Pierwsze spotkanie z polską zimą: szok, którego nie da się zapomnieć
Dla Adriany Goulart, która przyjechała do Polski z Brazylii, zima okazała się doświadczeniem, którego nie da się porównać z niczym innym.
- Przyjechałam w listopadzie. To był ogromny błąd. W Polsce była taka zima jak teraz. Pierwszy raz wyjechałam z kraju i tam było chyba plus 32 stopnie. Kiedy samolot zaczął lądować, ja już miałam stres. Myślałam: "Gdzie tu jest zieleń? Co to jest?". No to był ogromny szok, ale przyjęli mnie bardzo cieplutko, bo Polacy są cudowni. Wtedy teściowa zaproponowała mi taki płaszczyk. A ja byłam w piątym miesiącu ciąży i pamiętam, że na drugi dzień patrzyłam przez okno i było tak pięknie, jak teraz: słońce, piękne niebo i pomyślałam: "Kurczę, damy radę". I wyszłam na zewnątrz, a okazało się, że ja nawet nie mogłam oddychać, bo moje płuca nie były przyzwyczajone do takiego zimna. Było ślisko, ja się poślizgnęłam i leżałam, nie mogłam wstać - wspomina w Dzień Dobry TVN Adriana.
Z Angoli do Polski: od tropikalnego upału do śnieżnych zasp
Podobne przeżycia miał Ernesto Bumba, który do Polski przyleciał z Angoli - kraju, gdzie śnieg jest zjawiskiem praktycznie nieznanym. Dla Ernesto śnieg był początkowo fascynującą nowością, jednak z czasem stał się jednym z najbardziej wymagających elementów polskiego klimatu.
- Ja przyleciałem z Angoli do Polski 12 lat temu w listopadzie. I tak samo jak Adrianę mnie spotkało zimno. A pierwsza rzecz, jaką zrobiłem, gdy wychodziłem z Okęcia, to pojechałem do Złotych Tarasów i poszedłem do sklepu narciarskiego, żeby kupić takie grube kurtki narciarskie i rękawiczki. (...) Ja się nie przyzwyczaiłem do tego śniegu. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem śnieg, to był pierwszy i ostatni raz, kiedy miałem taką radość, że zobaczyłem śnieg. Taką radość widzę teraz u moich dzieci - komentuje Ernesto.
Australijskie małżeństwo i zderzenie z sześcioma miesiącami polskiej zimy
Gary i Rebecca Rollans przyjechali do Polski z Australii. Choć w ich ojczyźnie można znaleźć ośnieżone góry, codzienność małżonków wyglądała zupełnie inaczej.
- Przyjechaliśmy do Polski jakieś 15 lat temu z Australii. Mieszkaliśmy na wschodnim wybrzeżu. Australia jako kraj jest bardzo duża i u nas jest śnieg w górach, ale my mieszkaliśmy w klimacie subtropikalnym. A więc mieliśmy do czynienia raczej z palmami, mango, awokado, a nie ze śniegiem - tłumaczy Gary.
- Kiedy przyjechaliśmy do Polski, to nastąpiło 6 miesięcy śniegu, -22 stopnie, więc to był szok. A ponieważ zajmujemy się końmi, trudno jest przebywać na zewnątrz ze zwierzętami. I to było dla nas największym problemem. W tym momencie w Australii są rekordowo wysokie temperatury. Prawie 50 stopni i to jest oczywiście ekstremalna różnica - dodaje Australijczyk.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Bezalkoholowy grzaniec, czyli rozgrzewający, zimowy napój dla wszystkich. Jak go zrobić?
- Polski podróżnik zmarł w tajemniczych okolicznościach. Zmierzał rowerem do najzimniejszego miejsca na świecie
- Jak odpalić samochód na kable. To wiedza przydatna każdemu kierowcy, zwłaszcza zimą
Autor: Berenika Olesińska
Źródło zdjęcia głównego: Michał Wójcik/East News