Psychologia

Impulsywne i zmienne nastroje partnera. To mogą być oznaki poważnego zaburzenia

Psychologia

Autor:
Magdalena
Brzezińska
StefaNikolic/Getty ImagesBorderline w związku

Szczęśliwy związek oparty na wzajemnym szacunku i zaufaniu to marzenie wielu osób. Z trudnościami w budowaniu relacji może zmagać się każdy, jednak osoby cierpiące na zaburzenia osobowości spotykają na tej niełatwej drodze o wiele więcej przeszkód. Borderline to poważna dysfunkcja, która wnosi w życie chaos i uzależnia od skrajnych emocji. Nie można traktować jej jako choroby, a jednak często odbiera ona ludziom szansę na odnalezienie miłości i cennego poczucia bezpieczeństwa.

Zaburzenia osobowości to określone wzorce zachowania, odczuwania i myślenia. W pewnym sensie stanowią one stały element organizacji psychiki, dlatego nie można ich wyleczyć. Jedyną formą pomocy jest w tym wypadku psychoterapia, pomagająca lepiej radzić sobie z wyzwaniami dnia codziennego. Osoby zmagające się z borderline są zwykle w pełni pochłonięte tym, co podpowiadają im skrajne emocje, trudno im zorganizować wolną przestrzeń dla uczuć partnera. Nie oznacza to jednak, że nie marzą o stabilizacji. Jak wyglądają związki miłosne naznaczone nieznośną huśtawką emocjonalną? O tym rozmawialiśmy z psycholożką Eweliną Bazyluk oraz dwiema młodymi kobietami, które od wielu lat uczą się pokonywać swoje słabości, by w końcu odnaleźć szczęście u boku drugiego człowieka.

Trudna droga do szczęścia

Z nieustannym poczuciem odrzucenia i nieznośną huśtawką nastrojów już od najmłodszych lat zmaga się 38-letnia Natalia. Zaburzenia osobowości pogłębiły się u niej na skutek trudnych doświadczeń, z którymi zmagała się w domu rodzinnym. Apodyktyczna matka, która nie stroniła od stosowania przemocy psychicznej i fizycznej, pozostawiła w psychice córki skazę, która daje o sobie znać aż do teraz.

- Moja historia z borderline zaczęła się od wczesnego dzieciństwa. Miałam bardzo toksyczną mamę, która mnie krzywdziła. Pamiętam, jak zamykała mnie na ciemnym strychu, przykuwała nagą do kaloryfera. Miałam wtedy 5 czy 6 lat. Cały czas mówiła też okropne rzeczy, wyzywała mnie i powtarzała, że jestem do niczego. Nieustannie porównywała mnie do innych dzieci. W pewnym momencie zaczęłam radzić sobie z tą sytuacją poprzez zakłamywanie rzeczywistości. Wmawiałam sobie, że to wygląda inaczej, że mam wspaniałą rodzinę i super mamę. Już jako małe dziecko wymyślałam różne historie związane z naszym domem - wyjaśnia Natalia.

- Wyobrażałam sobie, że wyjeżdżamy razem na wakacje, a potem opowiadałam o tym rówieśnikom. To były początki mojego problemu. Moja terapeutka uważa, że zaburzenie pogłębiło się u mnie się właśnie na skutek praktyk mamy. Nie wyróżniałam się jako dziecko, a jednak każdego dnia wysłuchiwałam przytyków i cierpiałam z powodu cielesnych kar za drobne przewinienia. Na skutek tego, już jako nastolatka zaczęłam żyć w innym świecie, zatraciłam jakąkolwiek tożsamość. Totalnie nie wiedziałam, kim tak naprawdę jestem, nie miałam żadnych wartości, zaczęłam popadać w różne skrajności. Kiedy osiągnęłam pełnoletność, odnalazłam poczucie własnej wartości w kompulsywnym kupowaniu różnych rzeczy, przede wszystkim ubrań - wspomina 38-letnia mieszkanka Katowic, która przez wiele lat marzyła o tym, by odzyskać spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Niestety, na jej drodze pojawił się mężczyzna, który swoją obecnością pogłębił dojmujące rozczarowanie i ból. Natalia przyznaje, że pozostawił on w jej życiu jeszcze większy chaos. Nasza rozmówczyni wzięła ślub i urodziła dwójkę wspaniałych dzieci, jednak relacja z pierwszym partnerem pełna była gniewu i cierpienia. W cieniu tego związku pozostawała mama Natalii, która od początku zawiązała z zięciem nić porozumienia.

- Czułam, że moje życie wygląda strasznie i nie mam na niego żadnego wpływu. Wychodziłam z domu i potrafiłam cały dzień jeździć po mieście autobusami, krążyć tam i z powrotem. Nie byłam w stanie znieść tego wszystkiego. Okłamywałam wszystkich, że idę do pracy, a tak naprawdę jeździłam tymi autobusami bez celu. Osoby z borderline często to robią. Bez sensu, normalny człowiek tak nie postępuje - zauważa 38-latka, która wciąż nie może uporać się z trudnymi wspomnieniami.

Małżonkowie nie mogli dojść do porozumienia. Na skutek incydentu, który zakończył się rękoczynami, Natalia zdecydowała się odejść od męża. Wiązało się to z długą i wyczerpującą walką o opiekę nad dziećmi, która w związku z problemem zaburzeń osobowości obfitowała w trudne do pokonania przeszkody. Po latach nasza rozmówczyni znalazła upragniony spokój. Spełnia się nie tylko jako mama, ale także jako szczęśliwie zakochana kobieta. Nie ukrywa jednak, że budowanie relacji z drugim człowiekiem wymaga pracy, a przede wszystkim zrozumienia własnych ułomności.

- W moim poprzednim małżeństwie zaburzenia borderline przejawiały się zmianami nastroju, to były trudne do zaakceptowania skrajności. W jednej chwili rządziła mną niesamowita miłość, piękne uczucie, druga osoba wydawała mi się najwspanialsza na świecie, to jednak momentalnie ulegało zmianie. Drobna rzecz potrafiła wyprowadzić mnie z równowagi na tyle, że pałałam nienawiścią do człowieka, którego tak naprawdę kochałam - wyjaśnia nasza rozmówczyni.

- Muszę natomiast powiedzieć, że dzięki terapii można nauczyć się to kontrolować. Na grupie w mediach społecznościowych rozmawiam z różnymi dziewczynami. W końcu zrozumiałam, że najważniejsza jest umiejętność wytyczania granic. Jeśli partner nie pozwoli tych granic przekraczać, to objawy troszeczkę ustępują. Ja wtedy miałam pecha, ale już od dwóch lat jestem w innym związku i tutaj te granice mamy. Partner wie o mojej chorobie, wie, czym ona się objawia. Kiedy zbliżamy się do punktu zapalnego, natychmiast reaguje. Stanowczo stawia warunki, wysyła proste komunikaty w stylu: "Albo będzie cisza i spokój albo ja wychodzę". U nas to się sprawdza. Doceniam w tym związku całkowity szacunek. Mój ukochany ma bardzo silną osobowość, jest pewny siebie i wie, w jaki sposób mnie uspokoić. Nie stosujemy przezwisk, nie obrażamy się. Myślę, że kluczem do sukcesu są właśnie jasno postawione granice oraz terapia. Niestety, aż do dnia dzisiejszego towarzyszy mi lęk przed odrzuceniem i oceną. Jeżeli mój partner przez dwie godziny się nie odzywa, natychmiast panikuję. Potrafię usiąść na dywanie i płakać, pisać w głowie najgorsze scenariusze. Wyobrażam sobie, że on już na pewno mnie zostawił, że przeczytał coś o tej chorobie i doszedł do wniosku, że jestem wybrakowana. To jest rodzaj paniki, nie mówię mu o tych emocjach. On doskonale wie, jakie błędy w życiu popełniłam i z czym się zmagam, jest przy mnie pomimo tego wszystkiego, tak naprawdę to on każdego dnia pomaga mi się z tego wydostać - podsumowuje Natalia.

Błędna diagnoza. Jak leczyć zaburzenia borderline
Błędna diagnoza. Jak leczyć zaburzenia borderline
Dzień Dobry TVN

Osobowość borderline a związki

Impulsywne zachowania i zmienne nastroje sprawiają, że osoby mierzące się z zaburzeniami osobowości typu borderline muszą pokonywać w życiu więcej trudności, niż przeciętny człowiek. Niełatwo im budować relacje z bliskimi, a ścieżka kariery zawodowej jest dla nich kręta i pełna przeszkód. Psycholożka Ewelina Bazyluk nie ma wątpliwości, że wyzwania dnia codziennego naznaczone są w tym wypadku licznymi utrudnieniami.

- Zaburzenie osobowości typu borderline, czy inaczej osobowość chwiejna emocjonalnie, charakteryzuje się niestabilnym obrazem siebie, dużą amplitudą emocji oraz ponadprzeciętną wrażliwością na sygnały realnego i wyimaginowanego odrzucenia, objawiającą się idealizowaniem bliskich, ale i dewaluowaniem ich. Osoba, której to dotyczy, ma trudności z kontrolowaniem impulsów. Popada w silny gniew, z łatwością wydaje duże sumy pieniędzy i często podejmuje bardzo ryzykowne zachowania, do których zaliczyć należy chociażby przygodny seks czy zatracanie się w nałogu narkotykowym. Odczuwa też silne pragnienie akceptacji i atencji ze strony innych ludzi, chce choć na chwilę ukoić wewnętrzną pustkę. Co więcej, podejmuje zachowania autodestrukcyjne, w tym próby samobójcze i samookaleczenia - wyjaśnia doświadczona terapeutka, jednocześnie podkreślając, że pacjenci z tym problemem często natrafiają na szereg przeciwności w relacjach z drugim człowiekiem.

- Związki osób z zaburzeniami typu borderline są zwykle niestabilne, dominują w nich silne emocje. Sielankowość i radosna fascynacja drugą osobą mieszają się z gwałtowną zazdrością, poczuciem zranienia i odrzucenia. Ciągle testowane są granice partnera, jego zaangażowanie i akceptacja dla różnego rodzaju zachowań. Zdarza się, że partnerzy osób borderline cenią w takich związkach ich niecodzienność, wyjątkowość, silne emocje oraz brak rutyny - zauważa ekspertka, która w swoim gabinecie wielokrotnie miała do czynienia z takim obrazem relacji. W tym miejscu warto podkreślić, że borderline to jedno z najczęściej diagnozowanych zaburzeń psychicznych naszych czasów.

Marzenie o macierzyństwie

Życie z borderline to skomplikowana i pełna pułapek podróż. Przekonała się o tym także 26-letnia Kasia, która przez wiele lat zmagała się z chwiejnymi, utrudniającymi codzienne funkcjonowanie emocjami. Nasza rozmówczyni przyznaje, że w jej przypadku zaburzenia osobowości dały o sobie znać już na etapie szkoły podstawowej.

- Pierwszy raz zetknęłam się z tym tematem w wieku koło 10-11 lat. Dość dobrze to pamiętam, siedziałam wtedy na boisku szkolnym i zauważyłam, że starsza dziewczyna ma pocięte ręce. Odeszłam gdzieś na ubocze i chwyciłam za brudne odłamki szkła, ponieważ chciałam sprawdzić, jakie to uczucie. Od tego się zaczęło, choć tak naprawdę nie miałam żadnych większych problemów jako dziecko. Moja mama całe życie była zabiegana, więc ciężko było z nią mi nawiązać jakąś relację, ojciec też zbytnio się mną nie interesował. Oczywiście, gdy w szkole zauważyli pocięte ręce, natychmiast wezwali rodziców. Wtedy zaczęło się bieganie po gabinetach dziecięcych psychologów. W wieku 12 lat pierwszy raz trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Wróciłam tam jeszcze rok później, wyszłam z diagnozą depresji. Gdy skończyłam 15 lat, skierowano mnie na nauczanie indywidualne, bo było mi bardzo ciężko zaaklimatyzować się w gimnazjum. Byłam już starsza, moja "depresja" przeszła w nastoletni bunt, tak nazywali to rodzice. Robiłam się nieznośna, wpadałam w ataki agresji, w domu dochodziło do wyzwisk i awantur, kończących się rzucaniem różnych przedmiotów. Potem długo płakałam, zamykałam się w łazience i dochodziło do samookaleczeń. Wtedy usłyszałam kolejną diagnozę - cyklotymię, a do terapii włączono inne leki. Z wiekiem było coraz gorzej - wspomina 26-latka.

Kolejne lata upłynęły Kasi pod znakiem licznych wizyt w gabinetach lekarskich i placówkach psychiatrycznych. Nasza rozmówczyni usiłowała znaleźć poczucie bezpieczeństwa u boku mężczyzny, którego poznała krótko przed ukończeniem pełnoletności. Okazało się jednak, że ta relacja przyniosła jej kolejne problemy.

- Kiedy skończyłam 17 lat, w moim życiu pojawił się dużo starszy ode mnie chłopak, dzieliła nas cała dekada. Nikt nigdy go nie poznał, spotykałam się z nim w tajemnicy. Poznałam pierwszy smak alkoholu. Bardzo szybko się uzależniłam. Kontakt z tym mężczyzną się urwał, zaczęłam sporo imprezować, wagarować. Wracałam do domu po trzech dniach nieobecności. To był mój pierwszy życiowy zakręt. Dochodziło do stanów lękowych, ataków paniki wywoływanych nadużywaniem alkoholu. Kolejne pobyty w szpitalu psychiatrycznym przyniosły diagnozę dotyczącą choroby afektywnej dwubiegunowej. Przypisano mi także epizod hipomanii, z uwagi na wcześniejszą dokumentację medyczną. Byłam roszczeniowa, wulgarna i jak tylko skończyłam 18 lat zaczęłam wypisywać się na własne żądanie - wspomina Kasia.

Nasza rozmówczyni przez długi czas zmagała się z uzależnieniem od alkoholu. Gdy na jej drodze pojawił się kolejny mężczyzna, jeszcze bardziej zatraciła się w nałogu. Związek rozpadł się na skutek zdrady partnera. Właśnie wtedy Kasia znalazła się w szpitalu psychiatrycznym i po raz pierwszy życiu usłyszała celną diagnozę.

- Już jako dorosła kobieta dowiedziałam się, że mam osobowość chwiejną emocjonalnie typu borderline i wszystkie wcześniejsze orzeczenia muszą jeszcze raz zostać zweryfikowane. Trafiłam na oddział, wręcz o to błagałam, tak bardzo chciałam ukryć się przed światem. Już po 2 tygodniach wyszłam na własne żądanie, wbrew zaleceniom lekarskim. Powód? Błahy, impuls - chciałam rozmawiać z lekarzem, ale nie miał czasu - przywołuje niełatwe wspomnienia nasza rozmówczyni. Dodaje też, że na skutek wspomnianych doświadczeń zdecydowała się podjąć leczenie. W tym czasie poznała mężczyznę, z którym chciała planować przyszłość.

- Po raz kolejny bardzo szybko weszłam w intensywną relację. Liczył się tylko seks, chodziłam do pracy półprzytomna, niewiele spałam, maksymalnie 2 godziny na dobę. On był moją ładującą baterią. Chciałam spędzać z nim dzień i noc, wszystko inne przestawało mieć znaczenie. Odsunęłam od siebie wszystkich. Szybko się do niego wprowadziłam i już po upływie kilku miesięcy zapragnęłam mieć dziecko. Zaczęłam stosować szantaże emocjonalne, aż w końcu udało mi się zajść w ciążę. Poroniłam w 9. tygodniu, wtedy związek się rozpadł a ja zostałam z niewyobrażalną, niekończącą się pustką, którą starałam się wypełnić alkoholem - wspomina w rozmowie z dziendobry.tvn.pl.

- Dostałam obsesji na punkcie macierzyństwa, chciałam mieć dziecko za wszelką cenę. Dwa lata temu poznałam w pracy mężczyznę, z którym nie chciałam się wiązać. Interesowały mnie raczej przygodne romanse, bo to czego naprawdę pragnęłam, wydawało mi się odległe. Czułam się skazana na życie bez rodziny i dzieci, a tak bardzo chciałam być normalna. Postanowiłam spróbować. Teraz jestem mamą czternastomiesięcznej córeczki. Wychowuję ją sama, choć zaczęłam spotykać się z pewnym mężczyzną. Co kilka dni z nim kończę. Matką jestem świetną, niestety związki to dla mnie czarna magia. Odnoszę wrażenie, że wystarczył bliższy kontakt z mężczyzną, bym znowu zaczęła się zatracać, gubić. Budzi się we mnie potrzeba zainteresowania, poczucia bezpieczeństwa, uwagi. To chyba największe braki w przypadku borderline. Jeszcze jako nastolatka otrzymałam od jednego z psychologów kartkę z opisem moich dolegliwości. Ostatnie zdanie na zawsze utkwiło w mojej pamięci: "Kasia nie posiada wykształconego bazalnego poczucia bezpieczeństwa". Gdy po latach to przeczytałam, poczułam ukłucie w sercu. Odnoszę wrażenie, że do dziś nic się nie zmieniło - podsumowuje nasza rozmówczyni.

Zobacz także:

Autor:Magdalena Brzezińska

Źródło zdjęcia głównego: StefaNikolic/Getty Images

Pozostałe wiadomości