Gwiazdy

Damian Michałowski miał kolizję. Teraz ostrzega przed złodziejami

Gwiazdy

Autor:
Nastazja
Bloch

Damian Michałowski był niedawno uczestnikiem samochodowej stłuczki. Choć nie była poważna, prowadzącego Dzień Dobry TVN zaniepokoiły "przedziwne" okoliczności. Jak się okazuje, dziennikarz trafił na oszustów.

Damian Michałowski ostrzega przed złodziejami

Damian Michałowski apeluje do fanów o uwagę na drogach. Dziennikarz podzielił się własnym doświadczeniem i opisał, jak obecnie wyglądają na polskich drogach próby kradzieży samochodów. Gdyby nie rozwaga i asertywność Damiana, sprawy mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Co się stało?

- Miałem dziś stłuczkę. Nic wielkiego, ale jednak, bo okoliczności były przedziwne. Dwa samochody niecodziennie zachowywały się na dwupasmówce, na wylotówce z Warszawy. Co chwile zmiana pasów, gwałtowne hamowanie, nagłe przyspieszanie-klasyczne robienie sobie na złość. Jechałem lewym pasem, mijałem jeden z tych samochodów i nagle dostałem strzał w prawy bok. Na szczęście poduszki nie wybuchły i wielkiej szkody nie ma, ale… gdy tylko się zatrzymaliśmy, wysiadło z tych dwóch samochodów kilku obcokrajowców, którzy za wszelką cenę chcieli pojechać do warsztatu naprawić szkodę. Od razu – napisał prowadzący Dzień Dobry TVN na Instagramie.

Dziennikarz zachował zimną krew i pierwsze co zrobił, to zadzwonił na policję. Mężczyźni jeszcze przez długi czas próbowali go namawiać, aby sprawę załatwić na własną rękę.

Nie zgodziłem się i szybko wezwałem policję. Gdy zjechaliśmy na parking obok ulicy, kilka razy próbowali przekonać mnie, że na policję będziemy długo czekać i możemy załatwić naprawę szkody od ręki. Nie zgodziłem się. W pewnym momencie zaproponowali mi, żebyśmy wsiedli do mnie do samochodu, bo jest na dworze gorąco, a u mnie działa klimatyzacja. Nie zgodziłem się. W dosyć jasnych słowa powiedziałem, że będziemy czekać na policję tyle - ile trzeba będzie

Asertywność Damiana spłoszyła podejrzanie zachowujących się mężczyzn. Jeden z samochodów odjechał z miejsca zdarzenia, drugie auto nie miało tyle szczęścia - rozładował się akumulator, więc kierowca został na miejscu. Było trochę nerwów, ale wszystko dobrze się skończyło.

Czas oczekiwania na policję wynosił kilka godzin, jednak Damian podkreślił, że było warto. Dzięki rozwadze i pomocy funkcjonariuszy nie został okradziony.

- Od zgłoszenia zdarzenia do przyjazdu policji minęło ponad 3,5 h - panowie policjanci pojawili się, byli bardzo profesjonalni, mili i sprawę szybko załatwili. Przeprosili, że przyjazd tak długo trwał "ale ludzi do pracy nie ma". Dzielę się z Wami tą historią tak ku przestrodze, bo "na stłuczkę" to jedna z popularniejszych metod kradzieży samochodów. Choć czasami trzeba poczekać na policję, to naprawdę warto - podsumował.

Damian Michałowski ostrzega przed metodą "na stłuczkę"

Pod postem dzienniakarza pojawiło się mnóstwo komentarzy. Znajomi i fani zszokowani sytuacją dziękowali za przestrogę. Głos zabrał m.in. Bartek Jędrzejak. - Kurcze, będę uważał. Dzięki. Najważniejsze, że nic nie nie stało. Samochód składak. Wyklepie się - napisał prezenter pogody.

- Wow, nie miałam pojęcia o takiej metodzie – pisała Sandra Hajduk. - Brawo za czujność i wytrwałość. 3,5h to wydaje się być wieczność. Dobrze, że jesteś cały i zdrowy – dodała Daria Ładocha.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Nastazja Bloch

Źródło zdjęcia głównego: Mateusz Grochocki/East News

Pozostałe wiadomości