Styl Życia

Dolindo Ruotolo - ksiądz, który wyprzedzał swoje czasy. "Pod wpływem jego słów nawracali się nawet mafiozi"

Styl Życia

Dolindo Ruotolo - ksiądz, który wyprzedzał swoje czasy. "Pod wpływem jego słów nawracali się nawet mafiozi"

Angażował w kościele kobiety, zachęcał do samodzielnego czytania Biblii, postulował prowadzenie mszy w językach narodowych. Dolindo Ruotolo to XIX-wieczny włoski ksiądz oraz tercjarz franciszkański. Dziś toczy się jego proces beatyfikacyjny, ale jego życie było prawdziwym pasmem nieszczęść. Jego postać przybliżyła nam dziennikarka Joanna Bątkiewicz-Brożek.

Ksiądz Dolindo

 XIX wieczny ksiądz Dolindo Ruotolo z pewnością wyprzedzał swoje czasy. Był przez oskarżany o herezje, poddawany badaniom psychiatrycznym i zawieszany w obowiązkach. Obecnie toczy się proces beatyfikacyjny, a jego krótka modlitwa stała się niezwykle popularna. 

Zobaczyłam w Google, że to był kapłan, do którego odsyłał sam ojciec Pio. Jak przyjeżdżali do niego ludzie do spowiedzi, to on im mówił: 'po co wy do mnie przyjeżdżacie, jedzcie do Neapolu, macie tam świętego kapłana'

– opowiadała Joanna Bątkiewicz-Brożek, dziennikarka.

Dlatego dziennikarka postanowiła opisać życie księdza Dolindo. Było ono niezwykle trudne. Imię ojca oznacza "cierpienie". Ono właśnie przewijało się przez wszystkie lata. 

Urodził się w rodzinie, gdzie było jedenaścioro dzieci i panowały głód oraz przemoc.

Dolindo był dzieckiem, które było najbardziej łojone przez ojca, do tego stopnia, że krew mu się lała z pleców. To dziecko w bezgranicznym strachu modliło się za ojca. Jedyną osobą, która dała mu miłość, była mama

- mówiła autorka książki "Jezu, Ty się tym zajmij".

Ruotolo już jako mały chłopiec zapewniał mamę, że zostanie księdzem. 

Całe pasmo jego życia to są cierpienia. To był kapłan, który był czterokrotnie zawieszony w czynnościach kapłańskich przez Święte Oficjum w Rzymie. Nie mógł odprawiać mszy świętej, spowiadać, a był kapłanem, na którego kazania cisnęły tłumy. Nawracali się pod ich wpływem nawet mafiozi

– podkreślała Joanna Bątkiewicz-Brożek w rozmowie z Dzień Dobry TVN.

"Jezu, Ty się tym zajmij"

Kiedy pojawiło się słynne zawierzenie? Sytuacja miała miejsce 6 października 1940 roku, gdy na Neapol spadły bomby. Ksiądz, widząc dramatyczne sceny, pochylił się nad biurkiem i poczuł przymus spisania słów "Jezus do dusz".

Ten akt zawierzenia powstaje w samym środku bomby. Dlatego ja mówię, że to jest akt na ciężkie sytuacje, z których nie ma wyjścia

 – zaznacza Joanna Bątkiewicz-Brożek.

Są trzy grupy, w których działa akt zawierzenia księdza Dolindo. Pierwsza to kapłani, którzy byli na krawędzi wyjścia z kościoła. Druga to małżeństwa, które się schodzą nawet po rozwodzie. Trzecią są osoby, które próbowały odebrać sobie życie.

Dla mnie to są porażające historie w sensie piękna, że taki drobny kapłan z Neapolu, który mówił o sobie: 'jestem miernotą'  tak działa i tak Pan Bóg przez niego działa

 – zauważa nasza rozmówczyni.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Zobacz także:

Klaudia Kulon - polska arcymistrzyni szachowa. "Brakuje mi tylko jednego tytułu"

Olga Frycz pozuje w bikini. Fani podziwiają jej figurę po ciąży

Anna Lewandowska ćwiczy z córką. "Rośnie mały terminator"

Reporter: Katarzyna Olubińska-Godlewska
Co sądzisz o tym artykule?
71
6
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0