Razem z Ukrainą

"Siła jest kobietą". Pomoc Ukrainie wciąż jest potrzebna. "Myśmy egzaminu jeszcze nie skończyli"

Razem z Ukrainą

Autor:
Dominika
Czerniszewska
Pomoc Ukrainie

Przez pierwsze tygodnie Polki i Polacy ochoczo angażowali się w pomoc Ukrainie. Szybko padło określenie: "Zdaliśmy egzamin". Jednak inwazja rosyjska wciąż trwa, a sił i ochoty do wsparcia uchodźców wojennych z dnia na dzień ubywa. O mądrej pomocy w cyklu "Siła jest kobietą" rozmawiam z Małgorzatą Wojtyniak.

Siła jest kobietą: Każda jest inna. Każda wyjątkowa. Każda ma różne cele i marzenia, inną historię do opowiedzenia. Łączy je jedno. Bohaterki tego cyklu udowadniają, że siła jest kobietą.

Małgorzata Wojtyniak jest literaturoznawczynią i historyczką kultury. Ukończyła Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Od 2009 roku jest członkinią Laboratorium Sofía Casanova Ośrodka Badań nad Tradycją Antyczną (później IBI UW, aktualnie Wydział "Artes Liberales" UW). Prowadzi zajęcia poświęcone literaturze, historii kultury oraz dziedzictwu UNESCO w Hiszpanii, a po godzinach działa jako wolontariuszka w jednej z hal, w której przebywa tysiące osób uciekających przed wojną w Ukrainie.

Zobacz wideo: Wojna w Ukrainie

Wojna w Ukrainie

Ewakuacja dzieci z Charkowa
Ewakuacja dzieci z Charkowa Dzień Dobry TVN
wideo 2/16

Długofalowa pomoc Ukrainie

Dominika Czerniszewska: Polacy ochoczo ruszyli z pomocą Ukrainie. Wielu z nich zaprosiło uchodźców wojennych pod swój dach. Sęk w tym, że po przeszło trzech miesiącach, część jest już zmęczona tą sytuacją.

Małgorzata Wojtyniak: To zupełnie normalne. Pomaganie to forma wchodzenia w relację z człowiekiem. Można to robić świadomie, a można – mówiąc potocznie - w coś się władować. W lutym wszyscy mogliśmy się łudzić, że przyjmujemy gości na chwilę. Dziś, po trzech miesiącach czujemy, że znaleźliśmy się w sytuacji, na którą nie do końca się przygotowaliśmy, np. własne dzieci umieściliśmy w jednym pokoju i po paru tygodniach one zaczynają nas pytać: "Mamo, dlaczego nam to robisz?". To wywołuje starcia pomiędzy członkami rodziny oraz rodzi napięcia między polską a ukraińską rodziną. Dlaczego o tym mówię? Dlatego że pomaganie, chociaż jest działaniem asymetrycznym z natury rzeczy, to zawsze te relacje dotyczą więcej niż jednej osoby. Jeśli komuś pomagamy, to zmienia się świat nie tylko osoby potrzebującej, ale też tego, kto pomaga. Ta zmiana niestety nie zawsze jest korzystna. Bo jeżeli nasza pomoc jest nieumiejętna, to mogą ucierpieć obie strony.

To może prowadzić do konfliktów...

Tak, ale konflikty, to forma problemów, które można rozwiązywać doraźnie. Natomiast, jeśli osoba, która otrzymuje pomoc źle zrozumie zasady działania otaczającego go świata i sobie wyrobi zupełnie błędny pogląd na siebie, swoją sytuację, otoczenie, to za chwile będzie oczekiwać rzeczy, których nie może otrzymać i nikt nie chce jej dać. Z drugiej strony, kiedy my się z całego serca zaangażujemy, ale nie mamy wsparcia albo wiedzy lub doświadczenia, to bardzo łatwo jest o zniechęcenie. Niestety człowiek wykształcił różne mechanizmy radzenia sobie z dyskomfortem. Kiedy nasza pomoc zostanie źle wykorzystana albo jeśli się bardzo staraliśmy i nie udało się pomóc, to wtedy zupełnie nieświadomie zachodzą procesy oceny sytuacji tak, by utrzymać pozytywny obraz nas samych albo drugiej osoby. To jest bardzo ciekawe zjawisko, bo jeżeli nam to pomaganie nie wyjdzie, to albo bardzo silnie będziemy odczuwać poczucie winy, albo w drugą stronę – odczuwać zniechęcenie wobec uchodźców czy otoczenia. Takie naginanie rzeczywistości przez nasz umysł jest całkowicie normalnym działaniem i ono nam pomaga zachować równowagę. Dlatego tak bardzo potrzebna jest wiedza i samoświadomość, rozmawianie o tym w gronie przyjaciół, sąsiadów, a nawet ze specjalistą. Pomagać trzeba mądrze. Mądra pomoc to nie to samo, co szczery zapał serca.

Jak mądrze pomagać uchodźcom z Ukrainy?

Nie tak dawno rozmawiałam z ekspertką z Polskiej Akcji Humanitarnej, która podkreśliła, że w pomaganiu najważniejsze jest to, by wychodzić z potrzeb uchodźców, a nie z własnych. Mam wrażenie, że niektórzy pomagający skupiają się na tym, by zaspokoić własne sumienie.

Jeśli poczujemy się lepiej, że komuś pomożemy, to nie ma w tym nic złego. Natomiast ważne jest, by korzystać z wiedzy, wsparcia i pracować nad samoświadomością po to, by zrozumieć to, o czym pani mówi. Czemu potrzebujemy pomóc drugiej osobie? Zasadniczo dlatego, że kiedy ona poczuje się lepiej, to my również się poczujemy lepiej. Oczywiście, niektórzy mają tak, że ostatecznie chodzi wyłącznie o nich samych, ale w tej sytuacji, w której się znajdujemy, kiedy "wszystkie ręce na pokład" są potrzebne, to nic nie szkodzi. Natomiast kto gotów jest do refleksji, może się zastanowić nad tym, co tak naprawdę popycha go do pomocy. Samoświadomość jest nam potrzebna również do tego, żebyśmy ocenili nasze chęci i możliwości. Następnie szukali dobrych, wypracowanych rozwiązań i dzięki temu czuli się pewniej w tym, co robimy. Jeśli tak się stanie, to będzie łatwiej nam stawiać zdrowe granice.

Co kryje się pod pojęciem "zdrowych granic"?

To jest kolejny bardzo ważny temat. Te granice są teraz tak samo potrzebne Polakom, jak i Ukraińcom. Z jednej strony mamy osoby niezwykle zagubione, nierozumiejące swojej sytuacji albo statusu, które wiedzą, że szybki powrót do swojego kraju jest niemożliwy. Codziennością takich osób jest niepewność i strach o bliskich. Z drugiej strony, mamy też grupę cwaniaków i pieczeniarzy, z którymi trzeba możliwie delikatnie, ale bardzo skutecznie sobie radzić, ponieważ oni zabierają pomoc dla tych, dla których za chwilę tej pomocy nie starczy. Mało tego spotykamy się z ludźmi wdzięcznymi i takimi, którzy żyją w głębokim przekonaniu, że w obecnej sytuacji wszystko im się należy.

Czasem trudno jest jednak odróżnić te dwie grupy.

Mądre pomaganie jest podobne do mądrego wychowania. Chroni obie strony przed nadużyciami, ale w perspektywie to ma prowadzić do tego, żeby ten, komu teraz pomagamy, mógł sobie kiedyś sam radzić i w najlepszym przypadku był też gotów pomóc innym. Jeśli jego sytuacja ulegnie poprawie, to, żeby był samodzielny i otwarty na świat. Tu pojawia się pytanie, czy pomagając Ukraińcom, możemy aspirować do takich celów? Nie wydaje mi się, żeby to była kwestia aspiracji, tylko rozumienia wachlarza możliwości, który jest na stole. Chodzi o przyjmowanie ludzi w taki sposób, żeby to ich wzmocniło.

Żeby dać wędkę, a nie rybę?

Czasami ryba jest potrzebna, kiedy ktoś jest bardzo głodny i trzeba go nakarmić. W jednym ze zgromadzeń mówi się, że do trzech dni jesteś gościem, a potem stajesz się już domownikiem. Inaczej przyjmujemy gościa, po którym zmywamy naczynia, a inne są obowiązki współlokatora. Chcemy uniknąć tego zagrożenia, że goście z Ukrainy staną się podobni do roszczeniowych klientów opieki społecznej.

W jaki sposób możemy uchronić się przed niekorzystnym scenariuszem?

Na pewno jasne zasady gry – czy przyjmujemy gościa do domu, czy centrum pomocy. Jeśli znajdzie się w hali dla uchodźców, to powinien otrzymać informację, na co może liczyć i z czym musi się liczyć. Brak zasad w halach dla uchodźców oraz przyjęcie gościa do domu bez jasnej rozmowy, ile czasu może zostać - zawsze obraca się przeciwko obu stronom. Przykładów nie trzeba podawać. Internet jest ich pełen.

Należy pamiętać, bardzo dużo Ukraińców staje wobec wyzwań, których nigdy nie podejmowali. Proszę sobie wyobrazić, że są uchodźcy, którzy po raz pierwszy odbywają samotną podróż albo pierwszy raz w życiu wyjechali ze swojego rodzinnego miasta. Nagle, by otrzymać świadczenia albo udać się gdzieś dalej, muszą wypełniać dokumenty, muszą szukać dojazdu do jakiegoś miejsca. To są zadania, które wszystkim nam, mieszkańcom dużego miasta, wydają się oczywiste. Natomiast dla kogoś mogą stanowić barierę zupełnie nie do przełamania.

Niestety często o tym zapominamy… Mimo to w przestrzeni publicznej podkreśla się, że jako Polacy zdaliśmy egzamin z pomagania. Co Pani sądzi na ten temat?

Dopóki sytuacja na granicy polsko-białoruskiej wygląda tak, że po lasach błąkają się uchodźcy, to Polska powinna mieć kaca moralnego. Być może sytuacja z Ukrainą dała szanse ludziom do poprawienia nieświadomie własnego obrazu. Ponieważ pomoc ta jest łatwa i bezpieczna w porównaniu z tym złożonym zadaniem, jakim było przybycie uchodźców z obcych krajów, ściągniętych w dodatku w dwuznacznych okolicznościach przez Kreml i Białoruś. To oczywiście jest bardzo trudna sytuacja, ale nie wypadliśmy w niej dobrze. Wsparcie Ukrainy pewnie pomoże części Polakom poprzeglądać się w lustrze wiadomości zagranicznych, posłuchać materiałów, które mówią o tym, jak wspaniale zdaliśmy egzamin. Myśmy egzaminu jeszcze nie skończyli.

Przed jakim wyzwaniem teraz stoimy?

Najważniejszym naszym zadaniem jest podtrzymanie gotowości i otwartości na udzielenie pomocy. Nawet wtedy, kiedy ona będzie przekraczała już ten czas gościnności, na który byliśmy gotowi. Na początku wiele osób powtarzało, że to nie jest sprint, a maraton. Potem niektórzy twierdzili, że to jednak Runmageddon, a teraz wydaje się, że sytuacja przybiera jeszcze inny kształt. Musimy przygotować się na emocje negatywne, które będą się pojawiać w sposób uzasadniony, ale również mogą być sztucznie wzbudzane w sposób celowo kierowany. Rosjanom nie udało się w Polsce na razie skutecznie zarzucić zamęty propagandowej. Natomiast osobiście obawiam się lipca i tych dat związanych z kulminacją zbrodni wołyńskiej. Bo to będzie pożywka do rozmów, które moim zdaniem w tej chwili są nie na miejscu.

Usłyszałam, któregoś dnia w radiu bardzo mądrą wypowiedź. Ta osoba zastanawiała się, po co teraz rozmawiać o krwawej przeszłości, jeśli Ukraińcy powierzyli nam ponad 2 mln swoich żon i dzieci. Czy to zaufanie nie jest największym przełomem w naszej wspólnej historii? Uważam, że czas na debatę historyczną będzie wtedy, kiedy my naszych gości odwieziemy do Ukrainy i pomożemy im się oswoić z nową sytuacją. Wówczas będziemy mogli zająć się rzeczami tak złożonymi, jak historia i przeszłe motywacje. Rozmowa teraz, o tym, co się zdarzyło dawno temu, nie wiem, czemu i komu miałaby służyć. Udowodnieniu Ukraińcom czego? Nie uważam, żeby wojna, żałoba, trauma i zaburzenia posttraumatyczne były okolicznościami właściwymi do przemyśleń i partnerskiej debaty. Jeżeli ktoś ma takie ambicje, to po prostu sam nie rozumie złożoności sytuacji. Myślę, że jeśli coś jest teraz naprawdę ważne, to przygotowanie się na to, żebyśmy uczynili z tego nieszczęścia, którego jesteśmy świadkami nową, dobrą kartę historii stosunków polsko-ukraińskich. I to zadanie zaczyna się teraz.

Zobacz wideo: Pierwsza ukraińska szkoła dla dzieci, które uciekły przed wojną

Pierwsza ukraińska szkoła dla dzieci, które uciekły przed wojną
Pierwsza ukraińska szkoła dla dzieci, które uciekły przed wojną Źródło: Dzień Dobry TVN

Masz ciekawą historię do opowiedzenia? Chcesz zostać bohaterką cyklu Siła jest kobietą? Napisz do mnie: dominika_czerniszewska@discovery.com

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz też:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor:Dominika Czerniszewska

Źródło zdjęcia głównego: NurPhoto/Getty Images

Pozostałe wiadomości