Razem z Ukrainą

A gdyby stanął twarzą w twarz z Ukrainką, co by jej powiedział? Wyznania Rosjanina

Razem z Ukrainą

Autor:
Berenika
Olesińska
Ciemna twarz kobiety i ciemna twarz mężczyzny z flagą Rosji

Od 24 lutego zastanawiam się, co czuje Jan Pashkovitch. Kim jest? W obliczu wojny nikim ważnym. Nikim, kto ma na nią wpływ i nikim, kto się na niej zna. Nikim, kto ma z nią bezpośrednią styczność, ale kimś, dla kogo konflikt narodów jest też konfliktem w rodzinie. Spróbowałam wejść w głąb jego duszy i usłyszeć, jakie słowa kieruje w myślach do rosyjskiego żołnierza, a jakie do ukraińskiej uchodźczyni. Dałam mu głos. Bo od 24 lutego zastanawiam się, co czuje Rosjanin, który mieszka w Polsce.

Ten tekst jeszcze kilka dni temu miał zupełnie inny wydźwięk. Zanim wypłynęły zdjęcia z masakry w Buczy i w Borodziance, Janek był w stanie podać do wiadomości publicznej swoje prawdziwe nazwisko. Teraz poprosił, bym zmieniła je na podobnie brzmiące, ale inne. Przekazana z najdrobniejszymi szczegółami, a następnie skrupulatnie spisana bardzo ciekawa historia jego rodziny przegrała nierówną walkę z klawiszem Backspace. Było mi żal, gdy przez kilka minut znikały stąd litery - jedna po drugiej, a każda z nich to przecież dowód naszych rozmów.

Pashkovitch zrezygnował ze snucia opowieści o trudnym dorastaniu na obczyźnie i ksenofobicznym prześladowaniu, którego w latach 90. doświadczył w Polsce. Zrezygnował też z mówienia o nastrojach panujących na Krymie tuż po aneksji półwyspu. Był tam, więc dużo widział i dużo słyszał, a jego obserwacje mijają się z narracją, którą znamy. Chciał o tym wspomnieć, ale już nie zamierza, bo jak twierdzi, w świetle ludobójstw i zbrodni wojennych dokonanych w Ukrainie, przedstawianie jakiejkolwiek innej perspektywy zostałoby odebrane jako tania próba wybielania agresora. A o wybielaniu agresora (broń Boże!) nawet nie myśli.

- Wiesz, jakbym się czuł, gdybym teraz zaczął gadać i żalić się, jak mi to nie jest ciężko od 24 lutego i jak było, gdy kiedyś pluli na moją rodzinę z balkonów? Jak Mel Gibson na tym zdjęciu, a Chrystus to Ukraina - trafnie spostrzegł mój rozmówca i zamknął temat.

Wojna w Ukrainie jednak wybuchła. "To był szok"

Pamiętam, jak w grudniu, tuż przed mikołajkami, w knajpie na Marszałkowskiej, między piwem a piwem zażartował: "Zobaczymy, co zrobicie, gdy moi po Was przyjdą". Moi, czyli Rosjanie. To naprawdę był wyjęty z kontekstu żart, przysięgam. Pewnie tych słów nawet nie pamięta. Umknęły mu w gąszczu à la rasistowskich dowcipów, które opowiada koledze Żydowi i tych à la homofobicznych tekstów adresowanych do przyjaciela geja. Ot, czarny humor i gołębie serce niezwykle otwartego i tolerancyjnego człowieka.

Przeczuwał, że wybuchnie wojna w Ukrainie? Od tygodni przeczuwał to każdy, kto bez naiwności spojrzał na kłamliwą twarz Władimira Putina. On jednak tę naiwność w sobie miał. Utracił ją dopiero 24 lutego. To wtedy powiedział mi: "Skończyło się". Skończył się świat, do którego przyzwyczailiśmy się przez ostatnich kilkadziesiąt lat. Świat, za którym uronił łzę, choć męska duma nie pozwala mu o tym głośno mówić. - Wstyd. Przez pierwsze cztery godziny czułem wstyd, że jestem Rosjaninem, ale szybko sobie uświadomiłem, że moja rosyjskość nie jest równoznaczna z putinowością. Poczułem bardziej wstyd, że poniekąd usprawiedliwiałem politykę Putina. To znaczy wiedziałem, że robi złe rzeczy, ale Rosja jest federacją, tam demokracja nie przechodzi, a Putin jest twardą osobą z twardą ręką na właściwym miejscu. Ale jak zobaczyłem te bomby spadające na Ukrainę, poczułem wstyd za swoją wcześniejszą postawę i za to, że żyłem w złudnym przekonaniu, że ta agresywna polityka Putina nigdy nie rozleje się poza granice. To był szok, że wojna wybuchła na taką skalę. Że robi to mój kraj - słyszę od Jana Pashkovitcha.

Wojna w Ukrainie

Ewakuacja dzieci z Charkowa
Ewakuacja dzieci z Charkowa Dzień Dobry TVN
wideo 2/16

"Mój kraj" - słowa, które padły, w tym całym tragizmie sytuacyjnym wybrzmiały w ustach prawdziwego patrioty jeszcze bardziej przejmująco niż zwykle. Pytanie tylko, czy Rosjanina mieszkającego od ćwierć wieku w Polsce rzeczywiście można nazwać patriotą. Jeżeli określamy tak osobę, która szanuje dobytek i kulturę swojego narodu i w każdym możliwym momencie próbuje go bronić, to tak - Janek jest wierny ojczyźnie. Ale przede wszystkim własnym wartościom, bo w jego przypadku identyfikacja narodowa przyszła z czasem, po dość długich rozmyślaniach, wielu doświadczeniach i rozłamach świadomościowych.

Przyszedł na świat w połowie lat 90. w Moskwie. Gdy miał dwa lata, przeprowadził się wraz z rodziną do Polski. To nie był przypadkowy kierunek. Jego ojciec Gustaw jest Polakiem (urodzonym na Kresach Wschodnich, które przed 1939 r. wchodziły w skład II Rzeczpospolitej). 16-letni Gustaw opuścił dom w Białorusi, by kształcić się pod Kijowem. Następnie przeprowadził się do Moskwy, gdzie poznał swoją miłość i partnerkę na całe życie - pochodzącą z Krymu Wierę. Matka Janka to stuprocentowa Rosjanka.

Kto ty jesteś... - Polak czy Rosjanin?

To pytanie zadawał sobie od najmłodszych lat. Został Janem, ponieważ jego mama była zakochana w Janku Kosie z serialu "Czterej pancerni i pies". Został Pashkovitchem, bo urzędniczki w biurze paszportowym niewłaściwie przepisały litery z cyrylicy. Brzmi światowo, ale prawda jest taka, że nazwisko Paszkowicz po ojcu Polaku, jakkolwiek niezapisane, ma tyle wspólnego z Rosją, ile Kowalski czy Nowak z Brazylią. Został Rosjaninem dla Polaków, został Polakiem dla Rosjan. Kim więc tak naprawdę jest?

- W dzieciństwie, jeszcze przed podstawówką, chciałem poczuć, że jestem jakiś. Albo Rosjanin, albo Polak. Jak byłem w Polsce, to mówili mi, że jestem Ruskiem, Ruskiem, Ruskiem, Ruskiem. Więc pomyślałem sobie: "Ok, to jestem Ruskiem w takim razie". A później był taki moment, że pojechałem do Rosji na jakiś czas i tam cały czas słyszałem: "Polak, Polak, Polak, Polak". To rozwaliło mi głowę - przyznaje.

Argumentem mojej mamy, gdy nie zgadzamy się w jakimś politycznym temacie, jest to, że nie mieszkałem w Rosji i że nie wiem, jak tam jest. Może ma w tym trochę racji, ale wierzę w coś takiego jak DNA, które kreuje charakter. Poza tym wychowanie w domu miałem typowo rosyjskie, z krwi i kości. 

Prób identyfikacyjnych podjął wiele. Nie pamięta konkretnego momentu, w którym nastąpił przełom. Jako mały chłopiec przez dwa, a może nawet trzy lata nie chciał używać języka rosyjskiego. - Czułem taki wku*w na ten język. Miałem wstręt do niego. To było dla mnie piętno wstydu, że jestem Rosjaninem - mówi z największą i bolesną szczerością. Emocjonalna dojrzałość i doświadczenia nauczyły go jednak, by nie patrzeć na siebie przez pryzmat narodowości. Na jakiś czas wyparł wewnętrzną potrzebę utożsamiania się z kimkolwiek i czymkolwiek. Teraz mówi wprost: "Jestem Rosjaninem, jestem obywatelem Rosji". Logiczne, w Polsce przecież nie ma nawet praw do wyrobienia dowodu osobistego. Od ćwierć wieku funkcjonuje tutaj wyłącznie z numerem PESEL i kartą stałego pobytu.

Nie ukrywa, że kultura i mentalność wschodnia jest mu o wiele bliższa niż zachodnia. - Tutaj postrzeganie rzeczywistości bazuje na filozofii postgreckiej. Tutaj najważniejsza jest logika. A ja mam bardzo często tak, że w decyzyjnych kwestiach nie myślę głową, tylko kieruję się impulsem i zrywem uczuć. To według mnie cecha charakterystyczna Rosjan - wyjaśnia. Nie zmienia to faktu, że Janek potrafi odnaleźć się w bardzo liberalnym, artystycznym środowisku, w którym obracał się przez ostatnich sześć lat. Wciąż usilnie wierzy, że jeszcze wielu jego rodaków nie uległo kremlowskiej propagandzie, dlatego poprosił mnie, bym wyraźnie zaznaczyła, że ROSJA ≠ PUTIN.

Wojna w Ukrainie - konflikt w sercu, rozłam w rosyjskiej rodzinie

Jan wspiera Ukraińców. Był na dworcu we Wrocławiu, gdzie masowo przyjeżdżają uchodźcy. W Warszawie pomagał koleżankom przygotowywać jedzenie dla ofiar wojny. W mediach społecznościowych udostępniał ogłoszenia o poszukiwaniu mieszkań dla ukraińskich matek z dziećmi. Zdradza Rosjan? Rzeczywiście raz przeszło mu to przez myśl, gdy przeczytał, że produkty, które miał nabyć, zostaną przekazane ukraińskim żołnierzom. To było dla niego trudne doświadczenie. - Zrobiłem te zakupy dla nich, ale miałem poczucie winy, że ludzie, którzy zabijają Rosjan, dostaną ode mnie te batoniki. Rozumiem, że Rosja jest agresorem, ale wciąż to mi się gryzło. Nie miałbym problemu, gdyby to poszło dla ofiar wojny albo ukraińskich uchodźców. Nie dla żołnierzy. Ale mimo tych myśli kupiłem - potwierdza.

Gdy usłyszałam to wyznanie, wyobraziłam sobie gros Polaków, którzy snują domysły: "Miał wyrzuty sumienia? Czyli nie potrafi stanąć po właściwej stronie..." Potrafi. Tyle że jako prawdziwy patriota podkreśla, że nigdy nie będzie strzelał do własnej, rosyjskiej flagi. - A do polskiej? - zapytałam wyłącznie dla zachowania pozorów, bo doskonale znałam odpowiedź. Żałuję tylko, że nie usłyszycie jego głosu. Słowa pisane nie oddadzą nawet 20% emocji. To prywata, ale właśnie w tym momencie naszej rozmowy w moim oku zakręciła się łza.

- Oczywiście, że nie strzelałbym do flagi polskiej. Rosja to jest identyfikacja osobista, pewna przestrzeń, która jest wyłącznie moja, do której w Polsce poniekąd tylko ja mam dostęp, co mnie wyróżnia. To jest miejsce w duszy, w którym czuję się bezpiecznie, do którego zawsze mogę wrócić mimo wszystko. I do niego nie będę strzelał.

Ale miejsce, w którym są moi przyjaciele, moi najbliżsi, ludzie, których kocham, abstrahując od rodziny, to jest właśnie flaga polska. I tym bardziej nie mógłbym do niej strzelać, bo wyobrażam sobie bomby, które spadają na moich bliskich. Tak samo zabijałbym część siebie, strzelając do flagi rosyjskiej, jak zabijałbym część siebie, strzelając do flagi polskiej. To nie polega na tym, że jeżeli identyfikujesz się z jednym narodem, to przestajesz się identyfikować z drugim. 

Wojna obudziła w nas uśpione pokłady empatii. W obliczu kryzysu humanitarnego każdy pomaga na tyle, na ile może. Jawne wspieranie Ukraińców to nie bułka z masłem, szczególnie gdy jest się Rosjaninem, a znaczna część rodziny wyraża proputinowskie poglądy. Co prawda, siostra cioteczna Janka od strony ojca, mimo że jest Białorusinką, przeprowadziła się do Polski, a jej mąż transportował ukraińskich uchodźców z granicy. Ale mieszkająca na Krymie siostra cioteczna od strony matki w pierwszym dniu inwazji uznała, że najlepszym rozwiązaniem konfliktu będzie kapitulacja Kijowa. Co więcej, w opozycji stoją również kuzyni matki Janka. To rodzeni bracia. Obaj urodzili się na Krymie, obaj są wojskowymi - jeden jest lekarzem, drugi pracuje w lotnictwie. Jeden wyfrunął z domu rodzinnego i zamieszkał w Rosji, a drugi studiował na uniwersytecie w Ukrainie. Jeden jest Rosjaninem, drugi Ukraińcem. - W tym momencie oni nie mogliby konfrontować swoich poglądów. W tym momencie musieliby się legalnie zabić, bo trwa wojna - objaśnia Pashkovitch.

Gdy żołnierze Władimira Putina najechali na Ukrainę, Janek w geście solidarności z napadniętym krajem opublikował na Facebooku niebiesko-żółtą flagę. Pochodząca z Krymu rodzina nie widziała tego "zdradzieckiego" ruchu. - Wujek jest tak mocno proputinowski, że gdyby się dowiedział, to by się naprawdę wku***ł. Wydaje mi się, że nawet nie wpuściłby mnie do domu. Na pewno ta wojna przenosi się na front rodzinny. Widzę ten podział - uświadamia sobie. 

Ukraina

Wojna rozdzieliła ich z bliskimi
Wojna rozdzieliła ich z bliskimi Dzień Dobry TVN
wideo 2/5

Janek nie ma złudzeń. Władimira Putina nazywa mordercą i dyktatorem, ale jednocześnie chce pokazać, że świat nie jest czarno-biały. Objaśnia rozumowanie swojej matki Rosjanki, która kiedyś uległa kremlowskiej propagandzie, a teraz nie widzi żadnego usprawiedliwienia dla działań Putina. Ona nie chce tej wojny. W Ukrainie ma wielu znajomych, a jedna z jej koleżanek uciekła przed rosyjskimi bombami z Charkowa. 

- Wiem, że mamę to dużo kosztuje. Krwawi jej serce. Ona identyfikuje się bardzo z Rosją i identyfikowała przez dłuższy czas z polityką Putina. Wydaje mi się, że dla niej ta sytuacja to kubeł zimnej wody. Miałem z nią przełomową rozmowę. Powiedziała mi: "Janek, posłuchaj mnie, ale już nigdy do tego nie wracajmy. Nie chcę mówić o wojnie, bo jest mi trudno. Nie wierzyłam, że coś takiego może się stać i czuję się w tym momencie oszukana na wszystkich płaszczyznach”. Powiedziała, że chce, żeby ta osoba zeszła z prezydenckiego stołka. Że ta osoba jest odpowiedzialna za tyle krwi i zła - wspomina Pashkovitch.

Rosjanin nie taki zły, jak go malują? Rosyjska opozycja prosi Zachód o wsparcie

Ten wątek miał być odczarowaniem mitu złego Rosjanina, ale w świetle ostatnich wydarzeń w Ukrainie już na wstępie trudne zadanie okazało się zupełnie niemożliwym do zrealizowania. Wojskowi zabijają bezbronnych cywili, urządzają masowe egzekucje ukraińskich mężczyzn, gwałcą kobiety i bombardują schrony, w których przebywają dzieci. W rosyjskiej telewizji aż kipi od nienawiści do Zachodu. Padają przerażające słowa o zmieceniu Warszawy bronią jądrową w 30 sekund. Na Arbacie, czyli na głównej ulicy w centrum Moskwy, handlarze zachęcają do zakupu t-shirtów z literą "Z" - symbolem rosyjskiej inwazji. Nie możemy też pomijać faktu, że według najnowszych sondaży Centrum Lewady, czyli rosyjskiej, niezależnej, pozarządowej organizacji badawczej i socjologicznej, od dnia wybuchu wojny w Ukrainie poparcie obywateli Rosji dla Władimira Putina wzrosło o kilkanaście punktów procentowych. Wcześniej wynosiło ono około 71%. Dziś, po ponad 7 tygodniach inwazji, 83%. Zjawisko dla nas niepojęte, ale jednocześnie wytłumaczalne. Kremlowska propaganda robi wszystko, by winą za wszelkie niedogodności gospodarcze i ekonomiczne, które spadły na Rosjan, obarczyć wyłącznie Zachód. Żeruje na poczuciu jedności narodu w przeciwstawianiu się rzekomej rusofobii. Jak z tym walczyć?

Nie mamy wielu narzędzi, bowiem prezydent Federacji Rosyjskiej zadbał o to, by zarówno jego sympatycy, jak i przeciwnicy zostali odcięci od niezależnych mediów. Drakońskie kary nakładane na dziennikarzy i aktywistów za rozpowszechnianie niezgodnej z kremlowską polityką narracji, potrafią skutecznie odstraszyć najodważniejszych głosicieli prawdy. Ci, którzy pozostali w Rosji na polu bitwy z dezinformacją, są prawdziwymi bohaterami. Z pewnością o wiele mniejszymi niż ukraińscy żołnierze, ale to właśnie oni swoją postawą mimowolnie odczarowują mit złego Rosjanina, podejmując ostatkiem sił heroiczną bitwę z systemem.

- Co my, na Zachodzie, możemy robić? Wspierać rosyjskie kanały opozycyjne. Pokazywać, że ludzie, którzy przeciwstawiają się w Rosji Putinowi, nie są sami. Nie ujednolicać wszystkich Rosjan - tłumaczy Jan Pashkovitch.

Dmitrij Iwanow to 22-letni student Wydziału Matematyki Obliczeniowej i Cybernetyki Uniwersytetu Moskiewskiego oraz specjalny korespondent serwisu działającego na rzecz ochrony praw człowieka zaprava.ru. Na Telegramie publikuje antyputinowskie treści i walczy o wolność słowa w swoim kraju. Wspiera antywojenne akcje. Działalność społeczno-polityczną rozpoczął w 2017 roku, kiedy po raz pierwszy pojechał na wiec przeciwko korupcji ówczesnego premiera Dmitrija Miedwiediewa. Brał udział w protestach organizowanych przez Aleksieja Nawalnego. - Byłem na nich kilka razy zatrzymywany. Stworzyłem własny kanał w sieci (link TUTAJ), na którym te wiece relacjonowałem - początkowo anonimowo. Po groźbach ze strony sił bezpieczeństwa postanowiłem skontaktować się z dziennikarzami i ujawnić swoją tożsamość. Od tego czasu prowadzę kanał we własnym imieniu - mówi otwarcie podczas naszego wywiadu, choć każdy udzielany zagranicznym mediom wiąże się dla niego z ryzykiem. Za głoszenie prawdy na Telegramie otrzymał już od zwolenników Putina wandalską zapłatę. Na jego drzwiach pojawił się namalowany białą farbą napis: "Nie zdradzaj ojczyzny, Dima" opatrzony literą "Z". Kolega Dmitrija został pobity pod własnym domem.

W porównaniu z obrazami wojny te zdjęcia nie robią żadnego wrażenia. Ale warto pamiętać, że Dima, jego kolega, opozycyjni aktywiści i ponad milion innych osób podpisało się pod słowami jednej z antywojennych petycji:

- Apelujemy do wszystkich rozsądnych ludzi w Rosji. Przeciwstaw się wojnie. Zrób to chociażby po to, by pokazać całemu światu, że w Rosji byli, są i będą ludzie, którzy nie zaakceptują podłości władz. (...) Oficjalna kremlowska retoryka głosi, że wojna odbywa się w „samoobronie”. Ale historii nie da się oszukać. My, zwolennicy pokoju, działając w imię ratowania życia obywateli Rosji i Ukrainy:

  • Ogłaszamy początek formowania się ruchu antywojennego w Rosji i popieranie wszelkich pokojowych form protestów antywojennych;
  • domagamy się natychmiastowego zawieszenia broni przez siły zbrojne Rosji i ich natychmiastowego wycofania z terytorium suwerennego państwa ukraińskiego;
  • za zbrodniarzy wojennych uważamy wszystkich, którzy podjęli decyzję o rozpoczęciu działań wojennych w Ukrainie.

Ci ludzie myślą podobnie jak my, choć są Rosjanami. Chcą przerwać koszmar wojny. - Zdecydowana większość dobrze wykształconych osób nie popiera tego szaleństwa. Widziałem ankietę wśród studentów MIPT (Moskiewski Instytut Fizyki i Technologii). 85% ludzi jest przeciw wojnie, 9% za. W moim środowisku, w pracy, na uczelni, w rodzinie widzę mniej więcej ten sam obraz. Ale to jest Moskwa. Mówią, że w małych miasteczkach i na wsi sytuacja jest odwrotna, gdzie wielu wierzy w propagandę i popiera wojnę - twierdzi Iwanow. Dmitrij ma nadzieję na rozłam w elitach. Na przewrót w wierchuszce. Powodzenie protestów zwykłych obywateli jest wręcz niemożliwe. Oni wychodzą na ulice jedynie dla uspokojenia własnych sumień. By nie wstydzić się milczenia.

Polskie gwiazdy wspierają Ukrainę

Daniel Olbrychski dla Ukrainy
Daniel Olbrychski dla UkrainyDaniel Olbrychski
wideo 2/5

Niektórzy protestują i trafiają do więzienia, inni się boją. Nie wyrażają głośno własnego zdania w obawie przed represjami. Można zarzucić im tchórzostwo, ale niekoniecznie sympatyzowanie ze zbrodniarzem wojennym. - Chciałbym, żeby Polacy mieli świadomość, że Rosjanin jest pod kremlowskim jarzmem. Gdzie ma się podziać, jeżeli z jednej strony ma but Putina, a z drugiej będzie widział niechęć Zachodu do zwykłego obywatela? - pyta Jan.

Chyba jedyne, co można zrobić w Polsce, to wytłumaczyć ludziom, że Rosja ≠ Putin. Widziałem już, że w Europie rzucano różnymi przedmiotami w samochody z rosyjskimi numerami rejestracyjnymi – a przecież mogą to być ludzie, którzy wyjechali z Rosji właśnie z powodu niezgody z reżimem Putina. 

Idealnym podsumowaniem przekazu moich rozmówców z Rosji jest fragment przemówienia Joe Bidena z 26 marca sprzed Zamku Królewskiego w Warszawie. - Czy można się dziwić, że 200 tysięcy Rosjan opuściło swój kraj w ciągu jednego miesiąca? (...) Wy, naród rosyjski, nie jesteście naszymi wrogami - głosił prezydent USA. Zło, które wyrządzają Rosjanie, zapisuje się na kartach historii i jest tragedią dla milionów ludzi. Nie da się tego zrozumieć i wybaczyć, ale nienawiść do rodaków oprawców niestety nie rozwiąże problemu, a może go nawet pogłębić.

Przesłanie Rosjanina do...

Poprosiłam Jana Pashkovitcha, by skierował "kilka słów do...". By zwerbalizował myśli. By zdobył się na krótkie przesłanie, podziękowanie bądź apel. A to wszystko adresowane do konkretnej strony wojny. Zaczęliśmy od ukraińskiego żołnierza.

Dzięki niemu odzyskałem wiarę w wartości dzisiejszego świata. Naprawdę myślałem, że świat jest już tak przeżarty konsumpcjonizmem, że taki heroizm nie będzie mieć miejsca. Chciałbym mu powiedzieć, że podziwiam go za upór i poświęcenie. Bardzo dużo ludzi walczy, choć mogliby uciec, więc dziękuję im za wzorzec prawdziwej odwagi i za wartości, które reprezentują, stawiając swoje życie na szali. 

Poszliśmy o krok dalej, ale następny etap był znacznie trudniejszy, najbardziej intymny. - Co powiedziałbyś ukraińskim matkom, które uciekają przed Rosjanami z maleńkimi dziećmi na rękach? - wybrzmiało. Na odpowiedź czekałam bardzo długo. Nie jestem w stanie zliczyć wszystkich "nie wiem", które padły.

Od godziny odbija mi się echem to pytanie. Mógłbym mówić, że dla mnie to jest najgorsze, co może się stać, kiedy bezbronne istoty niemające jeszcze świadomości, jaki świat jest okropny, ponoszą tego konsekwencje. Nie wiem, nie wiem… Co mam powiedzieć? Że jest mi przykro? Mam im powiedzieć, że miałem nadzieję, że to, co się dzieje, już nigdy się nie wydarzy? Że mam nadzieję, że to nigdy nie będzie zapomniane? Że mam nadzieję, że ludzkość się czegoś nauczy przez to, co one czują, przez ten ból? Dla mnie one walczą bardziej niż żołnierze, którzy są na froncie, bo ich jedyną bronią jest miłość do dziecka. I one będą walczyły do końca. Do ostatniej kropli swojej krwi, kiedy zobaczą zło, które dzieje się ich dziecku.

- Chciałbym, żeby wiedziały, że nie są same. Chciałbym dać im siłę. Chciałbym, żeby nie zapominały o tej miłości, o tym, że wciąż będzie świat po tym koszmarze, który prędzej czy później się skończy. Żeby nie traciły nadziei. Ale to są truizmy - takie coś, co jak siedzisz w bunkrze i to słyszysz, boli milion razy bardziej.

- Truizmy, ale lepiej je mówić, niż milczeć, prawda? - dopytałam.

- Tak, trzeba być odpowiedzialnym za milczenie - przytaknął Janek.

- To dlaczego Rosjanie milczą? Jedni ze strachu, a inni?

- Duży wpływ na to ma rosyjska duma - ocenił.

- Więc wyobraź sobie, że stoi przed Tobą zwykły Rosjanin, Twój rodak. Chcesz mu coś przekazać? - kontynuowałam z nieukrywaną ciekawością.

- Chciałbym, żeby schował tę dumę do kieszeni i powiedział sobie: "Tak, byłem oszukiwany przez cały ten czas przez Putina". Żeby nie próbował sam siebie okłamywać. Bo jeżeli to jest kwestia “tylko” propagandy, to wierzę, że kiedyś jakoś będzie się można do Rosjan dostać. Blokowany jest Internet, Instagram, Facebook - ok, będzie ciężko, ale jakoś się ta informacja dobije. Oni zobaczą kiedyś tę prawdę.

Ale najgorszy będzie moment, w którym oni zobaczą tę prawdę, zobaczą tę krew i wciąż nie będą wierzyć. Bo nie propaganda będzie ich okłamywać, tylko oni sami siebie będą okłamywać, bo nie będą chcieli wypić tego nawarzonego piwa i przyznać: "Nie widziałem tego" i wziąć odpowiedzialności za milczenie. Za to, że nic nie zrobili, kiedy mogli. 

- Oni nie zrobili nic, a rosyjski żołnierz? Ten 20-letni, który gwałci dzieci i odcina im uszy? Co powinien usłyszeć?

W odpowiedzi już nie wybrzmiała wcześniej obecna nutka smutku. Szorstki głos Janka unosił się z każdym słowem, z każdą wyraźnie i wolno wypowiadaną samogłoską. Rozrywał go ból, gniew i rozgoryczenie.

- Chciałbym mu powiedzieć, że w dzisiejszych czasach osiągnęliśmy pewne wartości. Coś, co zostało okupione krwią. Bardzo dawno. Chciałbym mu powiedzieć, że nie ma żadnego moralnego poparcia w tym, co robi. Łatwo powiedzieć: “To była przysięga wojskowa, przysięga narodowa. Musiałem to zrobić”. Tak, musiał. Tam jest cały system, który ich trzyma.

- Ale to prezydent najbardziej odpowiada przed narodem. Pierwsze, co robi po wejściu na szczebel, to składa przysięgę, którą od kilkunastu lat ten pie*dolony ch*j łamie. Więc dlaczego zwykły żołnierz ma jej dochować? Dlaczego? Chciałbym, żeby rosyjski żołnierz otworzył oczy i zobaczył, po której stronie jest wróg - zagrzmiał i zakończył tę emocjonalną podróż.

Jakiś czas temu, już po wybuchu wojny, spotkał w barze przypadkowego Ukraińca i zaczął go przepraszać. Za co? Za to, czego nie zrobił, ale za to, co robi jego kraj. Ukrainiec wyrzekł się nienawiści, choć miał idealną okazję, by dać upust emocjom i strzelić "wrogowi" w twarz jak Will Smith Chrisowi Rockowi na Oscarach. Zamiast tego rzekł: "Stary, to nie jest Twoja wina. Sam fakt, że jesteś Rosjaninem, o niczym nie świadczy". Nie świadczy, bo człowiek to człowiek - indywidualny, niepowtarzalny, złożony z wartości i doświadczeń byt. Nie naród. Nie ideologia. Chwała Ukrainie!

Niezależne rosyjskie kanały informacyjne polecane przez Dmitrija Iwanowa:

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor:Berenika Olesińska

Źródło zdjęcia głównego: Ryan McVay/Getty Images

Pozostałe wiadomości