Gorące tematy

Potrzebowała dializy, ale odsyłali ją od szpitala do szpitala. „Nie ma miejsc dla zarażonych koronawirusem”

"Uwaga! TVN: Potrzebowała dializy, odsyłali ją z kwitkiem. „Nie ma miejsc dla zarażonych koronawirusem”, źródło: x-news.

Setki kilometrów przejechanych w karetce między szpitalami, długie godziny nerwów i niepewności o własne zdrowie i życie. To spotkało 75-letnią, zarażoną koronawirusem panią Danutę, która w związku z chorobą nerek musi być regularnie dializowana.

75-letnia pani Danuta Mortuń z Myszkowa jest zarażona koronawirusem. Zdaniem jej córek, do zarażenia doszło w stacji dializ, którą musi regularnie odwiedzać.

Mama mówiła nam o pacjencie, który jeździł z nią w karetce. Czuł się źle, miał podwyższoną temperaturę i kasłał. Zapewne wtedy doszło do zarażenia mamy

 – mówi pani Urszula, córka pani Danuty

Zaczęły boleć ją stawy. Opisywała to, że czuje jakby ktoś ją powiesił za ręce i nogi. Czuła się bardzo słabo, ale temperatura nie była wysoka 

– dodaje druga córka, Anna.

Koronawirus w stacji dializ

Wśród pacjentów stacji dializ zarażone wirusem zostały jeszcze dwie osoby.

Stan pani Danuty pogarszał się. Kobieta wymagała dializ. Córki 75-latki bezskutecznie próbowały zorganizować pomoc dla cierpiącej matki.

Od kilku tygodni słyszymy zapewnienia, że system opieki zdrowotnej działa poprawnie. Tu, w województwie śląskim nie ma zabezpieczenia medycznego dla pacjentki z COVID-19, która na co dzień jest osobą dializowaną 

– podkreśla pani Anna.

Od szpitala do szpitala po dializę 

Karetka woziła 75-latkę od szpitala do szpitala. Placówki były albo przepełnione, albo nieprzystosowane do dializ osób z koronawirusem.

Jesteśmy przerzucani. Otrzymujemy telefon, że ktoś po mamę przyjedzie, po czym ten transport jest odwoływany. Dla mojej mamy jest to trudna, mocno stresująca sytuacja 

– przyznaje córka pani Danuty.

75-latka nie została przyjęta ani w szpitalu w Tychach, ani w Myszkowie. Jedną z nocy spędziła w karetce zaparkowanej pod szpitalem.

Od lekarzy ze szpitala w Myszkowie usłyszeliśmy, że owszem mama została przywieziona do ich szpitala karetką, ale to nie oznacza, że jest już ich pacjentką. Lekarz dyżurny szukał dla mamy miejsca, próbował coś zorganizować 

– opowiada pani Anna.

Po szesnastu godzinach oczekiwania na dializę, karetka przewiozła panią Danutę ze szpitala w Myszkowie do szpitala w Częstochowie, gdzie lekarz skierował ją do stacji dializ w Zawierciu, czyli tam, gdzie zaraziła się koronawirusem.

Najgorsza jest bezradność. Dzwonimy gdzie tylko się da, słyszymy obietnice, że coś się dzieje, a tak naprawdę jesteśmy w niewiadomej. Nie wiemy, co będzie dalej, gdzie będzie kolejna dializa, co jeśli stan mamy się pogorszy? Dla nas to bardzo ciężki czas

– podkreśla córka chorej.

Aby zrobić dializę przejechała 300 km i dalej nic

Po 24 godzinach walki o życie i przejechanych prawie 300 km pani Danuta trafiła do stacji dializ w Zawierciu. Razem z nią także inny pacjent zarażony wirusem. Niestety, mimo dializy zmarł.

Cały czas jestem spięta. Mam w sobie dużo niepewności i złości. Nie spodziewałam się, że taka sytuacja może nas spotkać teraz, gdy tak dużo mówi się o trosce o drugiego człowieka 

– zaznacza córka pani Anny.

W województwie śląskim dializowanych jest około 2700 osób. Mimo to, żadna ze stacji dializ nie została wyznaczona przez wojewodę, do wykonywania zabiegów pacjentom z koronawirusem, takim jak pani Danuta.

Nie dostaliśmy zgłoszenia od tej pacjentki, że czegoś zabrakło. Problem jest w tym, że od trzech tygodni jest epidemia, na którą nikt nie był przygotowany

– komentuje Alina Kucharzewska, rzecznik prasowy wojewody śląskiego.

Sytuacją na Śląsku zdumiony jest prof. dr hab. med. Ryszard Gellert, konsultant krajowy ds. nefrologii.

Jeżeli dyrektor szpitala ma własny pomysł, konsultant wojewódzki ma inny, a wojewoda jeszcze inny to nic dobrego z tego nie wyniknie 

– zaznacza i dodaje: Wszyscy wiemy, że w szpitalu, o którym rozmawiamy jest stacja dializ, ale dyrektor szpitala zajął stanowisko takie, że są przeszkody organizacyjne by ona działała.

Nie chcę żeby moja mama przez zaniechania ludzkie tworzyła statystykę, bo potem ktoś powie, że mama nie zmarła na COVID-19, tylko na choroby współistniejące. Taki będzie finał tej historii 

– kończy pani Urszula.

Pani Danuta przejechała karetką prawie 500 kilometrów. Ostatecznie dializę przeprowadzono w szpitalu w Starachowicach. Po dwóch tygodniach 75-latka trafiła do szpitala jednoimiennego w Raciborzu, gdzie możliwa jest hospitalizacja osób dializowanych i jednocześnie chorych na koronawirusa. Kobieta czuje się dobrze i jej stan jest stabilny.

Cały reportaż oglądaj na stronie Uwagi TVN.

Zobacz też: 

Szpital w Radomiu stał się największym ogniskiem koronawirusa. Jak do tego doszło? "Nie podjęto żadnych kroków"

Z analogowej zmienia się w cyfrową. Jak dziś wygląda szkoła i co sądzi o niej młodzież?

Wyleczona z COVID-19: "Najgorszemu wrogowi nie życzę tego, co przeszłam"

Źródło: x-news |
Co sądzisz o tym artykule?
72
7
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0