Jego serce zatrzymało się na 48 minut
Daniela Müller był na granicy życia i śmierci. Jak wspomina dzień, kiedy jego serce stanęło?
- To był dzień jak co dzień. Byłem w pracy, a potem wracaliśmy z kolegą do domu. I w pewnym momencie serce stanęło - powiedział Müller. - Czułem wcześniej symptomy, jakieś duszności, przełykałem powietrze. 2-3 miesiące wcześniej już takie symptomy były, aczkolwiek nie dopuszczałem do głowy tego, że coś mi się dzieje złego. Bo człowiek był młody, 28 lat. Ciężko jest stwierdzić, co się może dziać. Zmęczenie, stres, wszystko ma wpływ, więc to odpuściłem. No i wtedy, jak mi serce stanęło, to już wyjścia nie było - przyznał Daniel.
Mężczyzna przez ponad 3 tygodnie był w stanie śpiączki farmakologicznej.
- Jak się obudziłem i dotarło do mnie, co się wydarzyło, to nie było fajnie. Przestałem chodzić, przestałem mówić. To jest straszna praca, żeby w ogóle cokolwiek powiedzieć, nauczyć się mówić na nowo. Przy tak długim zatrzymaniu akcji serca, jak u mnie, to wszystko padło. Niedotlenienie mózgu robi swoje. Nogi mam bardzo słabe, muszę uważać, jak chodzę, bo nie czuję stóp. Mam zaburzone czucie. (...) Udało się do takiego stanu dojść, że porozumiałem się komunikatywnie, chodzę - podkreślił gość Dzień Dobry TVN.
Łańcuch przeżycia zwiększa szanse na uratowanie człowieka
Daniel dopiero po kilku latach od feralnego dnia zaczął sobie przypominać, co się wydarzyło. Natomiast przebieg zdarzenia dobrze pamięta Piotr Pietrzkiewicz, który mu wówczas towarzyszył.
- Wracaliśmy razem z pracy, jak to zwykle bywa. Jeździliśmy razem samochodem. Raz jechał on, raz jechałem ja. Tym razem ja byłem kierowcą. Może nawet i dobrze. Nagle Daniel powiedział: "Jezus!" i chwycił się za klatkę piersiową. Zaczął tak ciężko oddychać, jakby się krztusił, dusił. Pomyślałem, że może żartuje. Ale to było tak, że z każdym oddechem było coraz płycej i gorzej. Więc zadzwoniłem na 112. Powiedziałem, gdzie jestem, co się stało. Starałem się gdzieś zatrzymać samochód w bezpiecznym miejscu. Wysiadłem, zacząłem prosić kogoś o pomoc. Na szczęście ktoś tam stanął. Ja w tym czasie poszedłem z drugiej strony i wyciągnąłem Daniela z samochodu. On już był nieprzytomny, bo po prostu sunął się na fotelu - relacjonował Piotr.
Pietrzkiewicz zaczął resuscytować kolegę aż do przyjazdu karetki. Daniel Müller podkreślił, że lekarze dawali mu promil szans na przeżycie.
- W medycynie się mówi o takim czymś jak łańcuch przeżycia. U mnie to zadziałało perfekcyjnie. Od samego rozpoznania przez kolegę co się dzieje. Zaczął reanimację. Przyjechała karetka, gdzie też pani doktor, która przyjechała na to zdarzenie, nie poddała się w tej walce. Bo jak ktoś tyle nie żyje, to teraz pytanie, czy go ratować, czy nie. (...) Pani doktor podjęła decyzję, że się nie podda. Jestem jej bardzo wdzięczny. No i potem w szpitalu pojawiła się diagnoza, że jestem chory na bardzo rzadką chorobę zespół Brugadów. Jest to rodzaj arytmii. Choroba, która się wcześniej nie ujawniła. We wcześniejszych zapisach EKG tego nie widać. (...) Stres, zmęczenie, nawet stres pozytywny, alkohol, to wszystko się może połączyć i tę chorobę wywołać. I u mnie się to właśnie tak stało. Zespół Brugadów spowodował to zatrzymanie serca - wyjaśnił gość Dzień Dobry TVN.
Dalszą część rozmowy można znaleźć w materiale wideo.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Zbadali mózgi umierających osób. "Odkrycia są ekscytujące"
- Oszukał przeznaczenie aż 3 razy. Czy istnieje słynny "tunel do światła"?
- Przeżył śmierć kliniczną: "Atmosfera w mojej rodzinie diametralnie się zmieniła"
Autor: Justyna Piąsta
Źródło zdjęcia głównego: Michał Woźniak/East News