Styl życia

Selma van de Perre przetrwała pobyt w obozie koncentracyjnym. "Psy miały takie same ubrania jak strażnicy"

Styl życia

Autor:
Magdalena
Brzezińska
Reporter:
Anna Senkara
Mam na imię Selma
Dzień Dobry TVNMam na imię Selma

Selma van de Perre była uczennicą liceum, kiedy wybuchła II wojna światowa. Holenderka żydowskiego pochodzenia musiała zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, które po latach opisała w bestsellerowej książce. W szczerej rozmowie z Anną Senkarą autorka powieści "Mam na imię Selma" opowiedziała o życiu w obozie koncentracyjnym, trudnej zmianie tożsamości i stracie najbliższych, którą boleśnie odczuwa aż do dzisiejszego dnia.

Selma van de Perre - wspomnienie wojny

Selma van de Perre urodziła się w Holandii i właśnie tam spędziła przeważającą część trudnej, naznaczonej wojną młodości. Miała zaledwie siedemnaście lat, kiedy musiała zmierzyć się z niemiecką agresją i antysemityzmem.

Tak naprawdę byłam jeszcze w szkole, w liceum. Moje życie rodzinne było bardzo fajne, miałam dwóch starszych braci i młodszą o 6 lat siostrę. Mój tata nie chciał już być religijny. Wszyscy moi koledzy i koleżanki byli katolikami albo protestantami, byliśmy po prostu przyjaciółmi. Kiedy wybuchła wojna, zmieniło się wszystko. Wezwano mojego ojca. Mówiono, że jeśli mąż stawi się do pracy w obozie, to jego żona i dzieci pozostaną na wolności, więc poszedł do tego obozu na północy Holandii. Wysłali go od razu do Auschwitz. Powiedziałam mojej mamie: "dziś wieczorem po nas przyjdą"

- wspomina 99-letnia dziś Selma van de Perre. W trosce o zdrowie i życie najbliższych, Holenderka postanowiła znaleźć dla nich bezpieczne schronienie. Udało jej się skontaktować z ludźmi, którzy oferowali pomoc dotkniętym prześladowaniami osobom żydowskiego pochodzenia. - Mogli wziąć tylko dwie osoby, ponieważ ta kobieta miała już trójkę dzieci i to było naprawdę niebezpieczne, a w dodatku kosztowało bardzo dużo pieniędzy. Mama i siostra nie przeżyły, bo zostały zdradzone. Wysłano je do Auschwitz i następnego dnia zabito. Myślę o nich codziennie rano, kiedy się budzę i leżę jeszcze przez chwilę w łóżku, zanim znów wstanę - kontynuuje swoją opowieść rozmówczyni Anny Senkary.

Selma van de Perre wstąpiła do ruchu oporu i przyjęła nową tożsamość. Ze względu na zagrożenie, z jakim musieli mierzyć się w tym trudnym okresie Żydzi, była zmuszona zmienić nazwisko i wyprzeć się imienia, które zostało jej nadane przez rodziców. Tak stała się "Margą", czyli Margaretą van der Kuit. - Bardzo się bałam, zwłaszcza na początku. Bałam się nawet spać, żeby przez sen nie powiedzieć do siebie "Selma". Ale potem się przyzwyczaiłam - wspomina bohaterka wojenna i dodaje, że jej sfałszowane personalia były na tyle wiarygodne, że przez długi czas nie budziły podejrzeń niemieckich żołnierzy. Wszystko zmieniło się w 1944 roku. Właśnie wtedy "Marga" została aresztowana, a następnie wysłana do obozu koncentracyjnego.

Selma van de Perre - ocalała z Ravensbrück

Selma van de Perre trafiła do Vught, tranzytowego obozu koncentracyjnego w Holandii. Stamtąd została przewieziona do niemieckiego Ravensbrück. Ten położony niespełna 100 kilometrów na północ od Berlina ośrodek przeznaczony był wyłącznie dla kobiet, umieszczano w nim więźniarki polityczne.

- Kiedy tam przyjechałyśmy, psy miały takie same ubrania jak strażnicy - wspomina bojowniczka ruchu oporu, która w Ravensbrück musiała zmierzyć się z nieprawdopodobnym okrucieństwem niemieckich esesmanów. Każdy dzień spędzony w nazistowskim reżimie pełen był bolesnych doświadczeń, które na stałe zapisały się w pamięci 99-latki.

Selmie van de Perre udało się przetrwać prześladowania i trudny pobyt w obozie koncentracyjnym. Od zakończenia II wojny światowej mieszka w Londynie. Historię holocaustu i niełatwych zmagań wojenną rzeczywistością opowiedziała w bestsellerowej książce "Mam na imię Selma". Autorka podkreśla, że w powieści trudno doszukiwać się żalu, pretensji czy uczucia nienawiści.

- Życie jest najważniejsze. Myślę, że ludzie powinni traktować się z życzliwością, a nie nienawiścią. Nie kłócić się tak szybko, bo z dużych kłótni rodzą się duże bójki, a z dużych bójek - wojny. To straszne, co dzieje się teraz w Afganistanie i w niektórych krajach. Ludzie nie są mądrzejsi i nie nauczyli się wiele z wojny - podsumowuje rozmówczyni Anny Senkury.

Zobacz także:

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz w serwisie Player.pl.

Autor:Magdalena Brzezińska

Reporter: Anna Senkara

Źródło zdjęcia głównego: Dzień Dobry TVN

Pozostałe wiadomości