na sposób koncentracji podczas tłumaczenia

Tłumaczenie Donalda Trumpa. Emocje kontra "tłumaczenie na biało"

W mediach trwa debata, czy tłumacz powinien być jedynie przekaźnikiem treści, czy także emocji. Wszystko to po viralowym już tłumaczeniu słów prezydenta USA. Magdalena Fitas-Czuchnowska, wieloletnia tłumaczka polityków i dziennikarka, podkreśla wagę skupienia i wierności przekazu, zwłaszcza przy długich, intensywnych wystąpieniach Donalda Trumpa.

- Byłam bardzo skupiona, żeby przetłumaczyć dokładnie wypowiedź Donalda Trumpa, która trwała wtedy blisko dwie godziny, więc czasu na zabawę w głowie zupełnie wtedy nie było. Po prostu jest ten flow, to znaczy powtarza się nie tylko słowa, ale również emocje, sposób mówienia mówcy, którego się tłumaczy – wyjaśniała Magdalena Fitas-Czuchnowska, tłumaczka symultaniczna TVN24.

- Zawsze uważałam, że przekazanie emocji jest bardzo ważne dla przekazania całości komunikatu. Że słowa stanowią tylko fragment treści, którą ktoś przekazuje. Jednak gesty, mimika, tembr głosu mają bardzo duże znaczenie. I to się siłą rzeczy w pewnym stopniu udziela. Uważam, że nie można przesadzać, że nie można z tego zrobić pajacowania. Ale przynajmniej część tego komunikatu musi zostać przekazana, właśnie te emocje – zaznaczyła.

Praca tłumacza na żywo – koncentracja, odpowiedzialność i różne mózgi

Zupełnie inaczej swoją metodę opisuje Michał Gałkowski, który otwarcie mówi o odcinaniu bodźców i automatyzmie pracy przy tłumaczeniu Donalda Trumpa. Dla niego kluczowe jest "wyłączenie myślenia", by nie zgubić strumienia wypowiedzi.

- W momencie, w którym tłumaczę Trumpa, to odcinam wszystko i bardzo często zamykam oczy. Ponieważ wiem, że dowolny bodziec, który się pojawi, spowoduje, że ten zupełnie wolno płynący strumień świadomości albo nieświadomości Donalda Trumpa mi się posypie jak domek z kart – przyznał nasz gość.

- Ja bym powiedział, że ta odpowiedzialność faktycznie jest. Natomiast na całe szczęście u mnie poczucie tej odpowiedzialności znika w momencie, w którym wchodzę live na antenę. Gdybym o tym myślał w trakcie, to by mnie to zjadło, po prostu spaliło do zera – podsumował.

Zobacz także: