Moda i Uroda

Film o pracy krawcowych domu mody Dior. "Każdej sukni pilnowało dwóch ochroniarzy"

Moda i Uroda

Autor:
Sabina
Zięba
Reporter:
Artur Zaborski
Wielka moda od podszewki
Wielka moda od podszewki Dzień Dobry TVN
wideo 2/14

Film "Z miłości do mody" od 25 lutego gości w polskich kinach. Pokazuje kulisy tworzenia projektów w pracowni krawieckiej jednego z największych domów mody. W produkcji wykorzystano autentyczne kreacje Diora. Niektóre zapierają dech w piersiach.

O czym jest "Z miłości do mody"?

Sylvie Ohayon to francuska reżyserka i scenarzystka, której najnowsza produkcja "Z miłości do mody" weszła właśnie na ekrany kin. Choć opowiada w niej o domu mody Dior, nie koncentruje się na wielkiej modzie i projektantach, ale osobach, które są na drugim planie. W filmie poznajemy bowiem historię głównej krawcowej marki, która pragnie zakończyć swoją karierę w wielkim stylu. Ostatnia nadzorowana przez nią kolekcja ma być ukoronowaniem jej dotychczasowych dokonań. Pewnego dnia poznaje zbuntowaną, młodą dziewczynę, w której dostrzega modowy talent. Od tej pory ich losy się splatają.

- Zawsze interesowali mnie zwykli, prości ludzie. Tacy za kulisami. Sama pochodzę z właśnie takiej biednej rodziny. A to, co odkryłam, to to, że krawcowe w tych pracowniach są naprawdę dumne z tego, co robią. One szyją te wszystkie suknie i całkowicie poświęcają się tworzeniu tego piękna. (...) Kreacje, które szyją, traktują jak swoje dzieci. Stawiają je na stole i podziwiają - opowiadała Sylvie Ohayon w Dzień Dobry TVN.

Praca krawcowej domu mody

Reżyserka "Z miłości do mody" ma informacje, jak wygląda praca krawcowych Diora, ponieważ weszła z kamerą do prawdziwego atelier. Choć chciała wówczas porozmawiać ze szwaczkami, one powtarzały, że nie mogą, ponieważ muszą szyć. Wtedy jednak odkryła, że czują wielką dumę z wykonywanej pracy, a niektóre wykonują ją już od 40-50 lat. Współpracownice traktują jak swoją rodzinę. Jedzą także wspólne posiłki w małej kuchni, mimo tego że dom mody płaci za możliwość jedzenia na mieście.

- Projektant haute couture całkowicie im ufa i im wierzy, ponieważ to one szyją te stroje. Widziałam takie dokumenty, gdzie krawcowe mówiły Lagerfeldowi, że nie można czegoś zrobić w ten sposób, bo strój będzie za ciężki i nie będzie można się w nim ruszać. On się z nimi zgadzał. (...) W swoim filmie wykorzystałam tylko stroje Diora. Spotkaliśmy się z Diorem i poprosiliśmy o wypożyczenie strojów. Jedna z sukni była warta 400 tys. euro. Nie wolno nam było nawet jej dotykać. Każdej sukni pilnowało dwóch ochroniarzy. Ciągle chodzili wokół nich - zdradziła Sylvie Ohayon w naszym programie.

Zobacz także:

Autor:Sabina Zięba

Reporter: Artur Zaborski

Źródło zdjęcia głównego: Roger Do Minh/LES FILMS DU 24/Dzień Dobry TVN

Pozostałe wiadomości