Gorące tematy

Ogromna farma ekranów fotowoltaicznych zamiast przyrody. Dramatyczna sytuacja mieszkańców Warmii

Gorące tematy

Autor:
Michalina
Kobla
Źródło:
Uwaga! TVN
Uwaga! TVN: Mieszkańcy Warmii protestują przeciwko ogromnej farmie ekranów fotowoltaicznych
Uwaga! TVN: Mieszkańcy Warmii protestują przeciwko ogromnej farmie ekranów fotowoltaicznych
wideo 2/28

Mieszkańcy okolic Lidzbarka Warmińskiego uwielbiali miejsce, w którym przyszło im żyć. Bliski kontakt z naturą, zwierzętami, plany na życie i biznes zniweczyć może jednak planowana budowa ogromnej farmy ekranów fotowoltaicznych. Reporterzy programu Uwaga! TVN sprawdzili, co przedsięwzięcie oznacza dla osób osiadłych w pobliżu terenu inwestycji.

- Nie można w imię ekologii niszczyć przyrody – mówią mieszkańcy okolic Lidzbarka Warmińskiego, którzy protestują przeciwko ogromnej farmie ekranów fotowoltaicznych. Nieskalane przemysłem okolice Lidzbarka Warmińskiego wkrótce ma zaburzyć budowa elektrowni. Farma ekranów fotowoltaicznych ma zająć aż 167 hektarów. Mieszkańcy okolic, gdzie ma powstać, są zdruzgotani.

- Ostatnie półrocze zaskoczyło nas wszystkich, nagle zrobił się boom na fotowoltaikę – mówi Marek Werbicki, sołtys wsi Ignalin. - O wszystkim, co tu planują, dowiedzieliśmy się dopiero po wydaniu decyzji środowiskowej. Nikt z nami nie rozmawiał – oburza się Aleksandra Wojtal, mieszkanka Ignalina. - Wystarczy spojrzeć na mapę. Jeżeli coś z trzech stron otacza czyjąś posesję, to ludzie, którzy są w środku, tracą dorobek życia – przekonuje Werbicki.

Uwaga! TVN. Ekrany fotowoltaiczne na Warmii

Pani Aleksandra i jej mąż Marcin zamieszkali we wsi Ignalin z myślą o prowadzeniu agroturystyki. Dziś obawiają się, że budowa farmy tuż obok ich domu zniweczy te plany. Ekrany fotowoltaiczne mają stanąć zaledwie 45 metrów od ich posesji. - Porzuciliśmy nasze dawne życie i zainwestowaliśmy wszystko tutaj. Chcieliśmy spokoju, ciszy, natury. Tego, co już jest unikatowe w dzisiejszym świecie – tłumaczy Aleksandra Wojtal.

Oboje z mężem zachwycają się zwierzętami, które widują tu na co dzień. - Sarny, łosie, żurawie, lisy, zające: to wszystko tutaj widzimy. A za chwilę w tym miejscu mają stanąć ekrany fotowoltaiczne – ubolewa pani Aleksandra.

Informacja o inwestycji była dla nich szokiem. - Zareagowałam płaczem. Zależało nam na stworzeniu miejsca, gdzie będziemy mogli przyjmować gości. Nasze plany musiały teraz stanąć, bo nie wiemy, co będzie dalej. Nikt nie przyjedzie wypoczywać w środek elektrowni – przekonuje Wojtal. - Jeżeli wszystko to zaleje morze szkła i metalu, to zielonych miejsc po prostu nie będzie. I nie będzie, gdzie przyjeżdżać – dodaje kobieta.

Sąsiadem Wojtalów jest Józef Chomej. Rodzina rolnika związana jest z Warmią od kilku pokoleń. - Dla mnie to bezcenne miejsce, tutaj się urodziłem i wychowałem. Tutaj też urodziły się moje dzieci i wnuki. Chcielibyśmy przekazać to dziedzictwo młodszym pokoleniom. Chodzi o bliskość przyrody, zwierząt. Wiosną, jak leci ptactwo, to człowiek tym żyje – opowiada pan Józef. - Jakby powstała elektrownia, to mój wschód słońca to byłby same ekrany – dodaje mężczyzna.

Lidzbark Warmiński. Mieszkańcy protestują przeciwko ekranom fotowoltaicznym

Dokumenty dotyczące budowy elektrowni zatwierdził wójt gminy Lidzbark Warmiński. - Wpływa wniosek do gminy, my musimy inne organy zapytać, czy wydają pozytywną, czy negatywną opinię. Chodzi o Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Olsztynie, sanepid i Wody Polskie – mówi Fabian Andrukajtis, wójt gminy Lidzbark Warmiński.

Dlaczego urzędnicy, wydając decyzję, nie wzięli pod uwagę głosu mieszkańców? - Nie pytaliśmy ich ze względu na to, że są obwieszczenia. Może to nie jest do końca w porządku, ale musimy patrzeć na budżet, który nie jest z gumy. Na dzisiaj dokładamy do oświaty cztery miliony złotych. I jeżeli jest pozytywne uzgodnienie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie i sanepidu, podobnie jak Wód Polskich, to wójt nie ma prawa wydać negatywnej opinii – przekonuje Andrukajtis.

Zwierzęta

Planując budowę farmy fotowoltaicznej, inwestor zobowiązany był do przedłożenia gminie karty informacyjnej przedsięwzięcia. Zdaniem mieszkańców dokument został wykonany nierzetelnie, liczbę zwierząt zaniżono. - Mamy około 166 hektarów ziemi i piszą, że jest kilkanaście kretów. Tyle to ja mam w ogródku, w jednym miejscu. Mieszka tu rodzina łosi, nawet byliśmy świadkami, jak rodził się mały łoś. Widzieliśmy to z daleka – opowiada pani Aleksandra.

Raport przedłożony gminie został sporządzony przez firmę Eko-efekt na zlecenie spółki Solaris Industria 4 z siedzibą w Zamościu. Autorzy raportu odmówili rozmowy przed kamerą, zasłaniając się wygaśnięciem ich pełnomocnictwa. Dokument przygotowany na zlecenie inwestora opiniowała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie. Czy to możliwe, aby inspektorzy urzędu nie zweryfikowali przedstawionych informacji?

- Faktycznie w raporcie z inwentaryzacji pojawiają się drobne błędy pisarskie, ale nie mają one żadnego znaczenia dla naszego merytorycznego rozstrzygnięcia – twierdzi Justyna Januszewicz z RDOŚ w Olsztynie.

Zapytaliśmy rzeczniczkę instytucji, czy wie, jak badano na przykład liczbę kretów. - Istotne znaczenia mają tutaj ptaki i płazy. Mamy do czynienia z przyrodą, która jest dynamiczna – odpowiedziała rzeczniczka. I dodała: - Wiemy, jakich gatunków możemy spodziewać się na tym terenie.

Mieszkańcy oprotestowali dokument. - Te ilości podawanych zwierząt są śmieszne. Moim zdaniem bioróżnorodność zwierząt jest tutaj dużo większa. Są bobry, jelenie, sarny, łabędzie, żurawie, dzikie kaczki, gęsi, bociany – wylicza Józef Chomej. - Odnosimy wrażenie, że autor raportu nie pofatygował się na miejsce – mówi Marek Werbicki.

- Nie mieliśmy podstaw, żeby odmówić realizacji tego przedsięwzięcia. Najcenniejsze siedliska przyrodnicze, chronione w ramach obszaru Natura 2000 położone są w odległości aż 5 km od działek inwestycyjnych. Aż ponad 40 hektarów zostanie wyłączonych z zabudowy panelami fotowoltaicznymi i pozostawionych jako korytarze ekologiczne – mówi Justyna Januszewicz.

"Niech oni zrozumieją mnie"

Na rozmowę o niechcianej inwestycji umówiliśmy się z współwłaścicielką dzierżawionego terenu. Czy uda się nakłonić pomysłodawców do wycofania się z planowanego przedsięwzięcia? - Jestem w stanie ich zrozumieć, ale też niech oni zrozumieją mnie, że chcę mieć dzierżawcę, który będzie płacił mi czynsz dzierżawny, regularnie i ja będę pewna tego dochodu – mówi Beata Pawłowicz. I deklaruje: - Zrobię wszystko, żeby to nie było dla nich uciążliwe. Natomiast na pewno nie zrezygnuję z inwestycji. Jeśli cała nieruchomość ma 190 hektarów, to na 100 hektarach, czy 50 nie da się tego zrobić, jak dostanę zgodę na warunki zabudowy? Da się.

A co ze zwierzętami? - A jakie? Widziała pani? Ja z wykształcenia jestem finansistą. Mam już ustalony biznesplan – stwierdza Pawłowicz.

- Nie można w imię interesu jednej osoby psuć życia społeczności – uważa Marek Werbicki.

Współwłaścicielka na protest mieszkańców odpowiada: - A ja nie chcę wielu innych rzeczy i też nie mam na to wpływu. Nie chcę mieć problemów z tym gospodarstwem, a mam – stwierdza Pawłowicz.

- Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak można umieścić człowieka w środku tego typu inwestycji. Nasz dom stoi tutaj 200 lat i bardzo nam zależało na tym, żeby nie wprowadzać tutaj nie wiadomo czego. Uszanowaliśmy miejsce, miejmy szacunek dla miejsc, w których mieszkamy – apeluje pani Aleksandra. - Wszyscy jesteśmy dumni z Warmii i Mazur, że to płuca Europy, a teraz to się staje Warmią fotowoltaiki, coś strasznego – kwituje Józef Chomej.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor:Michalina Kobla

Źródło: Uwaga! TVN

Źródło zdjęcia głównego: Uwaga TVN

Pozostałe wiadomości