Gdy miała 39 lat, usunięto jej macicę. "Ta blizna to moje drugie życie"

Styl życia

Aktualizacja:
Boris Zhitkov

Histerektomia to zabieg usunięcia macicy, przeprowadzany w leczeniu chorób nowotworowych, mięśniaków lub innych poważnych dolegliwości kobiecych narządów rodnych. W Polsce każdego roku decydują się na niego kobiety w różnym wieku. Blizna, którą pozostawia na ciele operacja, to wspomnienie bolesnych doświadczeń, ale też obraz imponującej siły i woli życia, czego najlepszym przykładem jest historia 39-letniej Irminy.

Irmina to uśmiechnięta 39-latka, szczęśliwa żona i matka trójki dzieci. Aktywna zawodowo, prowadzi własne studio jogi, oprócz praktyki asan, zajmuje się także treningami pilatesu i masażami. O swojej chorobie dowiedziała się przypadkiem, podczas rutynowych badań kontrolnych, które przeprowadzała u ginekologa.

Usunięcie macicy - decyzja o operacji i strach

Diagnoza lekarska nie pozostawiała złudzeń, w organizmie Irminy wykryto komórki nowotworowe. Niepokojące wyniki cytologii skłoniły ginekologa do zlecenia kolejnych badań. Kolposkopia, badania histopatologiczne, biopsje - to był zaledwie początek trudnej drogi do odzyskania spokoju i zdrowia. Potem pojawiło się skierowanie na operację.

Irmina wyznaje, że nie bała się samego zabiegu. Znała jego specyfikę z doświadczeń swojej mamy, która poddała się histerektomii w wieku 38 lat. Trudniejsze okazało się dla niej ukrywanie prawdy przed dziećmi. Razem z mężem postanowili przez jakiś czas nie wyjawiać córkom szczegółów diagnozy, chcieli oszczędzić im strachu i cierpienia. Do tego dochodziły uporczywe myśli i pytania, które piętrzyły się w głowie kobiety.

Bałam się, że umrę. Bałam się, że to wszystko będzie bardzo poważne. Bałam się wyłączenia z życia zawodowego. Bałam się paskudnie poszytego brzucha. Bałam się o moje życie seksualne. Jest cała masa obaw. Żyjemy w tak dziwnych czasach, że niby mówi się o wszystkim i pokazuje się wszystko, ale jak rzeczywiście jest problem - na przykład taki, że wycinają macicę, to już nikt o tym nie wspomina. Nie mówi się o masie przypadłości, które dopadają kobiety. A przecież to jest takie życiowe

- mówi z nutą rozżalenia w głosie Irmina. Podczas choroby mogła liczyć na wsparcie rodziny, na mamę, która przechodziła przecież taką samą operację, na kochającego męża i jego siostry, które są jej niezwykle bliskie. Miała też u boku trzy wspaniałe córki, chciała patrzeć, jak rosną, być obecna w ich życiu. To wszystko dało jej siłę, zmotywowało do walki. Jednak, jak podkreśla, nie każda kobieta ma tyle szczęścia. A żadna nie powinna być z tym sama i właśnie dlatego warto mówić o tym głośno.

To niezwykle istotne dla kobiet, które są przed lub po takiej operacji, które zostają same z tym wszystkim, nie mają wsparcia od najbliższego otoczenia. Mają paskudne blizny i mierzą się z tym każdego dnia. Cierpią po tak radykalnym zabiegu. I nikt im nie powie, że mogą być smutne, że mogą mieć poczucie straty, że mogą nie być silne i płakać przez tę chwilę. A mogą i mają do tego prawo

- podkreśla 39-latka, wyrażając tym samym nadzieję, że jej historia przyczyni się do wsparcia innych kobiet, które zmagają się z chorobą i niewyobrażalnym bólem, jaki jej towarzyszy.

Histerektomia. Blizna, która zostaje na zawsze

Blizny po operacjach ginekologicznych mogą być obrazem różnych doświadczeń. Niektóre z nich powstają podczas cesarskiego cięcia, są zatem dowodem szansy na szczęśliwe macierzyństwo. Inne, jak te po histerektomii, kojarzą się ze strachem, cierpieniem i głębokim poczuciem niesprawiedliwości. Przypominają o trudnych chwilach, o fizycznym i psychicznym wysiłku, z jakim musiała zmierzyć się kobieta. Jednocześnie są też symbolem siły, udowadniają, że ich właścicielki poradziły sobie z jednym z najtrudniejszych wyzwań, przed jakim może zostać postawiony człowiek. Dla 39-letniej Irminy blizna po operacji to coś więcej.

Blizna to moje drugie życie. Być może nad wyraz to nazywam, ale tak właśnie jest. Badania zrobiłam przypadkowo, ponieważ przez długi czas zwlekałam z ich wykonaniem, zawsze coś stawało na drodze. Nie było terminu, a kiedy już udało mi się umówić na wizytę, zapominałam o niej w natłoku obowiązków. I wreszcie poszłam. I to był idealny czas na to wszystko

- wspomina nasza rozmówczyni. Jak dodaje, miała dużo szczęścia, ponieważ jest już spełnioną matką trzech córek. Operacja dała jej poczucie, że będzie mogła żyć, cieszyć się rodziną, pracą, a przede wszystkim zdrowiem. Zapytana o to, co odebrała jej histerektomia, bez wahania udziela odpowiedzi.

- To jest koniec jakiegoś etapu. Etapu płodności. Ale sama płodność nie świadczy o kobiecości. Bo czym jest kobiecość? Dla każdej z nas to coś zupełnie innego. Ja realizuję się na każdej potrzebnej mi przestrzeni. Nie nadaję magii, jak to nazywam, "mistycznej formy" gniazdu, które mi wycięli. Wycięli i już. Chciałam żyć, chciałam być zdrowa, nie chciałam martwić się każdym kolejnym badaniem - podsumowuje.

Irmina nie ukrywa związanych z chorobą emocji. Na swoich profilach w mediach społecznościowych otwarcie opowiada o tym, co ją spotkało. Szczegółowo opisuje też proces gojenia bolesnej blizny. Jej godna naśladowania postawa może dać nadzieję i siłę wielu pacjentkom, które także stanęły przed obliczem bezwzględnej choroby.

Zobacz także:

Zobacz wideo: Potworniak – zagadkowy nowotwór jajnika

Autor: Magdalena Brzezińska