Gorące tematy

Syn Beaty Tadli przeciwny nazywaniu cesarskiego cięcia "wydobycinami". "Mojej mamy mogło z nami już nie być"

Gorące tematy

Syn Beaty Tadli przeciwny nazywaniu cesarskiego cięcia "wydobycinami". "Mojej mamy mogło z nami już nie być"

Fora internetowe dla mam to nie tylko skarbnice wiedzy, ale również miejsca, gdzie hejt leje się szerokim strumieniem. Często złośliwe i krzywdzące komentarze dotyczą kobiet, które urodziły przy pomocy cesarskiego cięcia i ich dzieci. Sprzeciwia się im m.in. syn Beaty Tadli, Jan Kietliński, który przyszedł na świat dzięki zabiegowi CC. - Nikomu nie chciałbym życzyć, żeby przechodził to, co przechodziła moja rodzina. Natomiast chciałbym powiedzieć: "trochę więcej wyrozumiałości, ludzkiego podejścia do życia" - stwierdził.

Syn Beaty Tadli przeciwko krzywdzącym komentarzom na temat cesarskiego cięcia

Niektóre kobiety rodzące siłami natury uważają, że panie mające cesarskie cięcie nie mogą nazywać siebie matkami, ponieważ nie wiedzą co to ból, skurcze i parcie. Mało tego, twierdzą także, że dzieci przychodzące na świat przy pomocy tego zabiegu nie powinny obchodzić dnia urodzin tylko dzień wydobycia.

- Kobiety mające dzieci przez cesarkę nie mogą mówić, że urodziły dziecko. Były w ciąży, ale nie rodziły - możemy przeczytać na jednym z forów dla matek.

- Dla tych, co nie rozumieją słowa poród. Poród to skurcze, parcie, wysiłek, ból, wyczerpanie, wydanie na świat dziecka własnymi siłami. Drogie mamy po CC - nie oszukujcie się i nie pochlebiajcie sobie - dodała inna z forumowiczek.

Takiemu podejściu do sprawy sprzeciwia się syn Beaty Tadli, Jan Kietliński, który przyszedł na świat przy pomocy cesarskiego cięcia. Uważa, że w wielu przypadkach CC nie jest pójściem na skróty. Najlepiej wie to jego mama, która na początku miała rodzić naturalnie, ale po trzech dniach od pierwszych skurczy lekarze zdecydowali się na przeprowadzenie zabiegu. Niestety, w wyniku kilkunastogodzinnej akcji porodowej, organizm znanej dziennikarki był tak bardzo osłabiony, że po CC dostała sepsy.

- To był bardzo ciężki czas dla mojej rodziny, wiem, że wszyscy to bardzo przeżyli, a mamy mogło z nami nie być - powiedział Jan.

Jego zdaniem, dla nikogo nie powinno mieć znaczenia, czy kobieta rodziła naturalnie, czy przy pomocy cesarki, ponieważ najważniejsze jest to, że udało jej się począć i wydać na świat upragnionego malucha.

Jan nie zgadza się również ze stwierdzeniem, że dzieci matek po zabiegu CC powinny obchodzić dzień wydobycia, a nie dzień urodzin. - To jest dla mnie absolutna abstrakcja. Nie wiem, kto wpadł na taki pomysł - powiedział. Dodał także, że sam spokojnie podchodzi do takich złośliwych wypowiedzi, ale wierzy, że innych mogą one dotknąć, szczególnie matki, które musiały mieć zabieg. - To mogłoby wywołać u nich smutek, złość i ja to w zupełności rozumiem, bo takie stwierdzenie jest krzywdzące, nieeleganckie i nie na miejscu. Jestem zniesmaczony tym, że są ludzie, którzy tak myślą.

A co powiedziałby osobom, które wypowiadają złośliwe komentarze względem kobiet po CC i ich dzieci?

- Nikomu nie chciałbym życzyć, żeby przechodził to, co przechodziła moja rodzina. Natomiast chciałbym powiedzieć: "trochę więcej wyrozumiałości, ludzkiego podejścia do życia". Wszyscy oczywiście mamy prawo myśleć tak, jak chcemy, natomiast musimy też wiedzieć, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. Jeżeli nasze twierdzenie mogłoby kogoś bardzo dogłębnie zranić, to uważam, że nie powinniśmy się w ten sposób wypowiadać - powiedział Jan Kietliński.

"Cesarka to wydobyciny" - skąd biorą się takie twierdzenia

Deprecjonowaniu cesarskiego cięcia sprzeciwia się również psycholog Katarzyna Kucewicz. Jej zdaniem, takie krzywdzące wypowiedzi pochodzą od osób, które mają w "naturze szukanie podziałów, porównywanie się z innymi po to, żeby siebie dowartościować i poczuć lepiej". - Jeśli nasz poród był doświadczeniem bardzo ciężkim, to często - żeby podkreślić skalę naszego bólu - potrzebujemy umniejszyć cesarkę. W moim poczuciu, w naszym społeczeństwie istnieje taki przekaz kulturowy, że w życiu ma być ciężko, że życie to ciężka wędrówka i żeby coś osiągnąć, trzeba się napracować. Tylko ciężka męczarnia jest czymś godnym poszanowania - tak myślimy i z automatu dewaluujemy to, co w naszym poczuciu udało się komuś na skróty. To fatalne myślenie - stwierdziła psycholog.

Dodała także, że wbrew stereotypowej opinii CC także jest stresujące i obarczone ryzykiem komplikacji. Długo się też po nim dochodzi do siebie. - Nie jest to zatem droga na skróty. Przykre, że matki matkom, kobiety kobietom tak często wbijają szpile. To element głębszego w moim poczuciu problemu surowego oceniania i dewaluowania macierzyństwa innych kobiet, które jest ostatnio bardzo popularne - na różnych etapach rodzicielstwa od samego poczęcia - powiedziała redakcji dziendobry.tvn.pl, Katarzyna Kucewicz.

Nie trudno się domyślić, że złośliwe oceny dotyczące cesarskiego cięcia sprawiają, iż kobiety, które przeszły zabieg wstydzą się go i uważają się z jego powodu wybrakowane. - Nierzadko mają wewnętrzne poczucie bycia niewystarczającą matką. Dla kobiety takie poczucie jest czymś strasznym, depresjogennym, zabierającym radość z rodzicielstwa - wyjaśniła ekspertka.

"Powinieneś obchodzić dzień wydobycia" - co zrobić, gdy usłyszy to nasze dziecko?

A jak należy się zachować, gdy takie krzywdzące komentarze dotrą do naszego dziecka, które przyszło na świat przy pomocy CC?

- Warto pokazać mu, że to, w jaki sposób osoba przyszła na świat, nie ma żadnego wpływu na to, jakim jest człowiekiem. Można być cudowną osobą z cesarki i pełną jadowitości osobą urodzoną naturalnie - jak widać. Bycie dobrym człowiekiem nie zależy od tego, jak przyszło się na świat, a jak traktuje się drugiego człowieka. To jest prawdziwa miara naszej wartości - tak bym pewnie powiedziała do dziecka - stwierdziła Katarzyna Kucewicz, a na koniec dodała: - Sposób, w jaki przychodzimy na świat nie powinien mieć znaczenia dla nikogo. Jeśli ktoś się na tym bardzo skupia, to oznacza że temat ten jest dla niego samego jakimś głębokim problemem - jego, nie naszym. Myślę, że nasze dzieci nie będą miały z takimi niewybrednymi komentarzami żadnego problemu, jeśli my, dorośli, pokażemy im, że nas one nie ruszają, że na nas nie robią one żadnego wrażenia.

>>> Zobacz także:

Położna to nie pielęgniarka. W czym pomaga kobietom i dlaczego nie zawsze jest łatwo? "Mamy czują się zagubione"

Ma 11 dzieci, a kolejne są w planach. "Nie rozumiem zarzutów. Poświęcam uwagę każdemu"

Jak poprawić florę bakteryjną dziecka urodzonego przez cesarskie cięcie?

Co sądzisz o tym artykule?
81
9
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
1
05.06.2021
Za życiem
Świetnie, że ten młody człowiek nazywa narodziny przez cesarskie cięcie słowami, które nic nie ujmują z tego wspaniałego wydarzenia, które jest przecież niczym jak innym jak ocaleniem życia dziecka, a często i matki, bo przecież taka jest geneza rozwiązywania ciąży przez cesarskie cięcie i takie najczęściej powody jego wykonywania do dziś. Niestety próbując odpowiedzieć na pytanie, dlaczego obecnie próbuje się deprecjonować wydarzenie ratujące życie nadając mu nieeleganckie, niesmaczne nazwy, ten młodzieniec oskarża "tradycjonalizm katolicki", który jakoby występował przeciwko "ingerencji w ludzkie ciało", i to również ma być powodem zakazu aborcji prze KK. Nie dlatego Kościół potępia aborcję, że jest ingerencją w ciało, ale że jest morderstwem. Bóg mówi: "Nie zabijaj" i dlatego Kościół nie może mówić inaczej. Nieustannie przez wieki powtarza i przypomina przykazanie Boga. Z tych samych powodów Kościół katolicki popiera rozwiązanie ciąży przez cesarskie cięcie, ponieważ zabieg ten ratuje życie. I wszelkie działania ratujące życie Kościół popiera. Ten młodzieniec żyje w bańce, do której nie dociera rzetelna wiedza