Zdrowie

Co czują bliscy osób, które targnęły się na swoje życie? "Wyrzuty sumienia zabijają mnie każdego dnia"

Zdrowie

Autor:
Katarzyna
Lackowska
sdominick/Getty ImagesKobieta przeżywająca żałobę

10 września obchodzimy Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Tragiczne decyzje osób, które decydują się zakończyć swoje życie oddziałują jednak nie tylko na nie, ale także na ich bliskich: rodziny, przyjaciół, którzy często do końca swoich dni mierzą się z tym, co się stało. Obwiniają się o to, że nie dostrzegli sygnałów i dopuścili do tragedii.

Z pozoru normalna para

Asia i Michał byli z pozoru normalną parą, choć trudno powiedzieć, że życie ich oszczędzało. Po stracie pierwszej ciąży rozeszli się, bo nie potrafili poskładać swojego związku na nowo. Po kilku latach ich drogi ponownie się skrzyżowały i wtedy postanowili być razem na dobre i na złe. Niestety i tę deklarację wystawiono na poważną próbę. Chwilę później Asia po rutynowych badaniach w gabinecie lekarskim usłyszała diagnozę: nowotwór. Rokowania nie były najgorsze, choć choroba dosyć szybko postępowała. - Może się to wydać nieprawdopodobne, ale wtedy czułam, że mając siebie - mamy wszystko. Byłam spokojna i poddawałam się kolejnym procedurom medycznym wiedząc, że mam przy sobie człowieka, który się mną zaopiekuje - wspomina ten czas Asia. - Wtedy też, w Niedzielę Wielkanocną, Michał poprosił mnie o rękę. Wyszło nawet zabawnie, bo kiedy w obecności naszych bliskich zapytał mnie, czy chce ze nim spędzić resztę życia, do domu wpadł sąsiad z przerażeniem w oczach - okazało się, że mój, już wtedy, narzeczony, zapomniał o kwiatach, które dał mu na przechowanie - opowiada.

Niestety, los nie okazał się dla nich zbyt łaskawy. Kilka dni po pięknych zaręczynach Asia trafiła do szpitala. Michał trwał przy jej łóżku dniami i nocami, ale dziewczyna widziała, że coś się dzieje. O tym, że jego mama, będąc z wizytą u córki w Irlandii, miała udar dowiedziała się przypadkiem i przekonała go, żeby pojechał się nią zająć. Kiedy był na miejscu spadł na nich kolejny cios - babcia Michała zmarła na zawał, wrócił więc do kraju załatwić formalności związane z pogrzebem. A to wciąż nie był koniec ich tragedii. Kiedy Michał dotarł do szpitala, w którym cały czas leżała Asia, dowiedzieli się, że dziewczyna jest w ciąży, jednak w obecnej sytuacji ten stan zagraża jej życiu. Tej samej nocy Asia straciła drugie dziecko. Wiedzieli, że trudno im będzie się po tym podnieść.

- Michał gasł z dnia na dzień. Widać było, jak ulatuje z niego energia. Nadal był przy mnie w każdej chwili, ale widziałam pustkę w jego oczach, a nie mogłam zrobić nic, żeby mu ulżyć. Wtedy sama byłam gdzieś na dnie rozpaczy - wspomina. Niestety, stan mamy Michała drastycznie się pogorszył. Kobieta zmarła po kilku dniach, a jej syn po raz trzeci w ciągu zaledwie dwóch tygodni musiał się zmierzyć ze stratą. - To był dla niego straszny cios. Poleciał do Galway pomóc siostrze załatwić formalności, jednak na miejscu kompletnie się załamał. Przestał mówić, odmawiał jedzenia, nie spał. Bałam się o niego, bo nagle z silnego mężczyzny stał się zupełnie bezbronnym chłopcem, a ja nie mogłam mu pomóc, bo na podróż w tamtym okresie nie wyrażał zgody lekarz. Kamila, siostra Michała, zapewniała mnie jednak, że opiekuje się nim najlepiej, jak umie - kontynuuje swoją opowieść.

Najstraszniejszy telefon

- Połączenie, które odebrałam sprawiło, że straciłam grunt pod nogami. "Asiu, Michał próbował odebrać sobie życie, jest nieprzytomny w szpitalu". Dalej nie słyszałam już nic. Bookowałam bilety, żeby jak najszybciej znaleźć się przy nim. Działałam mechanicznie, choć moi bliscy patrzyli na to z przerażeniem, wiedzieli, że na szali jest moje życie i zdrowie - opowiada. Po kilkunastu godzinach podróży udało jej się w końcu dotrzeć do ukochanego. - Jeszcze na lotnisku w Polsce dowiedziałam się, że większość narządów jest uszkodzona i że szanse na wyzdrowienie są niewielkie. Wtedy przekonywałam sama siebie, że pewnie będzie musiał przyjmować dializy albo poczekać na przeszczep, łudziłam się, że przetrwamy - wspomina. Lekarz wpuścił ją do sali, gdzie podłączony do aparatury podtrzymującej funkcje życiowe leżał Michał, nie pozostawiał wątpliwości, że jego stan jest naprawdę poważny. - Wtedy to się dla mnie nie liczyło. Widziałam, że żył. Bo przecież był obok mnie, widziałam, jak oddycha. "To chwilowe" - próbowałam się pocieszać - wspomina Asia.

Nie odstępowała go na krok, aż do momentu, kiedy personel wyprosił ją z sali. Wracała do domu siostry z ogromnym niepokojem i tym razem intuicja jej nie zawiodła. - Kiedy dojechałam na miejsce zadzwoniła pielęgniarka, Polka, i powiedziała, że Michał odchodzi, jeśli chcę się pożegnać, to muszę szybko przyjechać - opowiada. - Wbiegłam do sali w ostatniej chwili. Zdążyłam go złapać za rękę i powiedzieć, że bardzo go kocham. To było ostatnie, co, mam nadzieję, usłyszał. Wtedy pojawił się dźwięk monitora, który zasygnalizował, że Michał odszedł. Od tamtej pory śni mi się co noc. Uświadomiłam sobie, że moje życie w jakiś sposób też się skończyło. Nie pamiętam, co działo się dalej - wspomina.

"Wyrzuty sumienia zabijają mnie każdego dnia"

- Po kilku dniach wróciłam do kraju, zajęli się mną moi bliscy. Pilnowali, żebym nie była sama, żebym brała leki, jadła cokolwiek. Myślę, że bali się, że też będę próbowała sobie odebrać życie. A mnie wtedy było już właściwie wszystko jedno, bo w środku nie żyłam. W jednej chwili wszystko straciło sens. Jedyne, co czułam, to żal i wyrzuty sumienia. One zabijają mnie każdego dnia do dziś - wyznała Asia. I mimo że rodzina, przyjaciele tłumaczą jej, że nie mogła nic zrobić, ona wciąż nie może sobie wybaczyć, że nie była przy nim w trudnych chwilach.

- On nie zostawił mnie nawet na chwilę, a ja pozwoliłam, żeby z tą tragedią mierzył się sam. Jak bardzo był zrozpaczony i samotny, że targnął się na swoje życie? Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Czy moja obecność, wsparcie, bliskość coś by zmieniły? Nie wiem i nigdy nie poznam odpowiedzi na to pytanie. I to jest moje brzemię, które, czasami tak myślę, jest ponad moje siły - kończy naszą rozmowę.

Jak pomóc osobom, których bliscy popełnili samobójstwo?

Żałoba, szczególnie ta bardzo świeża to trudny czas. Osoby, które oprócz straty muszą mierzyć się z tym, że ich bliski zdecydował się sam odebrać sobie życie mają dodatkowy bagaż emocjonalny - trudno jest zrobić cokolwiek, co nie sprawi im dodatkowego bólu. W początkowej fazie o pocieszaniu właściwie nie ma mowy. W tak trudnej sytuacji najważniejsza jest obecność i intencja pomocy.

Bardzo ważne w kontaktach z ludźmi przeżywającymi żałobę suicydalną jest danie im przestrzeni do przenalizowania tragicznych wydarzeń, ale też zapewnienia poczucia akceptacji dla ich stanu i emocji, z którymi próbują się uporać. To ważne, żeby nie uciekać od próby rozmowy, pozwolić dać ujście żalowi i wspierać takie osoby tak długo, jak długo tego potrzebują. Z pewnością trzeba jednak zaniechać nachalnego pocieszania czy próby odwrócenia uwagi od straty, której właśnie doświadczają.

Zobacz wideo: Andrzej Polan zdradził, że choruje na depresję: Pandemia zabiła mnie, zupełnie nie wstydzę się tego, że leczę się u psychiatry

Zobacz także:

Autor:Katarzyna Lackowska

Źródło zdjęcia głównego: sdominick/Getty Images

Pozostałe wiadomości