Gwiazdy

Marianna Gierszewska przez chorobę ważyła 34 kg. "Czułam że umrę. Rozpadał mi się świat"

Gwiazdy

Autor:
Karolina
Kalatzi
Reporter:
Karolina Kalatzi
Wywiad z Marianną Gierszewską o chorobie, stomii i akceptacji
Wywiad z Marianną Gierszewską o chorobie, stomii i akceptacji
wideo 2/6

Marianna Gierszewska, mimo swojego młodego wiek, przeszła już naprawdę wiele. Kiedy miała 15 lat dowiedziała się, że choruje na wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Na początku się bała, ale w końcu zaakceptowała swoją sytuację. Dziś czerpie siłę ze swoich doświadczeń i jest cudowną mamą oraz żoną. W cyklu Karoliny Kalatzi "Intymne rozmowy na dziendobry.tvn.pl" opowiedziała o swojej walce o życie i o tym, jak wiele razy zadawała sobie pytanie, dlaczego to wszystko spotkało właśnie ją.

Wrzodziejące zapalenie jelita grubego

Kiedy jej rówieśnicy zakochiwali się, chodzili na bale gimnazjalne i bawili na imprezach, ona zmagała się z intensywnymi biegunkami i szukała pomocy u lekarzy. W wieku 15 lat usłyszała, że prawdopodobnie choruje na nowotwór. Dla młodej dziewczyny był to ogromny wstrząs.

- Dostaliśmy skierowanie na kolejne badania, badania krwi i kolonoskopię, i się okazało: wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Wtedy się zaczęło, jak to moja mama nazywa, rodeo po szpitalach (...) Biegunek było coraz więcej, krwi było coraz więcej, ja zaczęłam mdleć, zaczęłam tracić wagę w zastraszającym tempie...

W najgorszym momencie, przy wzroście 164 cm ważyła 34 kilogramy. Problemy zdrowotne i leczenie hormonalne sprawiły, że stała się obiektem drwin ze strony rówieśników. Hormony sprawiły, że puchła jej twarz. Wtedy też zaczęły się wyzwiska.

- Podchodzili obcy ludzie w liceum i pytali, czy moja mama ma na nazwisko "chomik" albo czy połknęłam księżyc, albo że wyglądam ja słońce, jak księżyc w pełni. Podeszła do mnie też dziewczyna, którą znałam z gimnazjum i zapytała "A co ci się z twarzą stało" (...) Czułam się gorsza, czułam, że nie zdam, czułam że umrę. Rozpadał mi się świat. Tam nie było miejsca na przyjaźń, nie było miejsca na chłopaków - nawet w pewnym momencie mnie przestali zapraszać na urodziny, na jakiekolwiek szkolne imprezy, bo ja byłam tą, która i tak nie przyjdzie, "ona i tak ma biegunki, ona i tak nie przyjdzie". Miałam takie momenty - nie tyle, że się nienawidziłam - ale nienawidziłam swojego życia.

W wieku ośmiu lat przeżyła rozwód rodziców, w wieku 12 przeszła mobbing w szkole, a w wieku 15 lat dowiedziała się o chorobie, z którą mogła przegrać najważniejszą walkę. Nie wiedziała, co się dzieje, dlaczego to wszystko spotkało ją. Była wykluczona, bo ze względu na swoje schorzenie musiała przejść na indywidualny tok nauczania.

Rodzice i siostra Marianny, Zosia bardzo przeżywali jej problemy ze zdrowiem. - Był taki moment, który był dla mnie trudny, bo był dwojaki. Moja siostra dostała się na shortlistę do Oscara, a ja wtedy byłam w szpitalu i walczyłam o życie, więc masz górę i masz kompletny dół - dwie siostry, na dwóch biegunach... Zawsze powtarzam, że jak choruje jedna osoba, to choruje cała rodzina i tak naprawdę tę traumę, którą myśmy przeszli w związku z moją chorobą, myśmy ją przeszli rodzinnie.

Walka o życie i strach przed stomią

Marianna chciała kochać, podróżować, śpiewać i spełniać się aktorsko. W jej marzeniach nie było miejsca na stomię, ale ze względu na zagrożenie życia musiała poddać się zabiegowi. W szczerej rozmowie z Karolina Kalatzi wyznała, że tak naprawdę nie wiedziała, czym ona jest. Pamięta jednak, że wszyscy przed nią ostrzegali. To był wielki wróg.

- Mój tato się bał, że jak będę miała stomię, to się będę chciała zabić (...). To jest tak ogromny temat tabu, to jest po prostu coś czego ludzie nie znają, co jest trudne, co ludzie ocenią. Młoda dziewczyna, chcąca być aktorką, chcąca działać wśród ludzi, chcąca się kochać, mieć mężczyznę - "Boże dziecko, jak Ty to zniesiesz?!" To była niepewność mojego taty, którą mogę tylko uszanować, ale nie mogłam jej wziąć do siebie, bo bym nie przetrwała tego - powiedziała Marianna Gierszewska.

W przygotowaniach do zabiegu pomagała jej Zosia. - Przed operacją moi rodzice nie zdążyli przyjechać i przyjechała moja siostra, i to ona mnie myła do operacji. (...) Nie wiedziałam, czy się nie widzimy ostatni raz. Cała się trzęsłam. Pamiętam bardzo zimny stół. Miałam połowę włosów na głowie, od dwóch lat nie miałam miesiączki, praktycznie w ogóle nie miałam hemoglobiny, moje życie było w kompletnym rozkładzie.

Marianna jest bardzo szczera ze swoimi odbiorcami, w mediach społecznościowych opowiada im o życiu bez lukru. Pokazuje, że stomia to nie jest koniec świata. Z czegoś, czego wszyscy się bali i przed czym ją przestrzegali uczyniła atut. Stworzyła markę bieliźnianą dla innych stomiczek, uczy kobiety akceptować swoje ciało. Pokazuje, że świat stoi przed nimi otworem.

- Ja na swoją stomię patrzę z ogromną wdzięcznością. Wiem, że gdyby nie ona, to mnie by tu nie było. (...) Miałam godziny, minuty - nie wiadomo było, kiedy to jelito może perforować, wiadomo było tylko, że jest zagrożenie życia. Gdyby nie stomia, mnie by tu nie było. Gdyby nie stomia, nie mogłabym robić tego, co robię dzisiaj. Gdyby nie stomia, nie poznałabym tylu kobiet, tylu historii, opowieści, doświadczeń. Uważam to za ogromny przywilej, że mogę mieć stomię.

Marianna Gierszewska dodała także, że - jej zdaniem - stomia może być seksowana, że może być piękna. - Wszystkie broszurki dotyczące stomii przedstawiają to w taki sposób: "No może trzeba było umrzeć, ale skoro żyjesz i masz to coś, to my ci doradzimy, jak z tym przetrwać" - a ja nie trwam! Ja żyję pełną piersią - robię, to co kocham. Jem to, co chcę. Kocham się jak chcę, gdzie chcę i kiedy chcę, uprawiam sporty, mam pasje, mam psy mam dziecko. Naprawdę można wszystko.

Autor:Karolina Kalatzi

Reporter: Karolina Kalatzi

Pozostałe wiadomości