Gwiazdy

Inna kobieta ma obsesję na punkcie Roberta Janowskiego. Jego żona ujawniła treść listu

Gwiazdy

Autor:
Aleksandra
Głowińska
Mateusz Jagielski/East NewsMonika i Robert Janowscy

Monika Janowska, żona Roberta Janowskiego, w rozmowie z dziendobry.tvn.pl potwierdziła informacje, które pojawiły się w prasie. Stalkerka ich rodziny wróciła i wysyła im listy z pogróżkami. "Robercie, wróciłam. Już wkrótce będziemy razem. Tak jak ci obiecywałam, pozbędę się jej" - pisze psychofanka gwiazdora. 

Robert Janowski od ponad dekady walczy z natarczywą stalkerką. Choć zaczęło się od niewinnej pluszowej maskotki, którą kobieta wręczyła mu w 2011 roku, obsesja na punkcie gwiazdora eskalowała i z czasem przybrała niebezpieczną formę. Kobieta nie tylko zdobyła numer telefonu męża Moniki Janowskiej, ale również śledziła jego rodzinę i wysyłała pogróżki, w których pisała, że "zabije, zlikwiduje i obleje kwasem" jego partnerkę życiową. Psychofanka została skazana za nękanie i trafiła do więzienia. Po zakończeniu kary wyszła na wolność i ponownie zaczęła dręczyć muzyka.

Monika i Robert Janowscy otrzymują pogróżki od stalkerki

Tygodnik "Na Żywo" opublikował na swoich łamach druzgocące informacje o powrocie stalkerki i groźbach wysyłanych pod adresem Janowskich. Te informacje potwierdziła w rozmowie dziendobry.tvn.pl Monika Janowska. Stalkerka odzyskała wolność, a oni utracili spokój, o który walczyli od lat.

- Niestety to wszystko prawda. Jesteśmy tym zmęczeni, ale co mamy zrobić? - pyta Monika Janowska i zdradza kulisy. - Wypuścili ją z więzienia po pół roku. Później była przez kilka miesięcy w szpitalu psychiatrycznym. A teraz nas znalazła. Nie wiem, jak to zrobiła. Nikt nie wie, gdzie mieszkamy.

Jak odróżnić zaloty ze stalkingu?
Jak odróżnić zaloty ze stalkingu?

Okazuje się, że stalkerka już nie tylko dręczy Monikę i Roberta Janowskich w sieci, ale posunęła się o krok dalej.

- Dostajemy nie tylko SMS-y i maile, ale również odręcznie pisane listy. Treść jednego z nich: "Robercie, wróciłam. Już wkrótce będziemy razem. Tak jak ci obiecywałam, pozbędę się jej". List bez znaczka, bez adresu, wrzucony do skrzynki, czyli wie, gdzie mieszkamy. Ma zakaz zbliżania się, ale co z tego? Żeby mogło to być egzekwowane, musielibyśmy zobaczyć, że jest przed domem, złapać za rękę i przytrzymać do przyjazdu policji. Inaczej nikt jej nie udowodni, że przekroczyła dozwolone 100 metrów — mówi Monika Janowska i dodaje:

- Oczywiście ona nigdy nie wchodzi do środka. Zbliża się tylko do furtki, ale my mieszkamy w lesie. To jest dla mnie trochę nie halo, kiedy jestem sama i chcę wyjść na spacer.

Małżeństwo nie zamierza odpuścić i już podjęło pierwsze kroki, by odzyskać upragniony spokój i bezpieczeństwo.

- Zgłosiliśmy sprawę na policję. Teraz jesteśmy na urlopie, ale po powrocie dołączymy resztę materiałów do akt. Mam nadzieję, że policja tego nie zlekceważy i nie będzie czekała, aż coś się stanie.

Zobacz także:

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło zdjęcia głównego: Mateusz Jagielski/East News

Pozostałe wiadomości