Gorące tematy

Wstrząsająca historia. Walczą z córką o opiekę nad wnuczkiem. "Od początku chodzi jej o pieniądze"

Gorące tematy

Autor:
Adam
Barabasz
Źródło:
Uwaga! TVN
Uwaga! TVN. Walka dziadków o 4-letniego Oskara
Uwaga! TVN. Walka dziadków o 4-letniego Oskara
wideo 2/28

Dziadkowie walczą o prawo do opieki nad 4-letnim wnukiem. Zarzucają matce Oskarka, że nigdy nie interesowała się jego losem, a teraz chce zabrać do siebie chłopca ze względu na korzyści finansowe, w tym zasiłek na dziecko. Sprawie przyjrzeli się reporterzy "Uwagi! TVN".

Uwaga! TVN. Dziadkowie walczą o prawo do opieki nad wnukiem

Oskar urodził się ponad 4 lata temu w Wielkiej Brytanii, gdzie razem z rodzicami mieszkała jego 18-letnia wtedy matka. Ojciec chłopca jest nieznany. Jak twierdzą dziadkowie Oskara, to oni i ich młodsza córka zajmowali się chłopcem od narodzin. - Zdjęcie zrobione chwilę po urodzeniu jest jedynym, które udowadnia, że ona jest matką dziecka. Na wszystkich innych jestem ja, Oskar i babcia. Kąpiele i każdą inną rzecz myśmy robili - przekonuje pan Arkadiusz, dziadek chłopca.

- Raz była taka sytuacja, że zapomniałam kupić mu mleko. Wysłałam córkę do sklepu i ona dzwoniła i pytała jakie mleko i jakie pieluszki ma kupić, bo nawet nie wiedziała - mówi pani Monika, babcia chłopca. - Córka miała wtedy inne zajęcia. Ważniejsze byli dla niej chłopacy i koleżanki. Nigdy dziecko - ubolewa pan Arkadiusz.

Kiedy chłopiec miał niecały rok, jego matka wyprowadziła się od rodziców. Jak twierdzą dziadkowie, to wtedy ich córka porzuciła dziecko pierwszy raz. - Powiedziała, że przekazuje go pod naszą opiekę. Obiecywała, że będzie przychodzić. Ale stwierdziła, że się wyprowadzi, żeby spróbować zamieszkać ze swoim partnerem. Staliśmy się wówczas wyłącznymi opiekunami wnuczka - mówi pani Monika.

- Mieszkała kilka ulic dalej, ale trzeba było ją prosić, żeby przyszła do dziecka, nawet nie dzwoniła. Nie było to dla mnie niespodzianką, bo od początku nie miała większej chęci zajmowania się dzieckiem - dodaje babcia chłopca.

Matka Oskara pół roku później rozstała się z partnerem, dla którego zostawiła dziecko. Z całą swoją rodziną przyjechała do Polski. Ale już niedługo potem kobieta wyjechała z powrotem do Wielkiej Brytanii, zostawiając w kraju prawie dwuletniego wtedy syna. - Jak wróciliśmy do Polski, znalazła pracę i mieszkanie, ale oczywiście dziecko zostało z nami. Później okazało się, że zrezygnowała z pracy i wyjechała. A o tym, że wyjechała za granicę dowiedzieliśmy się z SMS-a. Na pytanie co dalej z dzieckiem, napisała: "Oczywiście, że zostaje z wami, dopóki nie ogarnę życia". I tak zostało - mówi pan Arkadiusz.

Dziadkowie jako rodzina zastępcza

W Wielkiej Brytanii matka chłopca związała się z mężczyzną poszukiwanym w Polsce listem gończym za kradzieże i uprawę roślin służących do wyrobu narkotyków. W związku z nowym partnerem kobieta dwa lata temu urodziła drugiego syna.

Niespodziewanie zażądała przejęcia opieki nad Oskarem, dla którego dziadkowie zostali tymczasową rodziną zastępczą. Ich opieka nad wnukiem była dobrze oceniana przez pracowników powiatowego centrum pomocy rodzinie. W kwietniu tego roku kobieta z młodszym dzieckiem przyjechała do Polski i sąd rodzinny zdecydował o przekazaniu Oskara matce na trzy tygodnie. Przez czas próby dziadkowie, w wyznaczonych terminach, mogli odwiedzać wnuka w hotelu, w którym zatrzymała się ich córka.

- Któregoś razu wynikła kłótnia, bo mąż zapytał się o telefon, który przekazaliśmy Oskarkowi. Nie udostępniała mu go, a chcieliśmy, żeby mógł do nas zadzwonić. Uderzyła kilkakrotnie w twarz mojego męża - mówi pani Monika. I dodaje: - Jak ona jest w szale, to nie kontroluje tego, co robi. Mam obawę, że może zrobić krzywdę dziecku.

Kontrowersyjna decyzja sądu rodzinnego

- W momencie kiedy dziecko przebywało pod opieką matki, my jako PCPR, wchodziliśmy do miejsca spotkań i czyniliśmy swoje obserwacje. Te obserwacje są spisane. I one są pozytywne. Takie zostały przekazane do sądu - mówi Monika Rygiel-Gawrońska, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Stargardzie.

Również podczas trzytygodniowego okresu próby, wyznaczonego przez sąd rodzinny, kobieta w obecności dzieci miała pobić swoją młodsza siostrę.

- Oskar zapytał mamę, czy pójdę z nimi. Powiedziała mu, że nie, bo idę na pociąg. Powiedziałam, że nie pójdę dopóki nie przytulę się z dzieckiem. Jak go przytulałam, to Oskarek zaczął płakać. A ona agresywnie wzięła moją rękę. Szarpnęła mnie, szarpnęła za sobą dziecko i popchnęła mnie. Uderzyła mnie dwa razy w twarz. I kopnęła mnie dwa razy w żebro - mówi Sara, siostra matki Oskara.

Nagrania z agresywnym zachowaniem matki dziadkowie przekazali do sądu rodzinnego. Oboje są przekonani, że prawdziwym powodem roszczeń córki do Oskara są oczekiwane przez nią korzyści finansowe. Twierdzą, że głównym źródłem utrzymania kobiety i jej partnera w Wielkiej Brytanii jest zasiłek wypłacany na dziecko.

- Zanim się urodził, utrzymywała się z zasiłku pobieranego z Polski na Oskara. A jak się mały urodził, to zaczęli dostawać pieniądze od państwa. Do czego jest im teraz potrzebny Oskar? Od początku chodzi o pieniądze - uważa pan Arkadiusz.

Jakie są prawdziwe motywy chęci odzyskania chłopca przez matkę i czy naprawdę chce ona zapewnić dziecku dobrą opiekę - o tym chcieliśmy z nią porozmawiać. Reporterka poszła do miejsca, gdzie kobieta mieszka, ale jej nie zastała. Przekazała numer i prośbę o kontakt osobie, która otworzyła drzwi. Matka Oskara nie skontaktowała się.

Po trzytygodniowej próbie pobytu u matki chłopiec wrócił do domu. Ale szczęście jego dziadków nie trwało długo. Tego samego dnia sąd rodzinny zdecydował, że matka przejmuje opiekę nad chłopcem.

Niedługo później, pod domem dziadków, pojawił się kurator i policja. Ten pierwszy miał obiecać dziadkowi, że jeżeli Oskar nie będzie chciał iść do matki, to nie będzie na siłę odbierać dziecka.

Oskar zdecydował jednak, że pójdzie z matką. - Kurator zabrał go podstępem, bo córka obiecała wnukowi, że jutro go przywiezie. To jawne oszukanie dziecka przy kuratorze – mówi pan Arkadiusz.

- Takie zachowanie jest wprowadzeniem małoletniego w błąd. W istocie jest to wyrwanie dziecka z jego środowiska i poczucia bezpieczeństwa. Wyrwanie od osób, z którymi jest najbardziej związany. W mojej ocenie na pewno jest to krzywda dla dziecka – mówi adwokat Krzysztof Kulawiak, pełnomocnik dziadków chłopca.

Czy sąd mógł się w tej sprawie pomylić? - Zawsze w sprawach rodzinnych tak naprawdę skutki decyzji sądu będą widoczne po latach – przyznaje Tomasz Szaj, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie. - To nie jest tak, że wszystkie dowody świadczyły na korzyść dziadków. Nie mogę mówić szczegółów – dodaje Szaj.

Dziadkowie od momentu odebrania im wnuka, mimo wielu starań, nie mają z nim kontaktu. Deklarują jednak, że chcą przed sądem nadal starać się o odzyskanie praw do opieki nad chłopcem.

Cały materiał na stronie programu Uwaga TVN.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor:Adam Barabasz

Źródło: Uwaga! TVN

Źródło zdjęcia głównego: Uwaga TVN

Pozostałe wiadomości