Gwiazdy

Antek Smykiewicz o trudach podróży powrotnej z wakacji życia: „Czuliśmy się, jakbyśmy przemycali narkotyki, a nie chcieli wrócić do domu.”

Gwiazdy

Antek Smykiewicz o trudach podróży powrotnej z wakacji życia: „Czuliśmy się, jakbyśmy przemycali narkotyki, a nie chcieli wrócić do domu.”

To miała być jedynie dwutygodniowa podróż poślubna Antka Smykiewicza i jego żony Justyny. Pandemia zweryfikowała te plany i małżonkowie dopiero po ponad trzech miesiącach wrócili w końcu do Polski. Jak wyglądał ich powrót do domu?

Antek i Justyna Smykiewiczowie już w Polsce

Podróż po Azji dla Antka i Justyny Smykiewiczów miał być przygodą życia. Gdy wyjeżdżali, nie spodziewali się, że dwa tygodnie zmienią się w ponad trzy miesiące. Wszystko przez pandemię koronawirusa, która dopadła ich w trakcie wypoczynku. Ta historia ma jednak happy end i małżonkowie są już bezpieczni w Polsce. Jak wyglądały ich próby powrotu?

Wszystko zaczęło się od tego, że zostały zamknięte granice wszystkich krajów, państw ościennych, czyli Wietnamu i Tajlandii. Nie wiedzieliśmy, jak długo te granice będą zamknięte, więc czekaliśmy na jakąkolwiek informację, kontaktowaliśmy się z ambasadami polskimi, różnymi instytucjami, które mogły nam pomóc

- wspominał wokalista.

Niestety działania pary nie odniosły sukcesu i utknęli w Kambodży.

Antek Smykiewicz i przeprawa z biletami

Z czasem w Kambodży zniesiony został stan wyjątkowy i możliwe było poruszanie się po kraju. Zaczęły się też pojawiać loty, jednak często bywały odwoływane, zaś bilety na nie bardzo drogie – nawet 4000 euro za osobę. Antek i jego żona bali się więc ryzykować, jednak w końcu postawili wszystko na jedną kartę.

W momencie, kiedy pojawił się taki lot, który faktycznie nasi przyjaciele sprawdzili, że się odbywa, udało nam się zakupić te bilety

- zdradził Antek.

Z Kambodży mieli polecieć do Frankurtu w Niemczech (z przesiadką w Seulu). Stamtąd do Berlina mieli ich zawieźć znajomi ich przyjaciółki, a tam oboje planowali już wyjazd autobusem do Warszawy. Niestety zaczęły się schody i jeszcze na miejscu wylotu musieli udowodnić służbom lotniskowym, że nie planują zostać w Niemczech. Sam bilet z Berlina do Polski nie wystarczał, a nie mieli jak udowodnić, że do tego miasta w ogóle dojadą z Frankfurtu. Piosenkarz musiał więc znaleźć na to sposób.

Trudny lot i kwarantanna

Działania odniosły zamierzony efekt i małżeństwo mogło wylecieć z Kambodży. Oboje zgodnie przyznają, że osoby, które spotkali w drodze powrotnej w samolocie były zmęczone całą sytuacją. Nie panował więc znany wielu podróżującym rozgardiasz.

Wszyscy spali

- nie ukrywała Justyna Smykiewicz.

Po ponad stu dniach małżeństwu udało się w końcu wrócić do domu, gdzie teraz oboje muszą przejść dwutygodniową kwarantannę. Mimo to są zadowoleni, że ich podróż w końcu dobiegła końca.

Cieszymy się, bo jesteśmy w swoim mieszkaniu, ze swoimi rzeczami, ze swoimi zwierzakami

- oznajmił piosenkarz.

Antek Smykiewicz nie martwi się nawet tym, że przez całą sytuację i niedostarczenie materiału wytwórnia rozwiązała z nim kontrakt.

Zobacz także:

Narodziny międzynarodowej gwiazdy. Carla Fernandes wkracza na sceny z nowym utworem „Casual”

Przemierzamy szlaki rowerowe z Mają Włoszczowską. „Kolarstwo górskie jest taką formą medytacji”

Andrzej Supron stresuje się maturą syna. „Mam świadomość, że to jest najważniejszy moment w jego życiu”

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Co sądzisz o tym artykule?
64
6
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
1
07.06.2020
ewciaes
Podziwiam. Byłam na tej wyspie miesiąc wcześniej. Piękna wyspa, ale kilka dni wystarczy żeby odpocząć. Ludzie którzy tam pracowali mówili, że jest bardzo mało turystów w porównaniu do poprzednich sezonów, ale człowiek nie zdawał sobie sprawy, że koronawirus mógłby nas tam zatrzymać przez 3 miesiące.