Gorące tematy

Ratownik medyczny obala mity na temat Covid-19: "Jestem przykładem, że maski działają"

Gorące tematy

Ratownik medyczny obala mity na temat Covid-19: "Jestem przykładem, że maski działają"

Janek Świtała to ratownik medyczny, który na co dzień styka się z pandemią koronawirusa. Dysponuje więc odpowiednią wiedzą merytoryczną, ale i doświadczeniem, które wykorzystuje, obalając krążące po sieci mity na temat Covid-19. Świtała działa na Instagramie jako yanek43. W środowym wydaniu Dzień Dobry TVN opowiedział o swojej misji edukacyjnej. 

Ratownik medyczny obala mity na temat koronawirusa

Janek swoją działalność rozpoczął jeszcze przed pandemią. Wówczas za pomocą mediów społecznościowych informował o problemach służby zdrowia, codzienności pracownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, a także wyjaśniał liczne wątpliwości komentujących. Pokazywał choćby sprzęt, z którego korzystają ratownicy.

Jest dużo rzeczy, o których można mówić w zakresie ochrony zdrowia. COVID to jedynie temat z ostatniego roku

- powiedział w wideorozmowie w naszym programie.

Jakie mity są szczególnie popularne w internecie?

Począwszy od tego, że maseczki powodują grzybicę ust albo spadki saturacji, albo że pandemia jest wymyślona i nie istnieje. Jest, co obalać, niestety

- przyznał.

Najbardziej abstrakcyjny mit, o którym usłyszał Janek?

No właśnie o tych maseczkach, że po 20 minutach tam się jakieś bakterie produkują, że można umrzeć od tego, że my, którzy pracujemy w tych maseczkach, powinniśmy padać jak muchy, że to jest spisek, że te maseczki nie działają. Ja w takich maskach wchodzę do izolatek od marca, no i do tej pory jestem zdrowy, miałem 9 wymazów do tej pory, wszystkie miały wynik ujemny, więc choćby ja jestem przykładem, że te maski działają

- powiedział Janek. Jego stanowisko jest szczególnie istotne, bo Świtała na co dzień ma kontakt z pacjentami, u których potwierdzono zakażenie koronawirusem.

Negatywny wpływ mitów na temat Covid-19

Fałszywe informacje się szerzą, dlatego warto je prostować, a mity obalać. Bo jak stwierdził ratownik, odwracają one uwagę od prawdziwych problemów.

To jest bardzo ważne, abyśmy jako społeczeństwo podporządkowywali się reżimowi sanitarnemu, myli te ręce, bo efekty tych ostatnich miesięcy, gdy te rzeczy zostały poluzowane, my już mamy na SOR-ze i to już widać. Nasz SOR, przynajmniej na moim ostatnim dyżurze, nie miał łóżek, żeby pacjentów przekładać. Niektórzy czekali po 5-6 godzin w karetkach, żebyśmy ich przyjęli

- powiedział Świtała. I dodał, że to jedynie potwierdza, jak niebezpieczne jest poszerzanie mitów i teorii spiskowych.

Ostatnio w internecie pojawiają się głosy, jakoby lekarze otrzymywali dodatkowe wynagrodzenia za wpisywanie choroby COVID-19 jako przyczyny zgonu w aktach zgonu. Prowadzący postanowili zweryfikować te plotki. Ratownik na wstępie przyznał, że to pytanie wciąż wraca.

To pokażcie mi tę rubrykę, gdzie można to wpisać, żeby jakiekolwiek pieniądze dostać, ponieważ ja, za walkę na pierwszej linii frontu, od marca nie zobaczyłem nawet złotówki więcej

- uciął internetowe dyskusje Janek.

W rozmowie z prowadzącymi opowiedział również o datkach, które są ustanowione przez prawodawstwo od dawna. Mowa choćby o pracy z pacjentami z chorobami zakaźnymi (chodzi o chorobę wywoływaną choćby wirusem HIV).

My czegoś takiego nie dostajemy

- dodał.

Ja mam cały czas swoją podstawę plus dodatek z ministerstwa

- podsumował.

Obejrzyj całą rozmowę z ratownikiem i zaobserwuj konto Janka na Instagramie, by być na bieżąco w kontekście informacji, które pojawiają się w sieci, a przede wszystkim ich rzetelności.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Autorem zdjęcia jest @pielegniarka_z_wasem któremu bardzo dziękuję za zdjęcie, bo moim zdaniem doskonale pokazuje sytuację w której się znaleźliśmy. Z ostatniego dyżuru wróciłem wczoraj o 9 rano. Byłbym wcześniej ale po raz pierwszy w życiu zasnąłem w tramwaju i obudził mnie motorniczy na pętli. Od 18:45 do 7:15 zapierdalaliśmy na wysokości lamperii. Karetki czekały po 4-6 godzin na wolne łóżko - które zwalniało się kiedy ktoś szedł na oddział albo został zabrany do innego szpitala. Łóżko po zgonie jest zajęte do chwili przetransportowania zwłok do chłodnii i dezynfekcji. Przerobiliśmy na salę izolacyjną jedną z dwóch sal obserwacyjnych - 15-20 pacjentów z dodatnim wynikiem. Sale reanimacyjne zajęte - 4 pacjentów w stanie ciężkim, dwóch na respiratorze. Pacjent ze śmigła obrabiany (po raz kolejny) na sali zabiegowej gdzie zazwyczaj szyjemy i cewnikujemy. Kilka dni temu nagrywaliśmy materiał dla telewizji. Miała to robić nasza rzeczniczka prasowa szpitala - jest na kwarantannie. Wziąłem go pro do pracy - nic z zarejestrowanego materiału nie nadaje się do publikacji. Nawet ja uważam ten materiał za zbyt drastyczny - a sam brałem udział w tej reanimacji. Taka jest nasza rzeczywistość. Pacjenci którzy trafiają w chwili obecnej do szpitali to ci którzy zarazili się kiedy było 6-8-10 tysięcy zachorowań dziennie. Dziś już 18 tysięcy. Pracujemy w osłabionym składzie - jedna osoba nie podjęła dyżuru ze względu na stan zdrowia. Inna w jego trakcie poszła do domu bo dostała (+) wynik testu. Część personelu jest chora i czekamy aż wyzdrowieją Cudów nie będzie moi drodzy. Trzymajcie się tam cieplutko i dbajcie siebie. Jeśli ktokolwiek chce nam pomóc to niech robi wszystko żeby się u nas nie znaleźć. I tyle.

Post udostępniony przez Janek (@yanek43)

Zobacz także:

Jucelino Nobrega da Luz - jego przepowiednie są znane na całym świecie. Czy wie, kiedy skończy się pandemia?

Trudna decyzja o aborcji. "Przeszliśmy przez piekło"

Strajk kobiet w Polsce. Szymon Hołownia: "Państwo nie ma prawa zmuszać kobiet do heroizmu"

Co sądzisz o tym artykule?
93
9
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0