Styl Życia

Jego graffiti zatrzymuje czas w miejscu. "Kiedy kogoś maluję, nadaję bohaterskości tej osobie"

"Sztuka ulicy"

Styl Życia

Jego graffiti zatrzymuje czas w miejscu. "Kiedy kogoś maluję, nadaję bohaterskości tej osobie"

"Sztuka ulicy"

Filip Skont Niziołek to wrocławski artysta znany ze sztuki ulicznej. Jego oryginalny styl da się rozpoznać na pierwszy rzut oka, przechadzając się ulicami miast. Pierwszy raz za puszkę ze sprayem chwycił w wieku 12 lat. - Moje prace są związane lokalne z miastem, z ludźmi - powiedział artysta.

Dziecięca fascynacja graffiti

Artysta pierwszy raz z graffiti miał do czynienia jako mały chłopiec. To wtedy obrazy na murach miast zaczęły robić na nim wrażenie. Nie bez znaczenia okazała się także śmierć ojca. 

- Rok 1996. Zobaczyłem wtedy pierwsze napisy na ścianach. Młoda wyobraźnia, małe dziecko. Miałem 12 lat. Umarł ojciec. Gdzieś musiałem to przelać i tak to się zaczęło - usłyszeliśmy od Filipa Skonta Niziołka. 

Początki nie okazały się łatwe. Każda puszka sprayu była wówczas na wagę złota. 

- Pierwszy malunek wyglądał tak, że zakupiłem 2 czy 3 spraye, wygrzebałem z piwnicy jakieś stare oleje, a potem poszliśmy z kumplem za szkołę. Nie wiedziałem na początku, co tego wyszło. Na drugi dzień, jak to zobaczyłem, byłem kimś. Zaprezentowałem siebie. Później całe osiedle to robiło - powiedział artysta. 

Osiedlowa twórczość 

Przyjaciele Filipa od zawsze podziwiali jego pracowitość i zaangażowanie w pasję. Nie było miejsca na przypadki. Każdy namalowany obraz był procesem twórczym. 

- Każdy z nas coś próbował, nie wszyscy mieli talent. Ja byłem od zniszczeń, aniżeli od sztuki. A Filip miał cały czas dryg do malowania. Jak był spray pod ręką, to był dylemat, czy kupić spray, czy coś innego. To były inne czasy, bo nie było pieniędzy - usłyszeliśmy od osoby z otoczenia artysty. 

- To było to, co ciągnęło mnie w górę, a nie w dół. Trzymałem się tego, bo wiedziałem, że to mnie chroni - dodał od siebie Filip.

Artystyczny wymiar graffiti

Pierwsze prace Filipa powstawały pod wiaduktami i w innych miejscach, które nie były zbytnio uczęszczane przez ludzi. 

- Na początku malowałem farbami ze śmietnika - tym, co było - przyznał artysta. 

Dzisiaj jego prace uchodzą za dzieła. Zwłaszcza wśród ludzi, którzy jak on, zajmują się street artem. 

- Kiedyś to były zwykłe szkice. Zaczynał o graffiti, a dzisiaj żeby zacząć projekt, najpierw lepi go w glinie - powiedział nam Maciej Ptak, przyjaciel Filipa. 

- Tam, gdzie jestem, tam maluję. Moje prace są związane lokalne z miastem z ludźmi. Portret to dla mnie ważna część pracy. Miasto to dla mnie ludzie, a nie instytucja. Kiedy maluje kogoś z mojego rzeczywistego życia, nadaje bohaterskości tej osobie. To dzieło przestrzeni, czy ono coś zmienia, czy porusza, czy zadowala. A może zatrzymuje ten czas, który już wiem teraz, że umyka- dodał Filip. 

Dziewczyna wrocławskiego artysty ulicznego jest dumna z jego pasji. Z podziwem patrzy na każdą prezentowaną przez niego pracę. 

- W Filipie urzekło mnie to, że jest wrażliwy. Ma ogromne serce. Jest bardzo dobrą osobą. Kiedy się spotykaliśmy zaprosił mnie, żebym zobaczyła jego pierwsze prace. On tym żyje. Więc nie wyobrażam sobie, żeby przestał to robić - zdradziła nam Karolina Banasik, dziewczyna Filipa. 

Zobacz też:

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Reporter: Tomasz Brzoza
Co sądzisz o tym artykule?
86
8
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0