Nowy Jork przez ostatni miesiąc był całkowicie sparaliżowany z powodu najwyższej w Stanach Zjednoczonych liczby zakażeń koronawirusem. W stanie, w którym leży miasto odnotowano więcej przypadków zakażeń Covid-19 niż w całych Włoszech. Do 19 kwietnia zmarło tu ponad 17 tys. osób. Na szczęście ostatnio pojawiło się światełko w tunelu.

Ostatnie tygodnie były dla mieszkańców Nowego Jorku gehenną. W ciągu doby umierało kilkaset osób. W najgorszych dniach ponad 700. Świat obiegły zdjęcia ciał chowanych we wspólnych mogiłach na Hart Island.

Nowojorczycy są zszokowani tymi obrazami. Liczba osób, które odchodzą z powodu tej choroby znacznie przewyższa nasze możliwości. Nigdy nie mieliśmy do czynienia z tyloma pacjentami umierającymi w tak krótkim czasie

- powiedziała Kate O'Neill, dyrektor ds. med. ratunkowej w Northwell Health w Nowym Jorku.

W szczycie zachorowań nowojorskie szpitale były przepełnione. Gubernator stanu Andrew Cuomo apelował do prezydenta USA o dodatkowy sprzęt medyczny, zarzucając mu opieszałość w przygotowaniu do pandemii. Natomiast Donald Trump za brak szybkiej reakcji obwiniał Światową Organizację Zdrowia i poinformował o wstrzymaniu składek członkowskich.

Stany Zjednoczone straciły krytyczny czas od stycznia do początku marca, kiedy mogliśmy zrobić więcej, by lepiej przygotować kraj na walkę z wirusem

- stwierdził Arthur Gianelli, prezes szpitala Mount Sinai Morningside i dodał:

W Nowym Jorku sytuacja tak szybko się pogorszyła, ponieważ głównie wykonywaliśmy testy pacjentom trafiającym na oddział ratunkowy i przyjmowanym do szpitala. Musimy wykonywać dużo więcej testów w Nowym Jorku i całych Stanach Zjednoczonych

Epidemia podkreśliła różnice między biednymi i bogatymi

Koronawirus zdemaskował nierówności społeczne, nie tylko w Nowym Jorku, ale także w całym kraju. Teoretycznie, niezależnie od posiadanego ubezpieczenia, w nagłej sytuacji każdy ma zapewniony dostęp do pomocy medycznej, ale grupy o niższym statusie zostały bardziej dotknięte obecną sytuacją.

Ze względu na brak ubezpieczenia niektórzy ludzie po prostu obawiają się wizyty u lekarza. Boją się, że będą musieli za nią zapłacić. Widzimy, że ludzie kolorowi są nieproporcjonalnie bardziej dotknięci wirusem, mają większą zachorowalność i śmiertelność

- wyjaśniła Michelle Au, anestezjolog w szpitalu Emory-St. Joseph w Atlancie.

Światełko w tunelu

Ostatnie dni, kiedy okazało się, że zmniejszyła się liczba zachorowań dają Amerykanom nadzieję na powrót do normalności. Prezydent Trump mówi o stopniowym odmrażaniu gospodarki. To będzie długi proces z wieloma restrykcjami.

W Nowym Jorku obowiązuje nakaz zakrywania twarzy w miejscach publicznych. To spotyka się z powszechnym zrozumieniem, a w stronę pracowników medycznych płyną wyrazy wsparcia.

W Nowym Jorku, codziennie o godzinie siódmej wieczorem jest taki rytuał, że ludzie klaszczą, trąbią, by podziękować służbom. Pracownicy szpitali choć na chwilę wychodzą, by tego posłuchać. To dla nas ogromne wsparcie. Uspokaja nas i jednoczy

- powiedziała Kate O'Neill.

Otuchy dodają również obrazki, kiedy szpitale opuszczają osoby, które jeszcze kilka dni temu wymagały intensywnej terapii.

Jestem taka wdzięczna Bogu (...). Opuszczam szpital i czuję się dobrze. Wirus mnie nie pokonał

- stwierdziła Janet Mendez, która ciężko przechodziła chorobę.

>>> Zobacz także:

Co sądzisz o tym artykule?
95
6
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0