Styl życia

Na czym polegał fenomen encyklopedii powszechnej? "Każde słowo było wnikliwie sprawdzane"

Styl życia

Autor:
Magdalena
Brzezińska
Reporter:
F. Chajzer, B. Dajnowski
Chajzer vs 60-letnia encyklopedia
Dzień Dobry TVNChajzer vs 60-letnia encyklopedia

W latach 60. XX wieku niemal każda domowa biblioteczka wyposażona była w kilkanaście tomów encyklopedii. Z pomocą kilkusetstronicowych książek ludzie mogli pogłębiać wiedzę na temat wybranych zagadnień, nie mieli bowiem pod ręką smartfonów, tabletów czy komputerów. W Dzień Dobry TVN Filip Chajzer przyjrzał się bliżej historii woluminów, które kilka dekad temu stanowiły swoisty odpowiednik internetowych wyszukiwarek.

Polska encyklopedia powszechna

Postęp technologiczny odgrywa niebagatelną rolę w życiu człowieka. Za sprawą procesu produkcji i udoskonalania urządzeń multimedialnych kolejne pokolenia znacząco zmieniają swoje podejście do nauki czy pracy. Dziś w zaledwie kilka sekund można uzyskać odpowiedź na niemal każde pytanie, wystarczy wpisać konkretną frazę w internetową wyszukiwarkę.

Jeszcze kilka dekad temu wyszukiwanie wszelkich informacji wiązało się z koniecznością sięgania po przepastny tom encyklopedii. W 1962 roku ukazało się pierwsze powojenne wydawnictwo, które pozwalało poszerzać wiedzę i rozwiewać wszelkie wątpliwości dotyczące znaczenia 85 tys. haseł.

- Prace nad encyklopedią trwały 10 lat i naprawdę nie były łatwe, bo każde słowo było wnikliwie sprawdzane, zarówno przez redakcję, jak i przez smutnych panów z Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk - zauważył Filip Chajzer. Jednocześnie zwrócił uwagę na fakt, że choć zebrane przez autorów informacje z założenia miały mieć charakter edukacyjny, państwowa cenzura skutecznie ograniczała możliwość uzyskania wyczerpujących odpowiedzi na niektóre pytania.

Nauka

Nowy język w trzy miesiące – jak to zrobić?
Nowy język w trzy miesiące – jak to zrobić? Dzień Dobry TVN
wideo 2/5

Encyklopedia - jakie miała znaczenie 60 lat temu?

Wielka Encyklopedia Powszechna początkowo składała się z dwunastu tomów, w 1970 roku została wzbogacona suplementem. Nie da się ukryć, że obecnie niewiele osób posiada w domowej biblioteczce elegancko oprawione woluminy. W latach 60. XX wieku niemal każdy zabiegał o taką imponującą kolekcję.

- Książki, które były szczególnie atrakcyjne, a nie starczało na nie papieru, sprzedawano z przebiciem charakterystycznym dla czarnego rynku. W związku z tym encyklopedia osiągała 200, 300% przebicia - podkreślił historyk prasy i bibliolog, Marek Tobera. Dodał też, że czytelnicy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że na skutek działań cenzorów wybrane informacje należy traktować z przymrużeniem oka.

- Publiczność świetnie wiedziała, że w takiej encyklopedii nie ma sensu czytać hasła "Lenin" czy "rewolucja październikowa", a jest sens przeczytania na przykład hasła "Powstanie Warszawskie" - podsumował rozmówca Filipa Chajzera.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na platformie Player.pl.

Zobacz także:

Autor:Magdalena Brzezińska

Reporter: F. Chajzer, B. Dajnowski

Źródło zdjęcia głównego: Dzień Dobry TVN

Pozostałe wiadomości